14 gru 2007

Rude głodne i wrednieje...

Chciałam się Wam pożalić "efektem ubocznym" choroby Campiny...

Nie dostaje teraz owsa z innymi końmi, tylko raz dziennie mesz. No i wtedy, kiedy ona dostaje, pozostałe nie dostają nic. Kiedy stała w boksie obok Bilona, zaczęły się jazdy - brała trochę meszu w paszczę, uszy przyklejone do głowy i pogonić Bilona, "bo patrzy". Stawałam pomiędzy boksami i pilnowałam, żeby zająć Bilona - jakoś się udawało odwrócić jej uwagę. Oczywiście nie pomagało, że tamte dostawały owies, a ona nie... Dwa dni temu wynegocjowałam przeniesienie jej do sąsiedniej wiaty, w której żaden koń nie dostaje owsa. Do towarzystwa: nasz hucułek, konik polski i Brysia - wszystkie spokojne i bezkonfliktowe. Brysia je swoją paszę, ale jest wpuszczana jako pierwsza (pozostałe konie są jeszcze na dworze). Później wchodzi reszta i wszystkie dostają marchewki. Mają full ładnego siana do skubania. Powinien być spokój, prawda? Taaa...
Rude zabiera się za jedzenie (nawet tych marchewek!) z uszami przyklejonymi do czaszki, okazjonalnie odpędza (naprawdę nic nierobiących) sasiadów w kąty ich boksów. Zabierała się nawet do kopania w przegrodę! Tego nigdy nie robiła... Konik polski już zaczął się wkurzać i kłaść na nią uszy - a bardzo ją lubił :/ Nie wiem co mam robić. Póki co, wyprowadzam ją przed wiatę na jedzenie meszu. OK, je spokojnie, ale jak wejdzie z powrotem do boksu - rozstawia towarzystwo po kątach. Nie wiem już, może to nie był dobry pomysł z tą przeprowadzką - Bilon nie dawał się tak łatwo przestawiać jak tamte konie, mam wrażenie, że budzi się w niej znowu mała wredna dominatorka :( Na ludzi przy jedzeniu też uszy kładzie znowu - a nie robiła tego już od bardzo długiego czasu...
Pozostaje mieć nadzieję, że jak przejdzie na suchą paszę i przestanie być non-stop głodna, to znikną te zachowania... No i może przywyknie do sąsiadów z czasem... A dla mnie szkolenie z emotional fitness - jak się nie wściec na agresywnego konia (autentycznie mam ochotę ją kopnąć, jak się tak zachowuje :-S tym bardziej, że już nawet do mnie uszu nie stawia, wiecznie wkurzona jest).
Podejrzewam, że jak wrócimy do pracy, to trzeba będzie trochę przywrócić równowagę hierarchiczną, bo zaczęłam się najwyraźniej kojarzyć rudzielcowi z samobieżnym garnkiem z meszem.

A suche żarcie powoooli wprowadzamy. Tym razem granulat dla koni wrażliwych z D&H (wygląda jak zmielona trawa), dawka: 150g rano. Od dwóch dni dostaje, jest dobrze. Dzisiaj dołożę jej drugie tyle wieczorem. Od poniedziałku przetestuję też podawanie meszu rano, przed pracą - może nie będzie mi to tak straszliwie dnia rozkładać jak wieczorne kursy. Tak, pojeżdżę jeszcze trochę z tym meszem - tydzień co najmniej, potem będziemy rozrzedzać, może do nowego roku wrócimy do dwóch porcji na tydzień :]

W kwestii grzybicznej - wygląda naprawdę dobrze. Zmiany w 90% pooddzielały się od skóry, włosy przestały wypadać. Jak bydlę wróci do formy, dostanie jeszcze jedną serię zastrzyków na odporność. Kąpania na razie wolałabym uniknąć - tym bardziej, że podobno jednak idzie ta zima.

Mówiłam już, że mam lekko dość weterynarii stosowanej..?

8 komentarzy:

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Kasia, a nie możesz zgrać, żeby jadła wtedy, kiedy inne? Bo jak ona je, to tamte się złoszczą, ale z kolei jak tamte będa jadły, a one nie, to ona będzie się denerwować.

Czy śledzisz Parelli News (czy jak to się nazywa)? W ostatnich w pytaniach do Llndy było właśnie o zachowaniu podczas karmienia. Jeśli nie czytałaś to zerknij, może coś się przyda.

dea i Campina pisze...

Wiem, że najlepiej byłoby, gdyby jadły to samo i o tej samej porze - jak było tak, to nie miałam "już" problemu (bo na samym początku były cyrki).
Teraz tak zupełnie zgrać to się chyba nie da, bo dostają bardzo różne ilości treściwki.

Konik polski i hucuł dostają tylko po 3 marchewki, mają je z głowy po minucie i gapią się na Campi... ona swój granulat albo mesz (albo granulat i mesz) "męczy" sporo dłużej. Brysia z kolei ma swój granulat, który musi jeść sama (bez Wiedźmina w wiacie), albo ktoś musi pilnować, żeby Wiedźmin jej nie wyjadał.

Trzeba by coś karkołomnie kombinować... nie mam pomysłu jak to zrobić łatwo, nie wypuszczając stajennemu koni (rudą mogę wypuścić na chwilę, bo wlezie potem do boksu na prośbę, ale już otworzenie boksu Wieśka i Brysi może się skończyć ganianiem ich po pastwisku, jak im się "odwidzi", natomiast wypuszczenie konika to naprawdę samobój - chłopak jest przesympatyczny, ale do boksu wchodzi mocno nieufnie).

Jednak przydają się wyższe/pełniejsze przegrody między boksami :/ Dzisiaj młoda dostała w trakcie jedzenia gryza w tyłek od konika, oddała kopem z dwururki...

