4 sty 2009

Playday: urodziny Wiedźmina


Dokładnie cztery lata temu, gdzieś pod Warszawą, urodził się pewien mały hucułek z czupurnym charakterkiem. Nie wiedzieliśmy wtedy, że trafi do nas, on też nie wiedział, że zamieszka nad morzem, jak na prawdziwego hucuła przystało. Jest u nas już ponad rok, każdym dniem dowodzi, że nie jest prawdą, jakoby hucuły nie poddawały się PNH :)

W ramach parellitycznej celebracji zgromadziliśmy co nieco zabawek - przywiozłyśmy posylwestrowe balony, a Ania z Mateuszem dostarczyli wielką niebieską piłkę, pachołki i spory kawałek folii.
Przygotowanie ulepszonego carrot sticka - Campina podchodzi z wyrozumiałoscią do dwunogów, którym odbiło. Happens.

Brysiątko, pozostawione samo sobie na chwilę, we właściwy sobie, majestatyczny sposób, zainteresowało się piłką...


Sprawdzamy, czy koniowi da się zainstalować pod brzuchem balony...


...przepchnąć piłkę??


Największym problemem było... cóż, niskie zawieszenie tego modelu. Ale rude z ciężkim westchnieniem podjęło współpracę i wciągnęło nieco brzuchol.
Pierwsze przetaczanie lekko ją zaniepokoiło, szczególnie, kiedy okazało się, że piłka zajmuje całą przestrzeń podbrzuszną i zaklinowała się między przednimi a zadnimi nogami - Campi wykonała kilka kroków z uszami na wszystkie strony naraz, po czym stwierdziła, że to dziwadło nie wygląda, jakby chciało ją zjeść. Natomiast ona niewątpliwie może zjeść trawę. O czym więc mówić? Później już tylko wciągała brzuchol i wyrównywała nogi, żeby mi ułatwić przepychanie potwora pod podwoziem. Jaką miałam z tego radochę, chyba widać ;)
Zarówno piłka jak i balony wylądowały też w innych punktach konia, żeby nie było, że się ufixowałam na brzuch. Reakcja była podobna.

Brysiek też był zapoznawany z piłką ze wszystkich stron - dla odmiany ujęcie odgórne:

...myśliiimyyy...


Żeby choć na chwilę oderwać myśli od trawy, cofanie między pachołkami - Campina świetnie się skupia na moim prowadzeniu, wystarczy, że patrzę cały czas w lukę, w którą ma trafić, jeśli usunie zad na którąś stronę i mi zasłoni, to "wyglądam" zza niej i ona od razu to zauważa - poprawia, jest niesamowita :) Przypominam sobie to spływanie zadem na boki i lęk przed cofaniem w nieznane, później etap oglądania się za siebie co krok. A teraz? Zaufanie.
Mówisz, że się da? Bardziej w prawo? OK, idziemy.


Pachołki można też wykorzystać do ósemkowania - niestety krótka lina, więc musiałam trochę pochodzić z rudzielcem. Bardzo ładnie już zapamiętała schemat.


...później sprawdzałysmy jeszcze friendly w ruchu z balonami na grzbiecie i na szyi...


...na głowie. (ciekawe co ten dwunóg jeszcze wymyśli..?)


Przeszłyśmy do zabawy z folią - w międzyczasie posypało mi konia cukrem pudrem:


Heeej, chcesz to na mnie zakładać?...


Poczekaj: nie możemy ominąć tego etapu, co? Nie?..


...a gdybym tak na przykład, kopytkiem! O! Nieźle mi idzie, prawda?


Koń zapakowany. Mina lekko zrezygnowana.


To jest to? W tym znaczy byłam pod tym? Zemszczę się, ugryzę, o.


Koń spakowany po raz drugi - a marchewkę chociaż dostanę? :)


Wiedźmin vs. piłka:


Dajemy radę.... :)


Ogólnie w zabawach bardziej lub mniej aktywnie brało udział 7 koni!! Niezły wynik, prawda? :)

2 komentarze:

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Sadystko: z taką wielką piłką do małego konika.

Muszę odkurzyć swoją piłkę. Tylko gdzieś zgubiłam pompkę.

Anonimowy pisze...

Super pomysły na zabawę!
Myślę, że Wiedźmin był zadowolony z imprezki ;-)
Pozdrawiamy!
Monika i Maluch vel Wezyr.