Zaczynając od końca - kąpiel.
Pierwsza po przerwie kąpiel w manusanie ujawniła pewne braki. No dobra, ganiałam z wężem za tuptającym koniem oganiając się w przerwach od jednego z naszych dziwnych psów - dostaje świra, jak widzi cieknącą wodę, szczeka i usiłuje łapać ją pyskiem... Jakośtam konicę spłukałam, postarałam się skończyć na dobrym zachowaniu i tyle.
Ostatnio postanowiłam naprawić to działanie w afekcie i sprawdzić na spokojnie i bez "celu na horyzoncie", jak wygląda nasze moczenie z węża.
Przygotowałam dwa dni, cierpliwość, wąż i trawę na podkładkę (bo na piachu robiło się błoto i zwierz miał nieustającą ochotę się wytarzać).
Pierwsza reakcja: prychnięcie na wąż i odsunięcie się. Kilka kroków, na spokojnie powtórzenie, że woda nie zjada przednich kopyt i... odblokowało się zwierzę. Stanęła luźno i spokojnie i dała się zmoczyć w 100%, więc czem prędzej poleciałam do siodlarni po manusan (tak w nią nie wierzyłam, że nie zabrałam ze sobą! :P). Don't make assumptions. W żadną stronę ;)
Zagalopowania w CG - Campina bardzo się tym ekscytuje. Nie spodziewałam się, że będzie to dla niej aż taki skok emocjonalny. W końcu kłusowała już na linie od dwóch lat, mamy przejścia w obie strony na 1.-2. fazę (no dobra, przejścia w dół nieco nam się popsuły przy wprowadzaniu galopu - poprawimy...). W każdym razie czas pogalopować odrobinę. Stres u młodej uwidacznia się w lekkiej "agresji" - kładzie uszy, lekko daje z zadu w plusminus moją stronę - wiem, że to stres spowodowany tym, ze nie rozumie o co mi chodzi, więc nie karcę, nie przeganiam mocniej, tylko spokojnie i stanowczo nadal proszę o zagalopowanie. Wczoraj był przełom - mam nadzieję. Dostałam małą "feerię min" obiema stronami ciała, przetrzymałam. Zagalopowała, koniec. Baaardzo zestresowana była później, wyglądała introwertycznie. Łeb nisko, półprzymknięte oczy, nie kumała gdzie jest. Dla testu wprowadziłam ją chodem bocznym nad belkę (normalnie tego nie trawi) - stała nad nią dłuższą chwilę, wreszcie zorientowała się gdzie jest i zeszła. Podprowadziłam ją do beczki, pokazałam jej i dopiero to wytrąciło ją z tego stanu - postawiła uszy, zaczęła trącać beczkę nogą. Ale jednak, ten stan był tak silny, że zdecydowałam nie zakładać jej siodła tamtym razem.
Następna próba zagalopowania wyszła ładniej, chociaż nadal na 3.-4. fazę. Odpoczynek pod siodłem, bo nie "odpłynęła" - normalnie przeżuła. Poćwiczyłyśmy mocniejsze dopinanie popręgu - są z tym jeszcze problemy, sięga paszczą do mnie na początku.
Trzecia próba - zagalopowanie na podniesienie energii i wskazanie kierunku :D
Siodło i na trawkę. Well done :) Co z tego wyniknie, zobaczymy.
Co jeszcze - mamy efekty ćwiczenia odangażowania zadu w CG. Próbowałam różnie ją przywoływać po udanym zagalopowaniu i efekty są dwa różne - odangażowanie: zatrzymuje się na kole, faktycznie przestawia zad, podchodzi stępem (jednak podchodzi, pozwalam jej bo to wymagające ćwiczenie), przywołanie przodu - zakręciła i podbiegła kłusem :) OK, kłus zwolnił potem do stępa, ale był to wyraźnie inny ruch. Fajnie.
Przyciąganie musimy poćwiczyć zdecydowanie. Pojawił się płot, więc zamierzam wyciągnąć następnym razem ćwiczenia wymienione na forum :)
Wniosek ogólny koniobowościowy - mam konia lewopółkulowego, pewnego siebie - tak, zwykle. Ale odlecieć też potrafi pięknie :) Powiedzmy 70/30%. Za to ekstrawertyka mam przez 95% czasu. Strasznie dziwnie wyglądała zintrowertyzowana....
1 komentarz:
Jednym słowem nie obijacie się.
My progresujemy w kąpaniu. Poprzednio "przyjął wodę na klatę" , wczoraj zaczęłam od nóg i klaty, a potem dodaliśmy łopatki. Jak był relaks, poszedł na trawkę. Ngdzie się z tym nie spieszę, robię spokojnie, krok po kroku "so it takes less time".
Prześlij komentarz