_____
W ramach pracy nad umięśnianiem Duszka poszliśmy na pobliską górkę. Wykorzystując informacje z forum Morsztyn weszliśmy i zeszliśmy na ukos – po dwa razy na każdą stronę, po to pierwsze takie ćwiczenie. Na „górze” góry jest kilka wzniesień, jedne łagodniejsze, inne bardziej strome, wykorzystałam je do CG i cofania pod górę. Cofanie było O.K., natomiast przy CG w kłusie zaczął się trochę nakręcać, więc po jednym spokojnym okrążeniu w każdą stronę przerwałam z postanowieniem, że następnym razem będziemy robić to w stępie.
No i w tym momencie łatwizna się skończyła. Chciałam już schodzić, ale zobaczyłam, że Duszek szykuje się do tarzania. Pomyślałam, niech ma chłopak przyjemność, wszędzie błoto, a tam taki ładny suchy piaseczek. Jak zaczął się tarzać, zrozumiałam, ze nie był to dobry pomysł: on się tarza, ja go trzymam na linie i ze zgrozą widzę, jak ta lina przelatuje mu z jednej strony głowy na drugą. W głowie telepała mi się tylko jedna myśl: „Mam scyzoryk, Klara, dzięki”. A potem było jeszcze gorzej. Wstał, otrzepał się i zaczęły się bryki: biegał wokół mnie i wierzgał. Sama nie wiem, jak udało mi się zachować zimną krew i opanować te bryki, a potem zejść bezkolizyjnie.
Odprowadziłam go na padok, a on wcale nie miał ochoty iść do stada. Stał jakby czekał, co mu dalej zaproponuję. W końcu pobiegł, ale cały czas mnie obserwował. Nawet jak zaczął bawić się z kumplem, nie był całkowicie na nim skupiony, łypał na mnie.
W trakcie zabawy tamten koń w pewnym momencie się wytarzał, wstał i zrobił dokładnie to samo, co wcześniej Duszek: zaczął biegać w kółko i wierzgać.
Teraz zastanawiam się:
- czy tarzanie to jest jakieś ładowanie akumulatorów i przygrywka do bryków, czy to tylko zbieg okoliczności, że dziś dwa konie zachowały się tak samo,
- czy można koniowi pozwolić tarzać się, jak jesteśmy razem (pomijając kwestię bezpieczeństwa), czy nie jest to z jego strony sygnał braku szacunku.
5 komentarzy:
Dla mnie tarzanie się w mojej obecności to raczej oznaka zaufania... Ale posłucham, co mądrzejśi ode mnie myślą na ten temat :)
Zawsze się cieszyłam, jak Campi chciała się tarzać przy mnie - na pewno jest to oznaka zaufania. Raczej nie braku szacunku IMHO.
Odpały są z tym związane średnio, ale bardziej w porze zimowej. Po tarzaniu w śniegu bryki i galopady z przypierdem murowane ;) Po letnich tarzankach w piachu nad jeziorem raczej parsknięcie i otrzepanie się.
Zresztą ogólnie zimą więcej "ruchu" w koniach - i w terenie pamiętam więcej parcia naprzód/strzałów z zadu, i na pastwiskach też. Ostatnio oglądałam, oprowadzając moje słabujące stworzonko, galopady z brykandem w wydaniu dwóch trzylatków. Latały jak kociaki. Następnym razem Brycia z Wieśkiem zrobiły show - wyraźnie zima idzie...
Oczywiście, że tarzanie to oznaka zaufania, ale czy to wyklucza brak szacunku?
Jak na tej górce był taki podminowany, najpierw myślałam, że się boi. Dopóki sie nie wytarzał. Jak się tarza, to czuje się bezpiecznie. Po prostu wpadł w nastrój zabawowy.
Nie, oczywiście zaufanie nie wyklucza braku szacunku. Ale to raczej niezależne moim zdaniem (tzn. tarzanie się nie jest przejawem braku szacunku). Nastrój zabawowy na pewno... :) Ale to też nie oznacza (i nie wyklucza) braku szacunku.
Też byłam przerażona, jak się Campi pierwszy raz tarzała na linie. Ta fruwająca lina robi wrażenie ;) Teraz się staram stać w okolicy głowy i kontrolować jej wężowe ruchy - jakoś sobie radzimy. Ale w scyzoryk trzeba będzie zainwestować zdecydowanie...
Ja myślę, że jak się nie przeżyje tarzania na linie, to trudno sobie wyobrazić, jakie to przerażające. Wielki koń miotający się prawie pod moimi nogami,lina fruwa, a ja wiem, że nie mogę jej wypuścić z rąk, bo jak się zaplącze, będzie kiepsko.
Scyzoryk koniecznie!!!
Prześlij komentarz