_____
Podłączę się do Kasi i tematu kopytnego. Dokładnie mam te same przemyślenia: po pierwsze przez kopyta mało czasu się pozostaje na czynności pozakopytne; po drugie co z tego, skoro nie jestem w stanie zająć się czymś innym, jeśli widzę, że trzeba coś zrobić z kopytami – czyli Kasina „przeklęta świadomość”.
Przybiegłam dziś do stajni z różnymi planami, ale skończyło się na kopytach Duszka: strzałki były do czyszczenia, a w ścianach wsporowych przednich kopyt pojawiło się pęknięcie, czyli koń mi powiedział, gdzie powinny się kończyć. Skoro powiedział, trzeba były zareagować. I tak zostało nam jeszcze tylko trochę czasu na spacer i tarzanie.
A tytułowe odchudzanie wyglądało tak:
Ze względu na moje bałaganiarstwo, czyli rozrzucanie narzędzi wokół siebie i konia wyposażyłam się w organizer zapinany w talii na pasek. Sprzączka paska jest z tyłu. Dziś morduję się z kopytami Duszka, a ten po obwąchaniu wszystkiego, co było do obwąchania złapał mnie zębami za końcówkę paska, pociągnął i zapiął w taki sposób, że talia zwęziła mi się co najmniej o trzy numery odzieżowe. Zrobiło się tak ciasno, że ani nie mogłam przekręcić paska ani go odpiąć, bo odpięcie przecież wymaga dodatkowego ściągnięcia paska. Nie chcę mówić, ile mnie kosztowało wyzwolenie się z tej pułapki. Niestety, talia osy nie utrzymała się.
2 komentarze:
Hehehhehehe Duszek ma pomysły :) Sama się prosiłaś, trzeba było wziąć model zapinany na rzep, konie uwielbiają rzepy. Chociaż z drugiej strony, gdyby odpiął, całe żelastwo poleciałoby Ci na stopy ;P
On jest jeszcze sprytniejszy, niż sądzisz. To nie był rzep - to najprawdziwsza klamerka, taka, jakie są w paskach. On tak mnie zapiął, że ten bolec wlazł w dziurkę.
Prześlij komentarz