_______
Ponieważ z charakteru jestem bardziej marchewkowa niż kijkowa, zawsze miałam wrażenie, że to przenosi się na całość moich relacji z koniem i że w kontaktach z końmi jestem raczej sflaczała niż wymagająca.
Podczas rozważań na kursie na temat galopu zapytałam, jaka może być przyczyna, że Duszek na linie zagalopowuje na złą nogę, a na wolności na dobrą. Berni powiedział, że wynika to ze zbyt dużej presji, którą wywieram, gdyż w ten sposób koń przygotowuje się do ucieczki. W tym momencie znów kliknęło mi w mózgu, przeleciało mi przez pamięć kilka sytuacji, które nagle stały się jasne.
Bawiliśmy się na round-penie. Bardzo ładnie wychodziły nam przejścia symultaniczne. Potem wzięłam Duszka na linę. Na prawo zagalopowywał dobrze, na lewo na złą nogę. Przypomniałam sobie uwagę Berniego, skupiłam się w sobie i delikatnie poprosiłam o galop. I wyszło dobrze.
Nie wiem, czy podświadomie używałam za dużo presji, wiedząc, że galop w lewo przychodzi mu trudniej, czy też przez to, że w lewo mu trudniej, zbyt duża presja go dodatkowo frustruje i potrzebuje mniejszej. Ale widzę, że faktycznie presji było za dużo. I kolejny wniosek: jak często człowiek sam siebie błędnie ocenia.
Pracuję na niskimi fazami.
2 komentarze:
Niesamowite jest też to, że jak się patrzy z zewnątrz, to o tyle lepiej widać różne błędy. Dlatego jestem zadowolona, że póki co w PNH bawimy się wspólnie z mężem i choć oboje jesteśmy dość zieloni, to możemy sobie pomagać obserwując i poprawiając błędy tego drugiego. Myślę tez o nagrywaniu zabaw na kamerę, żeby potem z perspektywy ocenić co robiłam źle.
Hmmm... może to i hint dla mnie, dlaczego mi galop na linie nie wychodzi - pewnie się spinam, bo się spodziewam, że nie wyjdzie. Hmmm... dzięki za inspirację :)
Chociaż chwilowo odpuściłyśmy galop na linie na rzecz stępa... pod siodłem ;)
Prześlij komentarz