Zaraz zaraz, to może tak...
1. Campi je mesz na dworze, reszta siedzi w wiacie i nie je
2. Campi wraca do wiaty, dostaje granulat, konik dostaje marchew, hucuł dostaje marchew, Brysia dostaje granulat, czas start - trzymam Wieśka, żeby nie wyjadał Brysi i trzymam kciuki, żeby Campi nie kopała po ścianach (bo mam zajęte macki).

Ech, a jutro będzie ciekawie, skończyły się marchewki :]

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

To już zrobiła się zagadka logiczna albo nawet zadanie matematyczne w stylu pociągów, co to jadą z przciewnych kierunków, a nigdy się nie zderzą.

Czy dobrze rozumiem, że konie nie mają oddzielnych boksów? Stoją po dwa?

dea i Campina pisze...

Są trzy boksy, oddzielone dwiema deskami (wysokości jak przy ogrodzeniach). W pierwszym z brzegu stoi konik polski, wałaszek. W drugim stoi Campina. W trzecim stoi Wiedźmin z Brytanią (razem). Trzeci boks jest powiększony (3x4 zamiast 3x3), więc jakoś się mieszczą. Konfliktów nie ma, problem tylko z wyżeraniem...

Drugi problem, to fakt, że deski oddzielające boksy są na tyle nisko, że większy koń, jak się uprze, sięgnie do żłoba w sąsiednim boksie. Nasze wszystkie są małe, więc raczej nie sięgają, ale są "blisko" - to zwiększa nerwowość atmosfery - poza tym, jak ruda je, a towarzystwo dookoła jej zagląda przez dechy, to musi się ustawić dokładnie pośrodku boksu, dokładnie prostopadle do ściany z żłobem, żeby nie zostać np. ugryziona w tyłek przez sąsiada, który "też by chciał coś jeszcze" (co wczoraj jej się trafiło).

W innych stajniach stała zawsze w taki sposób, że żłób miała w miejscu "bezpiecznym", nikt jej nie zaglądał w michę (były kraty między końmi). Naprawdę już się nie wściekała przy jedzeniu :|
Przed zmianą wiaty stała w krańcowym boksie, więc sąsiada miała tylko jednego. Teraz jest na środku i dostaje jasnej cholery...

Jak jestem, to karmię ją na dworze, w międzyczasie tamte jedzą w wiacie. Jest spokój, ale mam wrażenie, że to raczej ucieczka od problemu, niż rozwiązanie. Nie mam pomysłu...

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Tylko dwie deski rozdzielajace? To rozumiem, ze jest miedzy nimi szpara, czy tak?

dea i Campina pisze...

Tak, dwie deski, między nimi przerwa - jakieś 20-30cm szerokości.

Dzisiaj ciąg dalszy praktykowania unikologii - ruda na dwór, je sama. Woda i mesz w przenośnym żłobie na ogrodzeniu, zostawiam ją i wracam do wiaty. Rozdaję marchew dla konika, marchew dla Wiedźmina, paszę dla Brytanii i pilnuję Wieśka... Oczywiście skończył przed Brysią i wykorzystał całą swoją huculską inteligencję, żeby dopchać się do jej żłoba ;) Raz mu się udało, później już się nie dałam "zrobić w konia". Ale i tak jest upierdliwie, jutro go chyba uwiążę przy jego żłobie...

Jak one zjadły, truchtam na dwór - Campina stoi przy pustym żłobie i czeka (hehe, wie, że będzie coś jeszcze) - uszka postawione, do ludzi nie ma agresji przy jedzeniu. Nie jest tak źle, jak myślałam. Daję jej granulat i marchewki, czekam aż zje. Kończy, czeka - proszę o powrót do boksu, wraca, pro forma odgania sąsiadów od "płota" malowniczym wyszczerzem i bierze się za siano.

Nic lepszego raczej nie wymyślę... Chyba że namówię stajennego, żeby stała w skrajnym boksie... No i ciekawa jestem, jak wygląda jedzenie, kiedy mnie nie ma i nikt się nie chrzani z wyprowadzaniem jej na dwór...

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

A wracając do tych desek: nie boisz się, że wsadzi nogę w szparę i nie będzie mogła wyjąć? Może jestem przewrażliwiona, ale kiedyś Truskawka tak zrobiła na ujeżdżalni, gdzie chwilowo bawiła. Byłam, zauważyłam i wyjęłam tę nogę. Ale gdyby nie ... nie wiem, jak by się skończyło.

dea i Campina pisze...

Pewne ryzyko jest zawsze, ale tam chyba nie większe, niż przy standardowym wybiegu ogrodzonym deskami:
1. Dolna deska jest dość wysoko (nawet jak Campi wkurzona walnęła na kolegę z dwururki, dość wysoko jak na siebie, ledwie zahaczyła o dolną krawędź dolnej deski)
2. Odległość między deskami jest dużo większa od średnicy kopyta, więc szansy na "utknięcie" pomiędzy nimi nie ma. Zagrożenie porównywalne do tego, jak gdyby była tylko ta niższa decha (jak się uprze, to na niej nogę podwiesi, ale mam nadzieję, że aż tak się upierać nie będzie...)

Może pstryknę jakąś fotę jak będę w stajni jutro/pojutrze, to zobaczysz, czy faktycznie wg Ciebie czymś to grozi - moja wybitnie bujna wyobraźnia jakoś zaakceptowała ten fakt.

Za to bardzo ładnie poprosiłam, żeby zostały zdjęte dodatkowe deski od strony korytarza, zamontowane, żeby siano nie wypadało na zewnątrz - były 10cm na podłogą, brrr... tutaj już mi wyobraźnia zadziałała :/