_________
Miłe
Poszłam po Duszka na padok. Zauważył mnie, zarżał i podszedł do bramki. Pogłaskałam, już go miałam wyprowadzać, ale przypomniało mi się, że zapomniałam coś zabrać z siodlarni. Zostawiłam Duszka i poszłam do siodlarni. Po drodze oczywiście kogoś spotkałam, zatrzymałam się, żeby pogadać, w efekcie krótka wyprawa do siodlarni trwało dość długo. Wracam po Dusiaczka i widzę, że mój konik wciąż stoi tam, gdzie go zostawiłam, patrzy, a jak mnie zobaczył, znowu zarżał. Moment jak z reklamy Master Card: bezcenny.
A propos przychodzenia. Dziś po raz kolejny Truskawka na mój widok podeszła do bramki. Jestem jej za to wdzięczna, bo oszczędziła mi brnięcia w błocie, mam wrażenie, że przychodzi już do mnie, a nie do jakiegoś człowieka, ale to wciąż nie to samo, co przychodzenie Duszka. Nie potrafią wyjaśnić różnicy, ale odczuwam to inaczej.
O mały włos tragiczne
Strugałam Duszkowi kopyta, a on po swojemu węszył wokół i „wtykał nos w nie swoje sprawy”. W pewnym momencie kątem oka widzę, że ma nos w torbie z narzędziami do werkowania, a po chwili wyciąga mordę z torby i zaczyna przeżuwać. Między jednym a drugim memłnięciem zobaczyłam w pysku plastikową rurkę – tę, która w nożu do werkowania od Zuzanny służy jako ochrona ostrza. Zrobiło mi się niedobrze, ale adrenalina zadziałała. Rzuciłam się na niczego nie spodziewającego się Dusiaczka, jedną ręką ciągnęłam głowę w dół i jednocześnie kciukiem otwierałam paszczę, drugą usiłowałam z tej paszczy wyciągnąć rurkę. Duszek walczył o swoją zdobycz memłając ja coraz mocniej, a co za tym idzie przygryzając moją rękę. Na szczęście wizja Duszka schodzącego z tego świata była dużo silniejsza niż ból gryzionej ręki. Wyrwałam rurkę z paszczęki, całą, bez żadnych ubytków i padłam, psychicznie wykończona. Duszek też to przeżył, ziewaniu nie było końca. A najdziwniejsze jest to, że gryziona ręka wyszła z tej przygody bez szwanku.
1 komentarz:
Dobrze ze z tą rurką taki finał był i ze się udało ją wydobyć z paszczy.
A co do przychodzenia Duszka to mam wrazenie ze jest "inne" od truskawkowego bo chłopczyk to oczko w głowie!
Prześlij komentarz