26 mar 2008

Hucuł zbuntowany

Tym razem dwa słowa o Wiedźminie. Chłopak postanowił zasłużyć na swoje imię.
Z jednej strony zrobił się wyraźnie lżejszy (chociaż nadal lekki nie jest ;)) - zdarza mu się na 1., 2. fazę zrobić kilka jeżowych kroczków w tył, ustąpienie zadem nienajogorzej, jak mu się chce to nawet nogi bardzo ładnie krzyżuje. Chodzi stępem, kłusem ze swoją opiekunką, zatrzymuje się, ogólnie współpracuje. Co najważniejsze, nawet w chwilach stresujących, nie pcha się już tak potężnie przez presję (nic nie było w stanie go zatrzymać! Wiatrak z liny, machanie karotem, człowiek na drodze - wszystko było powodem, żeby pchać się jeszcze bardziej!) Także jest lepiej. Chyba że...

...stanie się coś.

Wtedy pojawia się inny Wiedźmin. Inny Wiedźmin zaczyna się od stępu w terenie - łypnięcie w stronę człowieka, wykop z zadu w jego stronę (ależ ten gruby brzuchol potrafi wysoko nogami fajtnąć!) i idzie dalej. Robi to ni z tego, ni z owego. Nie ma wcześniej innych sposobów na np. powiedzenie, że nie ma ochoty gdzieśtam iść - nie zatrzymuje się, nie jest niepewny - po prostu stwierdza - NIE. Czasem towarzyszy temu kwik. Campina zrobiła to jeden jedyny raz, jeszcze przed naszymi wspólnym zabawami.
Raczej nie ma powodu klasy "niepewność" - szedł "oskrzydlony" dwoma pewnymi, doświadczonymi końmi (z przodu Bilon, z tyłu Campina), na tej ścieżce już był. Ogólnie powinna dobrze mu sie kojarzyć, idziemy zwykle w stronę łąki, tam zatrzymujemy się na pasienie, wracamy. Nie było po nim widać oznak stresu (głowa nisko, rozluźniony stęp i nagle BRYK).

Ostatnio stwierdziłyśmy, że powinien dostać za takie zachowanie niewygodę. Trzeba tu uważać, bo zastosowanie na niego za dużej presji nadal powoduje, że "wybucha" i zabiera się z placu boju (taranując wszystko po drodze) - tak więc presja niewielka, taka, żeby ją zniósł, ale zadanie wymagające dla niego. Siostra wymyśliła na początek - cofanie drogą. Zachował swoje miejsce w szyku (szedł miedzy Bilonem a Campi), ale zmienił orientację - zasuwał leśną drogą tyłem (takim tempem, jakim nadążał). Trochę przeżuł, nie buntował się, wyglądało OK. Później był postój, Bilon i Campi bawiły się i jadły resztki trawy, a on stał z zakazem jedzenia, wycofany na długość liny.

Ruszyliśmy. Niby było lepiej, ale... Bilon zniknął za zakrętem. Wiedźmin szarpnął się, wyrwał, zwiał do niego (Campina nadal za nim - moje kochane zwierzę lekko się zaniepokoiło odgalopowującym wierzgającym Wiedźminem i odbiegającą w pogoni za nim Agatą - po chwili wszyscy nam znikli z pola widzenia - ale zostało ze mną i było w stanie zatrzymać się w miejscu :)). Podbiegł do Bilona, podobno niespokojny nie był - dominacja..? Zrobił to jeszcze 2 razy na tym spacerze (Bilona widział, ale uznał, że mu do niego za daleko, i "on dołączy")!..
Później przejęła go Ania - próbował jeszcze trochę kombinować, ale dostał kilka wymagających zadań i już mu się nie udało zostawić człowieka w błocie.

Ciekawe... zastanawiam się, co może być powodem takiego zachowania? Czyżby wykopanie drugiego Wiedźmina spod grubego futra?.. Możecie obstawiać dlaczego to robi, czy i kiedy przestanie się tak zachowywać - ale charakternik z niego jest :]

13 komentarzy:

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Pogoń za Bilonem to chyba nie jest wielki problem – na razie Agata nie jest dla niego wystarczająco pewnym oparciem, a przewodnik zniknął mu z oczu. Jestem pewna, że z czasem Agata stanie się jego kotwicą bezpieczeństwa.

Natomiast ten kop z zadu bez uprzedzenia .... Skojarzyło mi się to z czymś, co usłyszałam od Basi z Orki. Jak relacjonowała mi, co robiła z Duszkiem, raz powiedziała, jaki fajny koń mi się trafił, bo nie ma żadnych agresywnych zachowań w stosunku do człowieka. Nie bardzo wiedziałam, o co jej chodzi, a ona powiedziała, że są konie, które właśnie walą z zadu w człowieka, np. jak człowiek spadnie (zrzuci i dokopie), albo w jakiejś nieodgadnionej sytuacji. Nie koncentrowałam się na tej wypowiedzi, skoro Duszek taki nie jest, a poza tym nigdy z takim koniem się nie spotkałam. Mam nadzieję, że to też nie dotyczy Wiedźmina, ale może poproś Basię o rozwinięcie tego tematu.

dea i Campina pisze...

Nie, on agresywny nie jest. W innych sytuacjach nie atakuje. Jestem pewna, że nie chce trafić - nie ma "jaj", żeby zastosować fazę 4. ;) ale 3. stosuje bez namysłu. Gdyby chciał trafić, z całą pewnością by trafił. Myślę, że to raczej brak szacunku i testowanie przywództwa... albo bunt, że ma kogos słuchać (takie jakby odreagowanie, że jest posłuszny na "prośby" o przesuwanie?). Może ma też znaczenie to, ze zaczyna pewniej się czuć w stadzie (ostatnio przestawia Brysię dość intensywnie chwilami).
Nie wiem, pewnie jak z Campi - część zrozumiemy dopiero za parę lat, jak się lepiej poznamy. Jedno jest pewne - on jest zupełnie inny niż Campi i Bilon...

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Ale dlaczego zaczyna od fazy 3? Jasne, że gdyby chciał, to by trafił, tylko żeby nie szedł w kierunku "nie trafiłem, bo nie chciałem - a teraz chcę i trafię". Nie dajcie mu dalej wyciągać piły.

"Może ma też znaczenie to, ze zaczyna pewniej się czuć w stadzie". Ja myślę, że wraz z nabywaniem pewności stadnej maleje potrzeba wysokich faz.

"Jedno jest pewne - on jest zupełnie inny niż Campi i Bilon..." Każdy/każda jest inny. I to jest fajne. Ja nie nogłam przestawić się z Truskawki na Duszka, a wiem, że jak już ją zabiorę, to nie będę mogła przestawić się z Duszka na Truskawkę.

A to że nie ma jaj przyjęłam za pewnik :)

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Przyszła mi jeszcze jedna myśl do głowy. Może on bronił swojej przestrzeni osobistej? Może Agatka nieświadomie przekroczyła granicę i wtargnęła w jego przestrzeń osobistą? Koń kopie jak inny koń wchodzi w jego bańkę. Może tutaj to miało miejsce? Co sprowadza się do nieakceptowania przywództwa: uważa, że Agatka testuje jego autorytet i pokazuje, że na to nie pozwoli.

dea i Campina pisze...

On chodzi bardzo blisko człowieka, pcha się łopatką. Obie z Anią to zauważyłyśmy ;) Aga raczej z tym nic nie robi, niż atakuje jego przestrzeń osobistą. To zabawne, jak po pierwszym bryku ona powiedziała, że wykopnął w jej stronę, ja tego nie widziałam, po prostu go przejęłam (żeby zobaczyć o co chodzi i zareagować, jak zobaczę, co robi). Tylko odsunęłam go od siebie tak, żeby czuć się bezpiecznie - nic do końca spaceru nie robił! Szedł jak aniołek.
Później widziałam jak wykopał w jej stronę - wzięłam go i pewnie trochę za ostro z nim pojechałam, nie nadążał - jak mu konie zniknęły, mnie również się wyrwał :/

On nie zaczyna od fazy 3. Wcześniej pcha się łopatką, łypie. Tyle że nie widać strachu.

Piły dalej nie dajemy mu wyciągać - za każdym razem jak wpadnie na głupi pomysł robienia wykopów będzie pracował - OK, blisko koni (żeby nie prowokować wyrywania się), OK, nie za duża presja (bo wtedy jednak wybucha), ale długo i ma to być dla niego angażujące - plus odmowa podgryzania trawy.

Nie wiem, czy ta strategia zadziała - wiem jedno, w kwestii unikoholizmu trzeba by mniej chodzić na spacery do czasu wprowadzenia wszystkich gier na poziomie zadowalającym (ustalanie hierarchii na miejscu - bo w trakcie zabaw nigdy tego nie robi - tylko jak mu człowiek nic nie proponuje!), a jeśli już zdarzy nam się spacer, to trzymać się blisko poprzedzającego konia i nie tolerować wybryków...

Myślałam jeszcze nad długą liną - dla Agi na pewno za długa, jeszcze by się w nią wplatała, ale może ja bym z nim popracowała na dłuższej...

folkmyself pisze...

Brzmi w sumie niezaciekawie, w tym sensie ze niebezpiecznie dla człowieka.
Ja czasami mam wrazenie ze te kopytne w ktorych płynie huculska krew ulepione są z trochę innej gliny mimo wszystko i ze nieco inaczej z nimi trzeba pracowac. Bo dla mnie to "napieranie" początkowe brzmi bardzo znajomo i to ze potem nie mozna przedobrzyc bo będzie wybuch.
Ja ostatnio a w sumie moze ze 2 tygodnie temu miałam podobną sytuację przy karmieniu na padoku - oba konie są na padoku, młodą biorę na linkę, zwykle mam cs i prowadzę do opony gdzie jemy, Holda zawsze dostaje jesc pierwsza i stoi daleko od nas.
Otoz ktoregos dnia mała postanowiła ze bedzie jesc wczesniej niz ja chcę dac jej to wiadro, i tez było najpierw łypanie, kulenie uszu a potem wykop w moją stronę. Tym razem gapa nie miałam akurat cs. Mimo wszystko probowalam ją odangazowac i "zjojowac" a wiadro uchowac. Prosja była za duza, bo młode galopowało wokoł mnie sfrustrowane i złe. Ale finalnie doszłysmy do opony w ktorą wstawiam wiadro...
Historia moze inna, ale ja mam wrazenie ze ta huculska krew to naprawdę taki osli upór czasem, nie bo nie, dawaj moje. Bez zahamowań.
Mi tez jest "inaczej", z Holdą nie miałam takich problemow - miałam inne;]
P.S. Finalnie doszłam z małą do takiej umowy ze juz na line jej nie podpinam, idę z wiadrem, prowadzę ją goła ze strefy 3 do opony i tam je. Ale za pierwszym razem jak wykopała się bałam;]

dea i Campina pisze...

Hehe, no tak, ośli-huculski upór/opór zdecydowanie występuje :)

Problem w tym, że galopowanie na linie wokół mnie w przypadku za dużej presji to ja ćwiczyłam z Campi - zachowanie, które opisujesz z małą bardziej z moim rudzielcem mi się kojarzy. Wiedźmin jest na tyle silny i na tyle pcha się przez presję, że nie galopuje wokół człowieka - wyrywa się i grzeje przed siebie, halterek go nie jest w stanie zatrzymać/zakręcić... Bardzo się cieszę, że na siebie trafiliśmy - czuję, że nas chłopak dużo nauczy :>

Pozdrowienia dla Czapli, Holdy i dla Ciebie przy okazji! Wpisuj coś czasem na naszego bloga...

OT: w weekend majowy jedziemy wszystkie trzy zwiedzać "daleki wschód" na hucułach (Żurawiejka) :) Może nabędziemy z nowej perspektywy trochę doświadczeń huculskich ;)

dea i Campina pisze...

Jeszcze tak sobie myślę... dobrze, że Wiedźmin nie jest naszym pierwszym koniem, bo bym chyba nie wierzyła, że coś się z nim uda osiągnąć... nie wiedziałabym w którą stronę szukać... a wiecie, że Campinę kupiłyśmy, szukając hucuła? :D
Dobrze się stało, że nie hucuła, tylko welsha znalazłyśmy na początek ;)

...bo mam wrażenie, że hucuł to Koń, Tylko Że Bardziej :D

...dopiero widzę, ile mnie moja Baba nauczyła :)

folkmyself pisze...

Po dzisiejszych przezyciach z kowalem i "huculi" tylko Kasiu pozostaje sie podpisac pod twoim ostatnim komentarzem...
Holdę pozdrowię a nad kucykiem się zastanowię.

Wyklep swoja gromadkę!!!

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Zgadzam się, że hucuły to uparte stworzonka, które wiedzą, czego chcą i byle człowiek nie przeszkodzi im w tym. Kiedyś jeździliśmy przez dość długi czas w stajni huculskiej. To były przeżycia, jak hucuł gdzieś zaparkował i prowadząca teren intruktorka była bezradna.

dea i Campina pisze...

