______
Jeździłam sobie na ujeżdżalni, w pewnym momencie Duszek się czegoś przestraszył i wykonał swój typowy skok w bok. Poleciałam trochę na jedną stronę, normalnie łatwo by było to wysiedzieć, gdyby jak zwykle się zatrzymał. Ale tym razem tego nie zrobił, ale zacząl kręcić się w kółko. On się kręcił, a ja wisiałam na jednym strzemieniu i czułam się jak na karuzeli. Po kilku coraz szybszych kółkach nie dałam rady i glebnęłam. Potem analizując sytuację zrozumiałam, co się stało. Jak tak wisiałam, to jedną nogę dociskałam do boku i chłopak myślał, że to sygnał do przestawiania zadu. Cisnęłam dużo silniej niż normalnie przy wodzy pośredniej, więc przestawiał tylne nogi coraz szybciej. Przynajmniej wiem, ze potrafi to robić naprawdę szybko!
A Dusiaczek? Gdy spadłam, podszedł do mnie, pochylił się i miał na twarzy wielkie zdumienie, a w oczach pytanie ”jak to się stało, że tu leżysz a nie siedzisz na moim grzbiecie”. Pogłaskałam go po mordce. Dobrze, że nikt tego nie widział, bo bym się nasłuchała komentarzy, że nagradzam zrzucenie. A ja się ucieszyłam, że nie odszedł gdzieś na trawkę, tylko przyszedł do mnie. Wsiadłam jeszcze na krótko, żeby nie skojarzył, że „człowiek bęc = koniec zajęć”. Niestety, tylko na krótko, bo tyłek bolał mnie okropnie .
3 komentarze:
No właśnie, koń uwrażliwiony na pomoce ma dwa końce ;) Też się zastanawiałam nad tym, choć w nieco innym kontekście - załóżmy optymistycznie, że nauczę konia reakcji na delikatną łydkę - super. A potem koń się spłoszy, a ja odruchowo się "złapię" (nie wierzę jeszcze w swoją rówanowagę i odruchy na tyle, żeby wierzyć, że się rozluźnię na nagle podskakującym koniu). I co? Petarda, jak na zamówienie...
Hmmm..... :)
Dobrze, że się tym razem bez większych urazów udało.
Niestety tak to jest z delikatnym działaniem. Konie szkółkowe uodpornione, więc ten problem nie istnieje (albo istnieje w niewielkim stopniu). Ostatnio właśnie usłyszałam historię czyjegoś znajomego kurującego się po upadku z konia. Jeździł w szkółce, aż wsiadł na konia tzw. prywatnego. Chciał zagalopować, pomoce szkółkowe, no i właśnie petarda. Nie utrzymał się nawet przez sekundę.
Ale z kolei na pociechę można poćwiczyć sobie wyobraźnię. Co by było gdyby jakiś tam sygnał przedobrzyć. Zanim Duszek urządził mi karuzelę, w ogóle taka sytuacja nie przyszła mi do głowy.
Cóż, trzeba się bedzie nauczyć delikatnego działania i faz - wtedy żaden koń straszny nie będzie ;)
Mnie tylko na naszym poleskim wypadzie brakowało liny do faz 3./4., jak mi w pewnym momencie kobyłka odmówiła kłusa :P Jakoś nie miałam ochoty kopać jej mocniej, a respektu wyraźnie nie miała...
Swoją drogą, nic tylko się cieszyć z takiej reakcji jak Duszkowa... Czemu? Jak się z koniem "rozmawia" niskimi fazami i nie testuje wyższych, to nigdy nie wiesz, jak koń zareaguje na wyższe. Może to być "odpowiedź bardziej", ale może też być bunt/odmowa. Znam konie, które na spokojnie odchodzą od jeża lekkiego, ale na silny nacisk - napierają. Włącza się opposition reflex. A Ty miałaś wyraźnie positive reflex - gratuluję :>
Prześlij komentarz