21 mar 2008

Powołanie Duszka

_______
Sylwia powiedziała, że powołaniem Duszka są tereny. I dziś miałam tego próbkę.

Ale po kolei. Świadome obowiązków przedświątecznych szefostwo zezwoliło na wcześniejsze wyjście z pracy: o trzeciej, zamiast jak zwykle piątej. Wykorzystałam tę okazję nie na porządki czy pichcenie, ale na wizytę u konia. Dwie godziny oznaczają dotarcie do stajni w świetle dziennym, czyli możliwość wyjazdu w teren. Tak też zrobiłam.

Tym razem plan był taki: jeśli napotkamy próg, schodzę i kawałek prowadzę Duszka. Próg pierwszy: Duszek stoi, patrzy, cofamy kilka kroków i ruszamy do przodu. Przy kolejnym podobnie, ale już przy następnym nie chciał iść. Zeszłam , przeszliśmy kawałek, wsiadłam … i Duszek od razu zwrot w kierunku stajni. Nie pomogły ani kółeczka przy pomocy wodzy pośredniej, ani cofanie – w momencie, jak dawałam sygnał do przodu, on zawracał. Szarpać się nie chciałam, więc zsiadłam i znowu kawałek do przodu, ale już nie spokojny stępik, a stęp energiczny. Znowu wsiadam – to samo, Duszek ma zdecydowaną inną wizję kierunku wędrówki. Ale to już nie był próg strachu – to było wyraźnie zachowanie dominacyjne, on miał zadecydować, dokąd pójdziemy. Więc znowu zsiadam, idziemy w moim kierunku jeszcze szybciej, przeplatamy chodem bocznym. Wsiadam po raz trzeci i od razu czuję innego konia. Dochodzimy do drózki (wsiadałam tam, gdzie udało mi się znaleźć jakiś pieniekj), wystarczyło, że spojrzałam „w moim kierunku”, a Duszek tam poszedł. Żadnego ociągania, marudzenia, kombinowania. Szedł takim dziarskim, równym stępem, o jaki go w ogóle nie podejrzewałam. Raz, jak coś szurnęło w krzakach, uskoczył w bok, ale poza tym szedł po prostu cudnie, z uszami postawionymi do przodu. Mimo tego szybkiego tempa zatrzymywał się na podniesienie wodzy, ruszał natychmiast na podniesienie energii, zakłusowaliśmy, przejście do stę pa też jak marzenie. Po prostu inny koń. Zawróciliśmy, jak już było nieprzyjemnie szarawo.

Po powrocie realizowaliśmy jeszcze program „koniu, don’t assume”. Nie zakładaj, że powrót z lasu to powrót do stajni. Poszliśmy na kilka kroków na ujeżdżalnię i tam Duszek dostał malą przekąskę z jednego z naszych przepięknych kolorowych wiaderek, które ukryłam tam przed naszą wyprawą (ha, to się nazywa planowanie!).

Koniu, bardzo jestem ci wdzięczna za to twoje powołanie. I cieszę się, że nie są nim skoki!

Brak komentarzy: