Jeszcze jedna notka o przewadze informacji kopytnych :)
Na początek krótko niekopytnie - przychodzenie na pastwisku. Rude dziś w nastroju leniwym, bynajmniej nie przytruchtało na gwizdnięcie. Zobaczyyyła mnie i leniiiwie się przysnuła. Pogłaskałam, a jakże, ucieszyłam się, a jakże. Marchewki nie dałam. Zdziwienie niepomierne... No cóż, musi bydlątko zrozumieć, ze marchewka jest za przybiegnięcie, nie za przytoczenie się tempem dowolnym ;)
Wiedźmin to rozumie. Jak to się objawiło... oddaję głos Adze :P
A teraz już tylko kopyta i kopyta :D Fanatyków werkowania zapraszam do lektury, resztę przepraszam ;)
Po pierwsze, dzielę się z Wami radosną wieścią: przybył jeden z zamówionych tarników. Równiutko miesiąc zajęło mu podróżowanie, ale ostry jest nieziemsko. Zadnie kopyta Campiny machnęłam trzema pociągnięciami. Drobne poprawki w ścianach wsporowych, trochę "po grubości" + porządny mustang roll na wszystkich czterech nogach, w międzyczasie nagle zmaterializował nam się Człowiek w drzwiach stajni. Zwierzę się przestraszyło i lekko wdepnęło mi w palca (tym razem u ręki). Pozytyw jest taki, że jak tylko wdepnęło i poczuło coś miękkiego, to odskoczyło jak oparzone, więc złamanego nie mam. Mały krwiaczek. To jest wojna, straty muszą być ;)
Siły zostało mi tak dużo, że stwierdziłam, że biorę się za Brysieidę. Jej przednie kopytka nie wyglądały jakby dobrze odpowiadały na "kowal, sztuk jedna" - dokładniej: wywijająca się ściana, liczne pęknięcia, a teraz, 5 tygodni po werkowaniu, na jednym z kopyt w trzech miejscach odłamujące się kawałki ściany. Chciałam sprawdzić, czy dam radę z Maleństwem - bo na czwartek jesteśmy umówione na randkę z (innym) kowalem. Stwierdziłam, że jeśli się nie uda, kowal w czwartek poprawi i tyle.
No cóż, trzymała nóżki chętnie przez pierwszą minutę-dwie. A później? Do cierpliwości rudzielca jeszcze jej sporo brakuje, więc musiałam nająć prawowitą Właścicielkę na pomocnika-trzymacza. Zajęłam się głównie grubością ściany i spiłowaniem "pionowym" rozlanych części ściany + mustang roll całego przodu pazurka, oczywiście. Z efektu jestem bardzo zadowolona - kopyta źrebiczki wyglądają wreszcie normalniej. Poza tym sprawiają wrażenie mocnych i dobrze zbudowanych, więc powinna szybko sobie poradzić z drobnymi problemami (rozlania ściany, pęknięcia). Kondycji strzałki pozostałe konie moga jej zazdrościć - szeroka, twarda, mocna, zero zgnilizny. Podeszwa wygląda jak miska z kamienia. Poezja :)
Kilka fotek z efektów skrobania...
| 2008-11-40 by kowal | 2008-12-13 by me |
![]() | ![]() |
![]() | ![]() |
![]() | ![]() |
![]() | ![]() |
![]() | ![]() |
![]() | ![]() |
I co? Wygląda chyba niegorzej niż po kowalu, prawda..? Zostawiłam jej odrobinę ściany celowo, bo strzałka zaczynała wystawać. Dam jej się oswoić z nowym butem i wtedy spiłuję scianę na zero, obniżę piętki jeszcze trochę. Niepokoją mnie rozwarstwione ściany wsporowe... Zobaczymy czy się poprawią przy częstej "opiece" i niskich piętkach. Podejrzewam, że to może byc kwestia wysokich piętek właśnie...
Podsumowanie: kowal ma tym razem do zrobienia 1,5 konia (Wiedźmin i tyły Bryśki). Może do następnej wizyty będę już robić wszystkie?... Niestety efekt uboczny jest taki, jak myślałam: robię z końmi już niewiele poza werkowaniem. Pocieszające, że nowym sprzętem zrobiłam 6 kopyt w czasie krótszym, niż starym sprzętem 2. Może na przykład będę mogła raz na dwa tygodnie obrobić wszystkich pacjentów, a poza tym się bawić?... Albo jak dzień będzie dłuższy, to strugnę dwa konie i potuptamy poćwiczyć zwoje i rozruszać mięsiory? Ech, marzenia... ;) Najważniejsza jest teraz dla mnie kondycja nóg - nie mogłabym bawić się z końmi, których kopyta wyglądają jak nieszczęście. Przeklęta świadomość ;)












4 komentarze:
A co zrobiłaś, że ta podeszwa taka gładka? U nas coraz bardziej chropowata.
Nie zrobiłam zupełnie nic. Podeszwy, zgodnie ze wskazaniami, nie tykam inaczej niż kopystką. Brysieńka najwyraźniej zafundowała sobie peeling na błotnistej ziemi, którą mają teraz na padokach :)
Na czwartek mamy kowala, ciekawe, co zrobi z Wieśminem... W każdym razie wzięłam urlop i będę obserwować. Kopytowa histeria, nie ma co. Mam nadzieję, że to uleczalne... ;)
Faktycznie, urlop na kopyta!
Kurczę, chciałabym też się poznać na kwestiach kopytkowych, żeby móc tę wiedzę wykorzystać, jak już będę miała własnego konia, a nie dzierżawionego. Ale to jakaś czarna magia mi się wydaje.
Prześlij komentarz