_______
Z powodu braku samochodu przez cały tydzień nie udało mi się odwiedzić konia. Dziś pełna planów pojechałam. Ponieważ nie widzieliśmy się tyle czasu, czyściłam go długo i dokładnie – nie dlatego, że był jakoś specjalnie brudny, ale w ramach fg i ponownego nawiązywania kontaktu. Wyczyściłam, osiodłałam, przeszlismy dziesięć kroków w stronę ujeżdżalni ……. lunęło. Wróciliśmy, schowaliśmy się pod daszek i czekaliśmy, czekaliśmy ….. Nie przestało. Rozsiodłałam, dałam Duszkowi przekąskę - przestało padać. Zaczynam siodłać – znowu lunęło.
Odprowadziłam Duszka na padok i pomyślałam sobie, że jeszcze niedawno byłabym wściekła z tego powodu. A teraz? Teraz widzę to jako nowe doświadczenie dla konia: osiodłanie wcale nie nie musi oznaczać, że będziemy jeździli. Wyszło mi takie niezamierzone „zrobić coś inaczej”.
Przy okazji nauczka dla mnie, żeby w stajni trzymać pelerynę.
2 komentarze:
Gratuluję rozwijania emotional fitness i dynamicznego dostosowywania planu do sytuacji! :)
W sumie kwestia podejścia - ja też ostatnio, zamiast się wkurzać na coraz to nowe dolegliwości koni, zaczęłam się śmiać, że chyba ktoś na górze wpisał mi w development plan szkolenie weterynaryjne ;)
Mam wrażenie, że PNH pomaga wykształcać emotional fitness. Przynajmniej u siebie widzę taki związek.
Prześlij komentarz