14 paź 2008

Przejścia w dół, zatrzymania - wariacje na temat

Ostatnio w kontekście jazdy i poczucia bezpieczeństwa ;) jak również dlatego, że nie chcę rudzielca szarpać za ryjek, ani uczyć czegoś, czego będę potem żałować, myślę duużo nad zatrzymaniami, przejściami w dół i techniką/strategią uczenia tego.

Jak pomóc koniowi zrozumieć, że chodzi o przejście w dół? Konteksty dwa: circling game i siodło. Założenie: nie chcę szarpać, ciągnąć za ryjek, karcić, bo mój koń współpracuje - więc to mój problem, że nie potrafię jej tego wytłumaczyć.

Ostatnio poczytałam trochę w temacie - m.in. Jane Savoie, Monty Roberts (a co, nie muszę stosować, ale zapoznać się warto - czasem przydatne wskazówki można znaleźć). MR radzi uczyć zatrzymania z siodła w taki sposób: ścianki wysokości ok. 1,5m porozstawiane na ujeżdżalni. Jeździmy sobie. W momencie, kiedy chcemy się zatrzymać, wybieramy kurs wprost na ściankę. Kawałek przed ścianką dajemy nasz docelowy sygnał do zatrzymania ("przestajemy jechać"), wodzy używamy tylko do tego, żeby powstrzymać konia przed ominięciem przeszkody. Koń oczywiście się zatrzyma. Wtedy jest czas na pochwałę i chwilę przerwy, rozluźnienia. Z czasem dajemy sygnał w coraz większej odległości od ścianki - jeżeli koń zatrzyma się wcześniej, to (zgodnie zresztą z parellowymi zasadami) wielka radość i koniec pracy na dzisiaj.

Parellowe zatrzymanie ze zgięciem bocznym budzi we mnie sprzeczne uczucia. Oczywiście, koń powinien to umieć na wypadek "awarii", ale obawiam się "efektów ubocznych" zginania przy każdym zatrzymaniu. Trochę tak, jak w kawale o oduczaniu psa sikania na podłogę (jak nasika, wsadzić mu nos w siki i wyrzucić psa przez okno, szybko się nauczył - po nasikaniu na podłogę sam wsadzał nos w siki i wyskakiwał przez okno ;)). Nie chcę, żeby koń mi się zatrzymywał ze zgiętą głową od razu, albo żeby kręcił się w kółko jako obowiązkowy element każdego zatrzymania... Jakieś Wasze doswiadczenia praktyczne w tym temacie?

Podoba mi się za to pomysł zatrzymywania przy znacznikach - coś jak Robertsowe ścianki, sygnał też dajemy kawałek przed, tylko że te znaczniki (w stylu pachołek, opona) nie zatrzymują konia fizycznie, a wyłącznie "są". Koń ja widzi i może je minąć. Wtedy zatrzymujemy go dowolnymi środkami. Cofamy do znacznika. Tam odpoczynek. Ćwiczenie powtarzamy tak długo, aż koń sam zatrzymuje się przy znaczniku. Plus jest taki, że to można zastosować przy circling. Minus jest taki, że koń musi opanować cofanie pod siodłem. Ruda na moją naziemną prośbę o cofnięcie z obciążeniem w postaci Agi na pleckach zrobiła bardzo pokraczne mikrokroczki. Łatwe to nie będzie ;)
Tutaj refleksja - czy zatrzymanie będzie odpowiedzią na znacznik, czy na nasz sygnał?.. Znowu prośba o Wasze doświadczenia :) Tak na logikę, jak koń zakuma zasady tej zabawy, to trzeba by wprowadzić modyfikację: zatrzymanie co drugi znacznik np., potem co trzeci, raz co drugi, raz co trzeci... Zadziała? Próbował ktoś?

Niedługo trzeba będzie ruszyć samodzielnie na rudzielcu. Czuję się już na to jak najbardziej - młoda całkiem fajnie chodzi oprowadzana, mniej "pływa", robi obszerne kroki. Ale jak ruszymy, jakoś się trzeba będzie w końcu zatrzymać. Pomóżcie wykombinować dobrą strategię, która nie zrazi mi zwierza do jazdy :)

1 komentarz:

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Kasia, może wrzucisz ten temat na forum? Pytania, które zadajesz, są też moimi pytaniami. A już dawno telepało mi się po głowie, że bym wolała, żeby koń nie kręcił się w kółko, zanim się zatrzyma. Niestety, każda wyższa faza niż podniesienie jednej wodzy skutkuje kółkiem.