9 kwi 2008

Brysia ranna :(

Właśnie dostałam telefon ze stajni, że prawdopodobnie któryś koń przykopał Brytanii. Ma ranę na piersi, oderwaną skórę i uszkodzony mięsień. Weterynarz wezwany, ma być niedługo, ja też lecę... Trzymajcie kciuki za małą smoczycę :(

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Kasiu nie martw sie takie rzeczy sie zdazaja,to tylko kon i to w dodatku mlody.
Twoje obawy ze tylko Twoje konie sa wiecznie ranne lub chore jest zludne.Nawet w tej chwili Demonka ma rane na pietce,Pepi na zadniej nodze tez cos tam ma wiec glowa do gory.To tylko skora,wyobraz sobie jak ja sie czulam gdy dowiedzialam sie o zlamanej kosci rysikowej.....i wizji(zreszta zrealizowanej)transportu do Golonkowa do Gliwic...nie wspomne juz o kosztach,ktorych wlasciciel stajni bynajmniej nie chcial ze mna dzielic...glowa do gory wszystko bedzie ok Basia.

folkmyself pisze...

Kasiu trzymam kciuki, mam nadzieję ze "rozejdzie sie po kościach"
Daj znac jak dziewczynka się miewa!!!

dea i Campina pisze...

Dzięki za słowa wsparcia.

Mały update: to nie był kopniak ani ugryzienie. Kopniak bez podkowy nie może dać takiego efektu, a żaden koń nie jest kuty u nas. Gryzienie byłoby płytsze i poszarpane.
Inny koń miał tu wkład pośredni - przepchnął ją na drzwi boksu. Wbiła sobie w klatę zasuwkę, szarpnęła się i dziura gotowa :( Kształt, rozmiar, miejsce, wygląd rany (bardziej cięta niż szarpana) pasują do tego scenariusza. Całe szczęście rana była dosyć czysta - wielkie dzięki dla Basi i Kasi za szybką akcję z płukaniem solą fizjologiczną!!

Ech... jeśli gdzieś w stajni można się zahaczyć, skaleczyć, zaplątać albo w inny wymyślny sposób zrobić sobie krzywdę, to jakiś koń najpewniej to zrobi :|

Po szyciu Brysia dostała zakaz jedzenia, poza tym była otępiała z powodu leków, więc musiała dostać opróżniony do gołej podłogi boks na wyłączność na tę noc. W związku z tym totalne przekoniowanie w naszej wiacie - Campina z Popiołkiem w boksie Brysi i Wiedźmina, Wiedźmin w boksie Campiny, Brysia w boksie Popiołka. Mam nadzieję, że Campi i Popiołek nie zrobiły sobie dalszych obrażeń (przez przegrodę boksu czasami łapią się zębami i regularnie na siebie szczurzą...) Nakarmiłam Campi zanim przyszedł Popiołek, także do wspólnego żarcia zostało im tylko siano... Jak wyjeżdżałyśmy, było względnie spokojnie...

Malutka zostaje na kilka dni w wiacie, zobaczymy jak się będzie goić. Dzisiaj po południu jadę obejrzeć czy szycie dobrze trzyma, a jutro i w niedzielę ćwiczenia z zastrzyków domięśniowych (osobista właścicielka Brysi kategorycznie odmówiła kłucia jej w zadek, więc znowu popadło na mnie ;)). Teraz byle szwy trzymały....

Anonimowy pisze...

Kasiu
nie ma za co dziekowac ,trzeba sobie pomagac. Mama nadzieje ze szwy wytrzymaja i wszystko sie zagoi jak na przyslowiowym psie.
Jesli bedziesz miala problemy z zastrzykiem to prosze zadzwon do mnie ,ja mam juz duuuuze doswiadczenie w tego typu akcjach.Pozdrawiam,Basia.

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Dopiero teraz przeczytałam. Baby, trzymajcie się. Ale chyba najgorsze za malutką? Jak zniosła szycie? Dzielna jesteś z tymi zastrzykami.

Podpisuję się kopytkami Duszka po stwierdzeniem, że nie tylko Twoje konie są chore lub ranne. Ja mam wrażenie, że to Duszek bije rekordy pecha kontuzyjnego.

Czy koń nie próbuje wyrwać sobie szwów? Jak moja suka miała operację, to nosiła kołnierz, żeby to uniemożliwić. Z końmi nic takiego się nie dzieje?

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Aha, jeszcze jedno przyszło mi do głowy: tych zasuwek nie da się jakoś zabezpieczyć?

dea i Campina pisze...

Brysia na razie do szwów nie próbuje się dobierać. Zobaczymy co będzie, jak zacznie się goić, bo z tego co pamiętam, wtedy swędzi jak piorun. Będzie mieć kawałek skóry w okolicy odnerwiony, bo jeden nerwik oberwał niestety - ale dzięki temu lepiej zniosła kłucie...

Co do zabezpieczenia zasuwek - doprowadzamy już stajennego do szewskiej pasji naszymi pomysłami na usprawnienia :] ale myślę, że trzeba je po prostu wymienić. Na płaskie, większe, takie jak pamiętam ze stajni, w kórych bywałam. Bo te, patrząc z góry, to dwie literki L, jedna w drugiej. Sama się o nie regularnie kaleczyłam, a Brysia nadziała się na krótsze ramię.

Prawdziwa szewska pasja to pewnie czeka szefową, jak przyjedzie z zagranicznej wyprawy i usłyszy nasze "propozycje zmian" ]:-> Cóż, tolerancja tolerancją, ale dobrostan naszych koni przede wszystkim...