19 paź 2008

Niedzielne nicnierobienie (+fotki)



Dzisiaj drobna fotorelacja. Nie robiłyśmy zbyt wiele z końmi, bo czasu było mało - więc tylko ściągnięcie z pastwiska, podanie "witaminek" (dostają jeżówkę i kerabol), chwila na trawkę i z powrotem na pastwisko.

Obie dziewczyny wzięłam ja. Campi jak zwykle się stara i nie utrudnia, a Brysia, jak to Brysia - zawsze jest okazja, żeby powlec się wolniej (bo człowiekowi ręki brakuje, żeby podgonić) i skubnąć trawkę.
Tutaj poprosiłam obie panny, żeby ustawiły się do zdjęcia. Campi pyta o trawę oczywiście ;) a Bryś nie pyta, tylko próbuje ;)



Najwyraźniej było im za krótko przebywania z nami - rude zdziwiło się, że skręciłyśmy na pastwisko. Sama lekko zakręcała w stronę ujeżdżalni. Hmmm... how interesting ;)

Wracamy. Widać, jak nam Brysiątko urosło. Campina wygląda tak jakoś... kucykowato.


Po wejściu na pastwisko źrebiczka zaliczyła małe tarzanko - urocza jest, prawda? Nasze brzydkie kaczątko :)


Brysia nie chciała odejść od płota - patrzyła za nami...


...i na koniec - żeby nie było, że żadnego zdjęcia Wiesława nie wrzucam.

;)

6 komentarzy:

Unknown pisze...

A jak nauczyłaś Campinę, żeby nie rzucała się na trawę, tylko pytała? Z Fakirem mi to nie idzie ;)

dea i Campina pisze...

1. Sygnały - dwa, na "jedz" i na "nie jedz"
2. Konsekwencja - czyli to JA decyduję, kiedy jemy, a kiedy nie, jeśli jesteśmy razem. Nie ma mowy, żeby koń sobie "sam pozwolił" na jedzenie trawy. Ostatnio czasami robię odstępstwo od tego (na przykład kiedy przychodzę na pastwisko i jeszcze mamy "luźny czas" na witanie i drapanie), ale jeśli powiem "nie jedz" (u nas to podwójne cmoknięcie) - to wymagam nie jedzenia i nie ma dyskusji. Na początku trzeba było zwierza parę razy intensywniej cofnąć, teraz zwykle pierwsza faza (czyli cmok) wystarcza.
3. Metoda małych kroczków - najpierw odrywałam ją od trawy na sekundę-dwie, z czasem wydłużałam odstęp między sygnałami; na początku było to oderwanie zawsze w jakimś celu (czyli: nie jedz i zrób to, dzięki, możesz już jeść), teraz jest czasami "bezcelowe" (tak jak to: nie jedz, pokaż się do zdjęcia, dzięki, możesz jeść)
4. No właśnie - nie zabraniać na 100% czasu, bo to ma odwrotny skutek. Koń musi uznać - opłaca się czekać, aż człowiek pozwoli, bo pozwoli. Dlatego nie działa (moim zdaniem) "klasyczne": jak pracujemy, to pracujemy i nawet nie myśl o trawie.

Mam nadzieję, że Ci to pomoże - pozdrowienia dla Fakira :)

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Jaki cudny zadek!

Unknown pisze...

dea: a jaki macie sygnał na jedzenie? Muszę spróbować tego z Fakirem, bo mnie do szału doprowadza, że on się ciągle rzuca na trawę. Nie mogłam ostatnio Sideways robić, bo przy płocie rosła trawa i koń chodził bokiem, nie odrywając pyska od pożywienia. Ale obawiam się, że to będzie długa i krwawa walka ;)

Dzięki za porady, pozdrowienia dla Campiny :)

dea i Campina pisze...

Zadek cudny, to fakt, Wiesław jest tego w pelni świadomy ;)

Hehehe, z sideways to mieliśmy to samo na początku - trawa za ogrodzeniem rosła ;) później jakoś samo przeszło. On jest najedzony trawą? Może zacznij od wypasienia go? Na początku tak robiłam, żeby sobie nie utrudniać.

Na "jedz" jest standardowy sygnał, czyli prośba o obniżenie głowy nad trawą jeżem (albo za węzeł kantarka, albo zsunięcie ręki po szyi do głowy i dotknięcie między uszami). W każdym razie, cokolwiek na to ustalisz, koń błyskawicznie to złapie, więc weź coś, czego nie pomyli z niczym innym ;)

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

"W każdym razie, cokolwiek na to ustalisz, koń błyskawicznie to złapie"
Też tak myślałam, ale okazuje się, że nie. Duszek faktycznie natychmiast załapał sygnał do jedzenia, natomiast udaje, że sygnał nie jedz nie jest kierowany do niego. Truskawka na odwrót: "nie jedz" zrozumiała od razu, a "jedz" wciąż nie.