Dzisiaj krótko - jeżeli miarą skuteczności podejścia do problemu jest to, że zajmuje za drugim razem połowę tego czasu, co za pierwszym, to sukces jest niewątpliwy. Tym razem spędziłyśmy na obciążaniu grzbietu rudej 15-20 minut, nie półtorej godziny. Były protesty, ale dużo więcej żucia, dużo mniej ziewania. Najgorszy jest moment podnoszenia się z ziemi - domyślam się, że to nie jest wygodne dla niej, mocno zaburza jej równowagę, ale nie chcę wsiadać ze schodków i fundować jej zaskoczenia "znajdując się" nagle na grzbiecie. Celowa prowokacja wrednej pani ;)
Jak już jestem na górze, to zwierz stoi spokojnie, nie sięga zębami.
3 komentarze:
No no,chcialabym to zobaczyc.Jakos ostatnio sie rozmijamy stajniowo.A i tak teraz na padoku takie blotko ze nie chce sie pracowac a i pogoda nie rozpieszcza.Czekam na zlota polska jesien.....moze sie doczekam,pozdrawiam,Basia.
Ano fakt - wczoraj się nie rozminęłyśmy czasowo, ale za to przestrzennie - i znowu możesz mówić, że mi nie uwierzysz ;)
Pozdr :)
Oznajmiam, co następuje: złota polska jesień wystepowała w stajni dzisiaj. Nie wiem, czy jeszcze się to powtórzy :)
Prześlij komentarz