Efekt: w poniedziałek pożyczałam sprzęt do werkowania (!@#$$@!!@# tępy jak nieszczęście), a we wtorek zabrałam się za kopytki rudej. Efekt - przed i po:






To powyżej to lewa przednia, a prawa wygląda tak:






Żeby była jasność: "przed" = po werkowaniu przez naszego kowala.
To tyle, jeśli chodzi o werkowanie - jestem zadowolona z efektów, biorąc pod uwagę, jakim sprzętem dysponowałam. Oczywiście nie dało rady na raz wymęczyć zwierza całością roboty, więc miałyśmy dwie przerwy, kiedy widocznie zaczynała się nudzić.
Pierwsza - początek to małe pasienie i lekkie czyszczenie na trawie, później nieco circling game z sensem - pracujemy nad skrętnością mojego zwierza w prawo. To jest dla niej trudniejsza strona, widać to przy zmianach kierunku - łatwiej zmienia z lewej na prawą, niż z prawej na lewą. Wydaje się dziwne..? Przestaje się takie wydawać, kiedy sobie uświadomić, że zmiana kierunku wymaga od niej jeszcze mocniejszego wygięcia. Asymetrię mamy niestety dużą. Prośba o zmianę kierunku lewo=>prawo, to piękna półwolta na sugestię wskazaniem kierunku (bez unoszenia karota), prośba o zmianę prawo=>lewo to niechętna spirala w moją stronę. Nie wiem, czy obrałam dobrą drogę do naprawy tego, ćwiczyłyśmy odesłanie w prawo i przywołanie (bez zmiany kierunku), potem marchewa wzmacniająca (maleńki kawałek), chwila odpoczynku i znowu odesłanie w prawo. Ilość kółek różna, oczywiście nie nagradzam podejścia bez wołania, oczywiście marchewkę dostaje tylko raz i żebractwo nie ma sensu. Na początku sobie to wyjaśniłyśmy, załapała błyskawicznie i dzięki zdefiniowanym okolicznościom marchewkowania, nie zauważyłam, żeby zrobiła się bardziej czołgowa albo żebrząca. Za to myśląca - tak. Efekt też był niezły - zmniejszyłam kąt, o który musiałam się obrócić, zanim podeszła, z ponad 90 stopni do jakichś 5. Pytanie - jak długo to powtarzać...
Trzeba było sprawdzić, czy schemat nie zrobił się nieco za bardzo prosty - próba odesłania w lewo dla odmiany. Oczywiście odeszła w prawo. Delikatne odangażowanie, nie o to chodziło, maleńka, w lewo proszę. Mały szczurek ;) ale w końcu poszła. Tak więc następny schemat: lewo, zmiana kierunku na prawo, przywołanie. Później lewo, przywołanie, żeby wzmocnić komunikację kosztem bezmyślnych schematów. Stała, żuła i miała nieco rozdęte chrapki - namęczyła się, jak na swoją kondycję, więc skończyłyśmy tym pierwszą przerwę w skrobaniu nóg. Może trzeba było skończyć jednak odesłaniem w prawo..? Ciekawe czy takie zabawy mają sens i wzmocnią jej tę prawą stronę (a właściwie - rozciągną lewą). Ciekawe ile trzeba by ich robić, żeby miały sens...
Druga przerwa była tuż przed końcem "robót" - ściana kopyta miała już odpowiednią wysokość, została do zrobienia grubość i "ukosowanie". Poszyłyśmy sobie w teren w towarzystwie Bilona, Amigo i Brysieńki (z doczepionymi ludźmi ;) dwójka pierwszych miała nawet doczepionych ludzi w siodłach!). Teren był ciekawy - z wykrotami, gałęziami, górkami i dołkami - urozmaicony :) Posiadał także wnerwionego rolnika, ale o to mniejsza ;) Taki test drive dla nowych kopytek. Campi chodziła śmiesznie, uważnie. Nie wiem czy podobają jej się nowe "buty". Zobaczymy za czas jakiś.
Za tylne nogi biorę się dopiero jak dojdzie mój własny, ostry sprzęt. Nawet mój masochizm ma swoje granice :)
1 komentarz:
hmmm... szczerze mówiąc ciężko ocenić czy dużo czy mało...
Masz może zdjęcia stojącego kopyta na ziemi? Oraz takie żeby było widać je z boku wraz z pęciną i nadpęciem?
Prześlij komentarz