25 wrz 2008

Świetnie, czyli wracamy do comfort zone. Większej :)

Po długich przemyśleniach zinterpretowałam zachowanie rudej: na początku głównie niepewność + niezrozumienie, później coraz więcej akceptacji i próbowanie, czy da się mnie zniechęcić. Też nieco z powodu niepewności, rude nie odmawia "bo tak". Czyli RB=>LB.

Strategia "uprzejmego proszenia" bardzo zdała egzamin, pewność siebie w nowej sytuacji bardzo Campinie wzrosła. A może LB konia też trzeba uprzejmie prosić?... Jeśli szanuje swojego człowieka?... Zupełnie nie wiem, skad mi się wzięło przekonanie, że na LB nie zgadzającego się z człowiekiem trzeba krzyczeć. Hmmm... how interesting... nieprawdaż..?
Teraz czasami muszę ją prosić, żeby nie machała mi ostrymi narzędziami przed nosem, bo się ktoś skaleczy ;) i też działa. Moja mała, futerkowa, wybuchowa mieszanka.

Wczoraj pogoda była rewelacyjna, z pracy udało mi się wyjść dość wcześnie, więc przyjechałam do stajni w nadziei, że zdążę przed sprowadzaniem. A gdzie tam, konie schodzą teraz ok. 17, praktycznie natychmiast dostają kolację. Przechwyciłam więc zwierzę, razem z ubłoconymi girami, na padoku "zejściowym" - pierwszy pozytyw: podeszła chętnie, chociaż czasami w takich sytuacjach (całe stado się przemieszcza, wizja kolacji ;)) udaje, że mnie nie zauważa. Świetnie.

W takim razie utrudnimy życie miłemu stworzeniu ;) Przepuściłysmy stado do stajni, jak już wszyscy się pochowali do boksów, zabrałyśmy się za spłukiwanie nóg. Kolejny pozytyw - chwilę próbowała się kręcić, ale szybko przeżuła i stanęła spokojnie. Świetnie.

Skoro zwierz nie utrudnia utrudniania sobie życia, poszedł na kolację. Kolejny miły akcent - mój potwór, niegdyś straszący karmicieli, grzebiący nogą niecierpliwie, pogromca sit do owsa... stoi patrząc w stronę wózka z żarciem i rży "radośnie" z postawionymi uszkami. Zero kręcenia się, kopania w ściany, grzebania... Świetnie ;)

Po kolacji przyniosłam rudemu do boksu siodło. W boksie jeszcze się nie siodłałyśmy, więc spojrzała na mnie wzrokiem: powariowałaś?! tutaj?! ale dała sobie wrzucić "plecak" z jednym tylko małym wyszczerzem przy zapinaniu popręgu (oczywiście zapinam na początku bardzo luźno). To był taki wyszczerz, na który w ogóle nie ma sensu reagować - myślę, że te zachowania z czasem zanikną.

Jako że na ujeżdżalni zrobiła nam się "pływalnia", szkoda mi było własnych butów i nóg świeżo umytych ;) a poza tym już się coraz pewniej czuję włażąc na rude, poszłyśmy na trawę po drugiej stronie stajni - tam, gdzie chodzimy zawsze przed i po wsiadaniu (a co, dbam o MOCNO pozytywne skojarzenia z siodłem :P). Tym razem pierwszy raz rude poszło samo po kolacji. Wyjątkowo spokojna była, totalny luz. Jeden LB incydent - jak trawę zobaczyła, to mnie wyprzedziła o pół kroku i zasugerowała, że skręciłaby w tamtą stronę. Ja również zasugerowałam, że to nie jest dobry pomysł - jeszcze kawałek przeszłyśmy sobie razem, ponieważ szła grzecznie, to skręciłyśmy na trawę. Podpinanie popręgu trochę mocniej, pasienie, podpinanie... Idealnie spokojna - świetnie ;)

No to wsiadamy. Lekkie skręcenie głowy w moją stronę i zaraz, tak jakby sobie przypomniała, co należy do jej obowiązków, wyprostowanie szyi. Żuj. Świetne to było, takie "wymyślone" ;) Stała - więc wsiadłam. Chwilę powisiałam, zeskok, poluźnienie popręgu, trawa. Oooo... taka opcja się mojemu potworowi podoba. Jeszcze kilka powtórzeń - popręg, wsiadam, wiszę, zsiadam, popręg, trawa. Bardzo szybko zakumała, kiedy wolno jeść trawę, kiedy nie, nie musiałam non-stop jej upominać - świetnie :D Zniknęło też praktycznie machanie zębami. Co najlepsze - ZERO ziewania! i spooooro żucia. No i te przemyślane prostowania szyi ;) Raz się ruszyła, kiedy podniosłam nogę do strzemienia. Jako że sytuacja ma być jasna, zaowocowało to kilkoma kółkami kłusa. Więcej nie próbowała - rozumie, że ma stać. Świetnie.

Jestem bardzo zadowolona z tej sesji - zobaczymy jak będzie dalej, ale jeśli postepy będą w tym tempie, to może niedługo ruszymy :)

...a wsiadłam chyba z 10 razy w ciągu może pół godziny. Niezła zmiana, jak wspominam te 3 razy w ciągu półtorej godziny i ciągłe głaskanie ryjka. No i stres - mój i jej - ziewanie, niepewność. Teraz, to naprawdę zabawa była. A wynosząc z jej chętnego przychodzenia, intryguje ją cały ten wątek. Bardzo pozytywnie :) A najbardziej podoba mi się, że nie walczymy, żadnego szarpania, czwartych faz i buntów, żadnego przeganiania na zmęczenie! Żadnej potrzeby "join-upów" i nie, galopowi dajemy spokój na razie ;)

Czasem dyskusje tylko, ale wszystko przyciszonym głosem... oj, opłacało się te trzy lata inwestować z ziemi!

*****

Jeszcze dwa słowa o Wiedźminie, bo trzeba go pochwalić (i Agę oczywiście :)).
Jak skończyłyśmy z wsiadaniem, to zostałam z rudą na pasionku. Aga poszła po Wieśka. Bezproblemowo wyszedł ze stajni (przypominam - sam, przypominam - w nieznane i po kolacji), rozluźniony. Lekko usztywnił się w progu stajni, ale za moment zobaczył rudą - już wyluzował. Trochę się popaśli, a potem mnie zakompleksili - zaproponował Adze chody boczne z piątej strefy! :D Musimy też tego z rudzielcem spróbować, bo na razie mamy opanowane strefy 1-3. Chłopak ma wyraźne inklinacje do chodzenia bokiem, "zwykłych" chodów bocznych uczą się od razu bez płota i on wcale nie idzie do przodu. Nono... co to z niego wyrośnie :) Hucuł boczny ;)

2 komentarze:

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Kasia, a jakieś fotki z tych wyczynów? Ja planuję fotkę z pierwszego siedzenia na Truskawce.

Siedziałaś już czy tylko przewiszałaś?

dea i Campina pisze...

Siedziałam... dzisiaj ;) właśnie się przyszłam podzielić wrażeniami...

O zdjęciach jakoś nie myślałam do tej pory, ale fakt, warto by. Dzięki za przypomnienie :)