Dzisiaj też byłyśmy w stajni wcześnie, nawet wcześniej niż wczoraj - z powodu wizyty kowala. Kopytka podrównane, jasno jeszcze było, więc szkoda nie wrzucić siodła rudzielcowi. Planowałam powtórkę z wczoraj, czyli przewieszanie/obciążanie na trawie. Campi była jednak na tyle spokojna - pewna i nie zniecierpliwiona - że postanowiłam przełożyć nogę i usiąść. No i... widziałam świat z perspektywy Campinowego grzbietu po raz pierwszy :D Mała rzecz, a cieszy ;)
Później przerwa na pasienie i powtórka - tak samo, bez problemu. Pogłaskałam po zadzie, szyi, podrapałam między uszami, pomachałam łapami przy oczach - zero reakcji. Nie wyglądała też katatonicznie - raczej spokojnie.
Zdjęć oczywiście nie mam, bo samą mnie zaskoczyło to, że wsiadłam ,,już'' do końca :P Żeby mieć zdjęcia, muszę zabrać Agę, mamę i aparat - to nie takie proste... ale może następnym razem się uda udokumentować.
Teraz mam w planie zweryfikować, czy na ujeżdżalni wsiadanie też działa tak spokojnie. Jeśli nie - mam praktycznie pewność LB ;)
2 komentarze:
Gratulacje! Nareszcie coś drgnęło. Ale jednak to strata wielka, że nie utrwaliłaś takiego ważnego momentu. Przecież to jak pierwsze kroki dziecka.
No tak ;) racja. Ale jakoś ciągle aparatu zapominam... Dzisiaj też - byłam tak zaaferowana badaniem kobył, że zupełnie nie pomyślałam o zdjęciach.
Prześlij komentarz