12 gru 2008

Ósemki i co z nich wynikło

_____
Nigdy nie robiliśmy z Duszkiem ósemek z ziemi, bo przed Patterns w ogóle mi to głowy nie przyszło, a jak już wraz z Patterns przyszło, to sprzętu brakowało: metalowe beczki zniechęcające swoim ciężarem (bym musiała w tym celu doturlać je na ujeżdżalnię), pachołki ujeżdżeniowe zbyt małe i wywrotne.

Wczoraj dowiozłam dwie nowe „śmieciowe” zabawki. Znowu szpule po kablach elektrycznych, ale tym razem większe, ok. 80 cm wysokości i 50 cm średnicy kręgu, z dobrego, grubego drewna. Szkoda że nie więcej, można by było robić slalom, ale nie zmieściły się do samochodu.

Ustawiłam je na ujeżdżalni, przyprowadzilam Duszka, obwąchał i poszliśmy ćwiczyć przeciskanie chodem bocznym nad rurą. W prawo wychodziło już od jakiegoś czasu, ale zamiast w lewo Duszek wybierał ruch do przodu. Zmieniłam taktykę, ułożyłam rurę pod płotem i robiliśmy krok po kroczku, z przerwami na inne zabawy, żeby go nie znudzić.

Przyszedł czas na ósemki. Doszliśmy do naszych szpulek, a Duszek bach! noga na szpuli i mina dumna. Wyglądał przezabawnie, bo jednak było to dość wysoko. Podziękowałam, wycofałam, wracamy – znowu kopyto wędruje na szpulę, tym razem juz nie samym czubkiem, ale całę powierzchnia, jakby chciał stanąć na niej przednimi nogami. Trochę mnie to przestraszyło, bo gdyby stanał na krawędzi, szpula by się przewróciła. W obliczu takiej katastrofy bardziej się skupiłam i wyszło nam kilka ósemek. Prawdę powiedziawszy lepiej szło jemu niż mnie, bo początkowo nie potrafiłam zorganizować się z przekładaniem liny.

Podczas tej sesji dotarło do mnie, jak coraz bardziej pewny siebie jest Duszek. Jeszcze niedawno postawienie jednej nogi na czymś niskim wymagało wielokrotnego wycofywania, a teraz bez chwili wahania gotów jest wchodzić na wszystko, do czego dosięgnie nogą.

Przy okazji dowozu:
Przedstawiłam koledze, który mi pomagał w transporcie, moje konie. Konie na padokach, zawołałam Duszka, spojrzał i ruszył dziarskim kłusem. Trzeba było widzieć minę kolegi! Truskawka też się spisała, podeszła, jak mnie zobaczyła (co prawda był to chyba przypadek, bo była blisko, ale i tak wyglądało to miło). Teraz idzie w świat fama, że mam konie, które zawołane po imieniu przybiegają do mnie jak psy (cytat z dzisiejszego poranka)..

Brak komentarzy: