Dzisiaj kilka słów o Brysi.
Po pierwsze, pracuje się z nia świetnie. Staram się robić maleńkie kroczki w wymaganiach (ale do przodu). Odpowiada chętnie, szuka, nie wymaga wysokich faz nawet do nauki. Wymaga za to czasu - myśli długo i namietnie, ale po koszmarnie długiej pierwszej fazie zaczyna szukać, szuka, szuka, i wreszcie znajduje - bez żadnych potrząsań liną, blokowań karotem... wzmacniamy to przerwą i drapaniem po szyi lub zadku, mała to uwielbia, robi wtedy smoczy dzióbek i maślane oczy ;)
W ten sposób dotarliśmy do czterech kroków prostego, ładnego i skupionego cofania, kroczka przestawienia zadka. Wszystko na pierwszą fazę. Dodatkowo "meczymy" nóżki - nadal jest z nimi - różnie.
A po drugie... dzisiaj stwierdziłam, że moze powoli spróbujemy wprowadzić malej driving zadka (cofanie na ślepca też już działa). No i przyznaję - zrobiłam błąd :( Założyłam, że jeż zadkowy działa, a trzeba było sprawdzić... stała bidulka jak mały słupek, wytrzymywała klepanie w zadek, az wreszcie sięgnęła paszczą w klepane miejsce jakby chciała powiedzieć "no co tam robisz?..", a później odwróciła głowę i stała dalej. Oczy jej się zaczęły zamykać i zero reakcji (i już coś powinnam zacząć kojarzyć!). Stwierdziłam, że nie fair będzie pranie jej 4. fazą - przecież ona chce, to ja jej nie potrafię pokazac czego oczekuję!! Wróciłam do jeża - odpowiedziała, ale chaotycznie, szła do przodu, kręciła kółka, przodem w moją stronę... w końcu znalazła, wzmocnienie. Następnym razem znalazła szybciej, no i wtedy trzeba było dac spokój w ogóle. A ja stwierdzilam, że zobacze jeszcze jak podawanie nóg... tutaj zwyczajowo metoda, po której zawsze robi się lepiej - odciążanie na lekkie pukanie w nogę, później kasztany+popukiwanie palcami w nadpęcie jeśli trzeba... OK, jedna noga w porządku, poprawiamy drugą - oczy się zamykaaająąąa.... ale ja twardo, pukamy, macam, podnoszę, jakoś sie udało. Przy trzeciej zero reakcji. Patrzę na nią - a ona totalnie odpadła. Półprzymnknięte oczy, nieprzytomny wyraz paszczy. Ahha. Introwertyk. No ładnie... Za dużo dziewczyna dostała na łebek dzisiaj w krótkiej dawce...
Później mama stwierdziła, że wyczyści jej kopytka - jedno dała ładnie, przy drugiej nodze.... położyła się. Dała sobie tę nogę wyczyścić na leżąco (skoro już musimy). No i tak sobie leżała, odpadnięta, aż się mama zestresowała, czy nie chore stworzonko. Ale jak wstała, poszliśmy na trawę i się "rozbudziła" zupełnie.
Trzy słowa o Wiedźminie - z powodu jego wybryków (dosłownie i w przenośni) stwierdziłismy, że na kilka sesji darujemy sobie spacery i popracujemy nad responsywnością na miejscu (nieco intensywniejsze zabawy). Muszę przyznać, że te parę razy, co spojrzałam w stronę Agi i Wiedźmina, widok był duzo ciekawszy niż na początku - młody reaguje na lekką presję, coraz częściej ma "myślący wyraz paszczy" z postawionymi uszkami, no i potraktowany silniejszym potrząśnięciem liny dał się usadzić w miejscu (na początku mało mnie nie staranował, jak go próbowalam tak zatrzymać!). aga bardzo wzięła do siebie wszelkie sugestie i ćwiczą, ćwiczą, ćwiczą. Czas pokaże ;) ale jestem dobrej myśli. Jakoś tak, mam wrażenie, że te jego bryki to trochę darkest hour before the dawn...
Na koniec dla porządku o Campinie ;) Tym bardziej, że dośc sporo mamy do powiedzenia - żeby nie było, że nic nie robiłyśmy.
Dzisiaj powiedziała mi, ze nudzą ją spacery :D Nawet takie z trawą na końcu. Na poprzedniej sesji nie byliśmy na spacerze, mieliśmy za to zabawki (ok. 10m tunel z niebieskiej plandeki, mniej więcej na wysokości kłębu - przeszła spokojnie ze mną! wielkie plastikowe beczki do skakania, drągi do przechodzenia nad...). Campi dzisiaj przyszła do mnie dużo szybciej i z dużo wiekszej odległości niż miala ostatnio w zwyczaju :]
Dzisiaj z zabawek tylko drąg + zabralyśmy się wreszcie za kombinacje z CG, do tej pory traktowanej po macoszemu. Po pierwsze - przejścia w dół. Zakłusowanie mamy już na pierwsza fazę, czasem na drugą (pokazanie kierunku). Przejście do stępa na wejściu miałam na potrząsnięcie liną, niestety. Zafundowałam jej wybitnie długą fazę 1., wreszcie zauważyła trzymanego karota i na koniec miałam przejście do stępa na 1. fazę przy kółkach w prawo, na 2. - w lewo. Bardzo pozytywnie :)
Do tego stwierdziłam, że skoro mamy niezłe przyciąganie, to rozdzielimy sobie odangażowanie-i-podejście na koniec CG. Baaaardzo intensywne żucie, po 2-3 razach zakumała calkiem ładnie (czekała na przywołanie).
Żeby tak zupełnie przyciągania nie psuć i robić kroki w kierunku zmian kierunku, dołozyłam też przywołanie strefy 1. w stępie i kłusie. Na razie w stępie podchodzi ładnie, w kłusie zawsze przechodzi do stępa (ona chyba organicznie nie potrafi do mnie przybiec :(). Grunt, ze załapała sygnał i od razu zakręca w moją stronę. Będziemy utrwalać.
Co jeszcze? Cofanie przednimi nogami przez drąg. Zahacza. Raz jej się udało zahaczyć w miarę mało (nie przeciagnęła draga :P), to przerwałyśmy.
Z ciekawych reakcji - była mina tesciowej ze strony Campi przy prośbie o zakłusowanie raz. no cóż. dostala fazy 2, 3 skoro na 1 tak zareagowała ;) Bylo też lekkie napięcie liny żeby-przejść-nad-drągiem-w-CG-bo-przecież-o-to-chodzoi-nie? Ubawiła mnie setnie :) Przysunelam się nieco bliżej, żeby przy drugim okrążeniu miala wygodniejszy dostep do draga, znowu przez niego przeszla, nie zamierzała sama się zatrzymac i dac sobie wygody - więc ją zaprosiłam do siebie. Później poprosiłam jeszcze raz o kółko CG w stronę OD drąga. A ona - odmówiła, poszła w drugą stronę, przez drąg... ech :) Trochę sie pośmiałyśmy dziś ;)
Z mniej intensywnych zabaw - friendly z paszczą - mam wreszcie akceptację macania warg (rany, ile to trwało!), dzisiaj lekkie masowanie dziąseł.
Także aktywny dzień. Panna nie miała z tym problemu. No a potem wzięłam Brysię na 5 minut i... resztę historii znacie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz