________
Ze wstydem przyznaję, że jeżdżę na wodzach z krótkiej liny, ponieważ jest tak mi łatwiej. Postanowiłam zerwać z tym nawykiem i wprowadzić zasadę: jak dwie wodze, to hackamore, a lina tylko do jazdy na jednej wodzy.
W weekend zaplanowałam krótką przejażdżkę do lasu, a więc hackamore. W sobotę orkan Emma nie pozwolił wsiąść na konia, ale w niedzielę było już lepiej. Przed wyjazdem do lasu chciałam trochę pojeździć na ujeżdżalni, żeby się oswoić z końskim grzbietem (urlop, czyli 3 tygodnie przerwy + jeszcze nigdy poza obecną stajnię nie wyjeżdżałam).
Już po paru pierwszych krokach zauważyłam, że Duszek kilka razy lekko się spiął, że czegoś się boi. Ale ponieważ się uspokoił, nie zastanawiałam się nad tym dalej. Okazało się jednak, że to nie był koniec. W pewnym momencie gwałtownie rzucił się do przodu , na szczęście po kilku skokach wyhamował. Zaczęłam główkować. I wymyśliłam, korzystając z uwagi obserwatora, który stał obok i widział ten bryk Duszka: Duszek przestraszył się dyndającej końcówki hackamore.
W tej sytuacji „oczywistą oczywistością” było , że musi nastapić zmiana planów, zamiast wyjazdu do lasu - fg z ziemi z końcówką hackamore. Teraz jest to dla mnie oczywiste, ale dlaczego przed PNH nigdy nie słyszałam tej oczywistości? Zejść z konia i coś naprawiać? Nigdy w życiu! Jak już się siedzi na koniu, to jeździ się dotąd, aż czas się skończy, albo do przymusowej ewakuacji.
Jak Duszek oswoił się z wywijaniem końcówką w stop, naturalnym ciągiem dalszym było to samo w stępie i kłusie. O ile w stępie byłam w stanie prowadzić go za wodze i machać liną, to w kłusie nie bardzo potrafiłam się z tym pozbierać. Nie chciało mi się iść po linę, więc spróbowałam cg na wolności. I był to strzał w dziesiątkę. Widziałam po jego minie, że spodobało mu się. Byliśmy na ujeżdżalni, nie na round-penie, a on bardzo ładnie kłusował po kole (no, może prawie kole, bo idealny kształt to nie był) i wracał do mnie, jak spoglądałam na zadek. Potem jeszcze pobiegaliśmy: tzn. ja biegłam przodu, a on za mną. Końcówka majtała się, a Dusio nic, spokój i tylko łypał, co robimy dalej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz