22 mar 2008

Dziś było tak

_____
Z siodła
Pojechaliśmy znowu do lasu. Wydłużyłam dystans w stosunku do wczorajszej wyprawy, ale co najważniejsze udało nam się go pokonać prawie bez dyskusji. Na początku Duszek miał dwa zacięcia, ale były lżejszego kalibru, bo nie musiałam zsiadać. A potem szedł jak po sznurku, tym swoim terenowym rześkim stępem (w odróżnieniu od stępa na ujeżdżalni, mocno wlokącego). Zakłusowywał też ładnie, zwalniał do stępa na podniesienie wodzy. Mea culpa, bo wciąż zapominam o obniżeniu energii. Muszę nad tym popracować.

Z ziemi
Na ziemi Duszek zrobił mi ogromny prezent. Kręciłam się po terenie stajennym, a Duszek był na padoku. W pewnym momencie widzę, że Duszek się położył. Już sam ten widok był dla mnie prawie nowością, bo do tej pory tylko raz widziałam go leżącego w boksie i tylko przez chwilę, bo na mój widok się podniósł. Podeszłam – nie wstał. Obgłaskałam – nie wstał. Odeszłam, wróciłam – dał się obfotografować w tej pozycji (niestety, tylko telefonem). Dostał cukierka i dałam mu spokój. Dobrze, że jednak w końcu wstał, bo gdyby sam tego nie zrobił, nie miałabym sumienia zabrać go na jazdę.


Duszek leżał, a suka stajenna „ po psiemu” zapraszała go do gonitwy, tzn. podbiegała, obniżała przednią część ciała kładąc ją na przednich łapach i wypinając zadekj i odbiegała zataczając koła wokół Duszka. Ponieważ Duszek zaproszenia do zabawy nie przyjął (brutalnie mówiąc olał ją), psica postanowiła wykorzystać sytuację i zaległa w jego cieniu.

Prawie bliźniacy

5 komentarzy:

folkmyself pisze...

Rewelacyjne zdjęcia!!!
Patrzę ze nie próżnujesz jesli chodzi o PNH!!!

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Nadrabiam zaległości. Bo do tej pory miałam niewiele możliwości jazdy na Duszku. Najpierw był dłużej zajeżdzany niż planowane (strach przed wszystkim, co fruwało), potem oswajał się z nowym miejscem, potem miał zapalenie ścięgna, potem ja złamałam rękę, potem nastąpił czas błota w poprzedniej stajni, potem się bałam - i w rezultacie tak naprawdę to z siodła dopiero teraz zaczęłam regularne zajęcie.

Cieszę się, że zdjęcia się podobają. Robiłam je "na ślepo", bo z powodu słońca w wyświetlaczu telefonu nic nie widziałam. Ale teraz zamierzam kupić jakiś mały aparat, żeby zawsze mieć go pod ręką.

dea i Campina pisze...

Jak na zdjęcia "komórkowe" - wyszły rewelacyjnie! Duszek wygląda jak Duża Sarenka. :)

Cieszę się, że piszesz o doświadczeniach "wczesnosiodłowych parellitycznych" - zbieram takie doznania w każdej ilości! W końcu, mam nadzieję, zacznę je tutaj sama dorzucać ;)

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Nie mogę już się doczekać Twoich doświadczeń i opowieści. Będzie to zdecydowanie ciekawsze, bo od zera "siodłowego". Jak zaczniesz wsiadać, koniecznie zapewnij sobie fotografa. Basia mówiła, że początki Duszka z jeźdźcem na grzbiecie były takie, że stał jak wmurowany i ani drgnął.

Ostatnio u nas w stajni facet po raz pierwszy wsiadł na swojego konia (pierwszy raz był dla konia, nie dla faceta). Żądna wrażeń poleciałam popatrzeć. Niestety, żadnych "krwawych" sensacji. Czego i Wam życzę.

dea i Campina pisze...

Piszesz o Duszku, że jest introwertykiem - ja tego o Campinie powiedzieć nie mogę, więc (choćbym chciała), raczej nie spodziewam się "zamurowania" ;) Zobaczymy co będzie :] niech no tylko to błoto zejdzie i jakiś kawałek ogrodzonej przestrzeni się pojawi w stajni...