...no tak, a myśmy sobie wymyśliły, że nasz hucuł będzie chodził na pierwsze fazy i miał odruchy pozytywne :D

Paulina, nie przejmuj się. Wiedźmin też miał odpał (a nawet całą serię) ni z tego ni z owego, poza tym zachowuje się coraz lepiej, więc tym bardziej... Pociesza mnie Campina, której, może nie aż tak, ale tez odbijało, a teraz jest naprawdę anielica... nawet jeśli mamy jakies problemy to hmmm... kaliber nie ten.

Będzie dobrze!

Anonimowy pisze...

Hej, miałam podobny przypadek z moim chłopakiem tuż po zakupie. Nie pracuję (jeszcze )metodami Parelliego, ale w miarę zapoznawania sie z tym co napisał, okazuje się, że robimy to samo tylko ja tego nie nazywam więc może będę mogła pomóc;)
W przeypaku mojego hucułka- 12/13 lat był to raczej brak szacunku do człowieka jako przywódcy i nieumiejętność podporządkowania się. Wałaszek od dawna był maskotką i jedyne co robił tojadł. Im więcej chciałam od niego wymagać, tym bardziej się stawiał. Przy próbie odprowadzenia od stada robił dokładnie to co Wiedźmin.
Pomógł halter- miałam na tyle siły żeby go przytrzymać. Ogólnie trzeba zareagować natychmiast- skręcić głowę aby się nie wyrwał i zwrócic jego uwagę na coś trudnego do zrobienia- tak jak teraz robicie. Ogólnie musiałam go nieco sprostować, postawić kilka razy na moim- wręcz po złości jemu. Musiał robić dokładnie to na co akurat nie miał ochoty. W międzyczasie trochę pracy z ziemi- z tego co zaczynam się orientować to chyba te pierwsze zabawy- ja po prostu nieco luzem, nieco na lonży się z nim bawiła, na neutralnym gruncie czyli wtedy kiedy on był grzeczny i nie miał ochoty tego robić;) mnusto głaskania, chodzenie za mną itp.
Parę razy zezłościłam się na niego solidnie i to też dało duze rezultaty. Teraz niemam problemu z prowadzaniem- pracujemy dopiero z 8 miesięcy- w tym zimą prawie wcale.
Jedyne co to czasem jak chce znowu rubować to neutralnie podrzuca zadkiem w gurę przy puszczaniu np na padok- ale widać że to już dalej ode mnie i nie bezpośrednio w moim kierunku(tzn psychicznie;)

Anonimowy pisze...

Hej, miałam podobny przypadek z moim chłopakiem tuż po zakupie. Nie pracuję (jeszcze )metodami Parelliego, ale w miarę zapoznawania sie z tym co napisał, okazuje się, że robimy to samo tylko ja tego nie nazywam więc może będę mogła pomóc;)
W przeypaku mojego hucułka- 12/13 lat był to raczej brak szacunku do człowieka jako przywódcy i nieumiejętność podporządkowania się. Wałaszek od dawna był maskotką i jedyne co robił tojadł. Im więcej chciałam od niego wymagać, tym bardziej się stawiał. Przy próbie odprowadzenia od stada robił dokładnie to co Wiedźmin.
Pomógł halter- miałam na tyle siły żeby go przytrzymać. Ogólnie trzeba zareagować natychmiast- skręcić głowę aby się nie wyrwał i zwrócic jego uwagę na coś trudnego do zrobienia- tak jak teraz robicie. Ogólnie musiałam go nieco sprostować, postawić kilka razy na moim- wręcz po złości jemu. Musiał robić dokładnie to na co akurat nie miał ochoty. W międzyczasie trochę pracy z ziemi- z tego co zaczynam się orientować to chyba te pierwsze zabawy- ja po prostu nieco luzem, nieco na lonży się z nim bawiła, na neutralnym gruncie czyli wtedy kiedy on był grzeczny i nie miał ochoty tego robić;) mnusto głaskania, chodzenie za mną itp.
Parę razy zezłościłam się na niego solidnie i to też dało duze rezultaty. Teraz niemam problemu z prowadzaniem- pracujemy dopiero z 8 miesięcy- w tym zimą prawie wcale.
Jedyne co to czasem jak chce znowu rubować to neutralnie podrzuca zadkiem w gurę przy puszczaniu np na padok- ale widać że to już dalej ode mnie i nie bezpośrednio w moim kierunku(tzn psychicznie;)