Każdy z nas pracuje z końmi. Każdy z nas ma coś wspólnego z PNH - niektórzy idą ściśle z programem, inni łączą naturals z najlepszymi elementami szkoły tradycyjnej, niemniej wszyscy uznają, że Pat Parelli wymyślił coś niezwykłego, co otworzyło nam drogę do współpracy z koniem na zupełnie nowym poziomie. Jeśli pracujesz z koniem metodą Pata Parellego i chcesz zostać współtwórcą tego bloga, napisz krótki e-mail w tej sprawie na adres dorota.konowrocka@gazeta.pl
18 paź 2008
Bez asysty
Ruszyłyśmy pierwszych kilka kroków samodzielnie.
Oczywiście, szalone galopady zrywające sznurki na ujeżdżalni są wyłącznie w mojej głowie - rude najpierw nie rozumiało, czego to ja mogę chcieć (bo do tej pory prosiłam o stanie spokojnie), a jak wreszcie ruszyło, to przeszło kilka kroków ledwie - i zatrzymało się. A było tak: sygnał do ruszenia - na "uśmiech czterema policzkami" + wdech nie reaguje jeszcze, na łydkę też nie, więc delikatnie pukałam ją w zad palcami. Śmiesznie zgadywała, próbowała przestawiać zadek na boki ;) W końcu zrozumiała, ruszyła do przodu. Zaparkowała przy koleżance stojącej na placu kawałek dalej. Przy drugim ruszeniu zwierzę polazło do pieńka i postawiło na nim nogę. Niewątpliwie oznaczało to "ja kcę jeszcze jedną marfefkę!", bo za szczególnie udane stawianie nogi na pieńku też dostawała (kiepsko jej to szło bez motywatora). Lubi szukać celu moje zwierzę. Ciekawe co wymyśli następnym razem :)
W sumie może z 10 minut się pobujałyśmy, potem konie schodziły już do stajni, więc zabrałam Campi do stajni na kolację.
W temacie zatrzymań: póki co, nie zdążyłam nawet zarejestrować, że idziemy ;)
Na jutro planuję powtórkę. Ciekawe ile kroków zrobimy ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz