Każdy z nas pracuje z końmi. Każdy z nas ma coś wspólnego z PNH - niektórzy idą ściśle z programem, inni łączą naturals z najlepszymi elementami szkoły tradycyjnej, niemniej wszyscy uznają, że Pat Parelli wymyślił coś niezwykłego, co otworzyło nam drogę do współpracy z koniem na zupełnie nowym poziomie. Jeśli pracujesz z koniem metodą Pata Parellego i chcesz zostać współtwórcą tego bloga, napisz krótki e-mail w tej sprawie na adres dorota.konowrocka@gazeta.pl
28 gru 2008
Kopyta: pierwsza krew
Tajest, dzisiaj dojechałam tarnikiem do krwi.
Wszelkich przerażonych oraz współczujących pacjentce (tym razem to ruda) uspokajam - była to krew w rogu kopyta (w ścianie), czyli historia, z rodzaju tych "nie pozwólcie się wystraszyć krwi w rogu i siniakom". Przyznaję, że pierwszym odruchem było - auć - i zawahanie, ale potem zabrzmiał mi w uszach ten cytat i spiłowałam tak, jak planowałam na podstawie podeszwy. W końcu krwiak powstał właśnie dlatego, ze ściany w tym miejscu bylo za dużo - dużo za dużo. Był w tym samym miejscu, w ktorym ukruszona ściana na piętkach 2 miesiące temu (piętki rude miało zapuszczone do wysokości ponad 1cm w tylnych kopytach!), więc to wspomnienie poprzedniego kowala. Mam nadzieję, że teraz piszemy sobie lepszą historię :)
A podeszwa zjechała pięknie w dół w tylnej części kopyta, w przodach i tyłach podpiłowałam po kawałeczku. W przodach minimalnie, może pół milimetra. W tyłach - za które zabrałam się później - podeszwa pozwoliła na zjechanie z piętkami tak nisko, że nie pamiętam takich u rudzielca. Praktycznie do zera... Trójkątne kopytka z profilu mamy :) Myślałam, czy to jednak nie za dużo, więc wzięłam zwierzę na spacer testowy - ruszało się zupełnie dobrze. W przodach niestety ze względu na piękną, mokrą aurę sypnęły się strzałki. Trzeba będzie zacząć terapię. W stępie chodzi przodami wyraźnie z palca, niestety.
A Brysieńka, niestety, nie dała sobie oporządzić tylnych nóg... tam to będzie dopiero krwi do spiłowania... :|
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
A u nas jak na razie problemów ze strzałkami nie ma. Ponieważ robię na bieżąco, obcinam farfocle i martwe kawałki strzałki. Ostatnio Duszek miał duży martwy płat, tak jakby pokrywający większą część strzałki i dośc mocno przylegający, tak że od razu nie zauważyłam, że trzyma sie jednym bokiem. Jakbym nie odcięła, na bank pod nim by zaczęło gnić. Dodatkowo profilaktycznie aplikuję różne środki i mam nadzieję, że nie dopuszczę do gnicia.
Ja też wycinam farfocle, ale to najwyraźniej nie wystarcza - trzeba jakiejś chemii na wilgoć w takiej ilości, pogłębiły się te frędzle... Dokładnie taki "duży płat" wykryłam u rudzielca na jednej zadniej nodze - z wierzchu wyglądało, że strzałka idealnie zdrowa, a jak odgięłam - schowek na skarby ;)
Żeby było śmieszniej, w dwóch nogach mamy strzałki postrzępione, w dwóch zdrowe... i to wcale nie przednie/tylne, jedna przednia, jedna tylna (choć tylna mniej). Dziiiwneee.
Aplikujesz środki zalecane na kursie czy jakieś inne?
Prześlij komentarz