_______
Od razu wyjaśniam, że nie mam na myśli poszukiwania objawów chorób w kupie końskiej.
Od czasu kursu bawiłam się z Duszkiem tylko z ziemi pracując nad ustanowieniem hierarchii w naszym duecie. Dziś postanowiłam, że pora zacząć przenosić nasze ustalenia na kontakt góra-dół, czyli z siodła.
Kłusowaliśmy na ujeżdżalni. Zaczęłam od point to point, a potem przeszłam do przełamywania schematu. Pierwsze wychodziło nam dobrze, bo Dusiaczek lubi point to point ze względu na postoje i ma tendencję do oferowania postojów w miejscach raz uznanych za postojowe (jak podsumował go Berni: dobra wiadomość: szybko uczy się schematów; zła wiadomość: szybko uczy się schematów). Z początku przełamywanie schematów szło tak sobie, ale w końcu robiliśmy w kłusie kilka kółek i omijaliśmy bez próby zatrzymania miejsca, które poprzednio były miejscem odpoczynku.
No i tak kłusujemy sobie, a nagle widzę na naszej drodze kupę: świeżą, jeszcze parująca, czyli Dusiaczkową dopiero co zrobioną (byliśmy sami na ujeżdżalni). Z początku znaczenie tego faktu do mnie nie dotarło, ale po chwili w mózgownicy mi zaskoczyło: cały czas kłusujemy, nie zauważyłam, kiedy zrobił kupę, znaczy zrobił ją w kłusie!!! A dlaczego to takie ważne? Do tej pory Duszek zawsze zatrzymywał się na zrobienie kupy. Po raz pierwszy nie złamał chodu w momencie załatwiania tej fizjologicznej potrzeby. Może to oznaka, że zdobyłam jakiś przywódczy punkt? W dodatku przez większą część jazdy (poza tym, jak na początku czegoś się przestraszył i wykonał swój popisowy skok w bok) był rozluźniony i skupiony, w czasie żadnego z postojów nie ziewał. Jakby bardziej mi ufał.
Ha, ha, nawet taka zwykła czynność, taka proza końskiego życia może być źródłem radości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz