_________
Wczorajsza smutna prawda: nie dojrzałam do Truskawki.
Wzięłam kobyłę na ujeżdżalnię, żeby pobawić się trochę z ziemi . Nic z tego nie wyszło, gdyż był to dzień Czarnej Mamby*. Praktycznie caly czas fundowała mi zachowania dominacyjne: rzucanie głową, grzebanie nogą. Starałam się ją przekonać, że to ona ma dostosować się do mnie, a nie na odwrót. Po każdym takim incydencie dawałam jej jakieś zadanie, krótkie i łatwe, gdyż jednocześnie koncentrowałam się na tym, żeby nie dopuścić do sytuacji, w której sobie nie poradzę. Polecenia wykonywała, ale za chwilę znowu łeb lub noga szły w ruch. W sumie bez przerwy byłam spięta, żadnej przyjemności ze spędzonego z nią czasu nie miałam i nie wątpię, że ona również.
Niestety, Truskawka mnie przerasta. Sytuacja mnie mocno dołuje.
Wróciłyśmy, nic od niej nie chciałam – Czarna Mamba zniknęła, powróciła delikatna, wiotka księżniczka z dystansem do otoczenia. Taki obrazek: zaplątała się w linę, na nodze miała pętlę i nie mogła tej nogi opuścić. Stała z nogą w górze bez żadnych śladow emocji i czekała, aż ją uwolnię.
Gdybym miała przy pomocy ludzkich określeń powiedzieć, jakie są te moje konie, byłoby to tak: Duszek – ciepły, Truskawka – herod baba.
*Czarna Mamba – określenie wypożyczone od Joanny od Falbany i Fiali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz