Tym razem ja zniknęłam na dłuższą chwilę (jak na mnie-gadułę ;)). Powodów jest kilka, najbardziej prozaiczny z nich to roboty budowlane w stajni - błota mamy po pachy, brak ogrodzonego terenu poza pastwiskiem, nie da się "lokalnie" pracować z koniem. Gdyby z innych powodów dało się pracować, to chodziłybyśmy tylko w tereny.
Ale się nie dało - ruda znowu wymagała interwencji weterynarza, i to mocno - może niektórzy już doczytali mój wątek na Volcie albo dopytali się prywatnie - zwierzę mi się zatruło, prawdopodobnie mykotoksyny, prawdopodobnie owies trefny. Prócz niej jeszcze dwa konie, ale one nie tak mocno. Ona miała zatrzymanie akcji jelit na jakieś 2-3 dni. Nie jadła i nie piła. Wymagała kroplówek przez trzy dni (była bardzo odwodniona, a później osłabiona i apatyczna) oraz specjalnej diety - najpierw tylko siano i woda - co za radość, kiedy koń wypije po raz pierwszy po 5 dniach! później dołączyłam siemię lniane z otrębami, później do tego dodatek płatków owsianych; dzisiaj pierwszy raz dostała suchą paszę (musli PAVO Cerevit), mam nadzieję, że sensacji nie będzie...
Dumna jestem z niej, że pozwalała sobie robić wkłucia dożylne i stała spokojnie parę godzin przy kroplówkach (a przy ostatniej była już całkiem żwawa). Dumna jestem, że nie było żadnych protestów i cyrków, kiedy trzeba było podgolić szyję do zastrzyków. Ogólnie bardzo współpracowała, mimo że golenia ani dożylnych zastrzyków wcześniej nie doświadczyła...
Wczoraj pierwszy od choroby spacer w terenie (po tygodniu od rozpoczęcia leczenia) i ciekawostka: mam wrażenie, że teraz jest energiczniejsza (na samym sianie i meszu z małą ilością płatków owsianych raz dziennie!) niż przed chorobą! Chyba że to jeszcze efekt odżywczej kroplówy z wtorku... ale chyba już za wiele czasu...
Wniosek jest prosty - ten owies małej nie służył. Odstawiamy go więc - może okaże się, że to koniec naszych kłopotów ze zdrowiem. Ponieważ nie licząc dojazdów i wolnego z pracy wydalam na tę jej chorobę ok. 400PLN (o nerwach nie wspominając), to myślę, że stać mnie na paszę. Koniec z owsem z robalami i kamieniami... Zobaczymy co będzie :)
Dzięki wszystkim, którzy podtrzymywali mnie na duchu, radzili i pocieszali w trudnych chwilach - może już niedługo wrócimy wreszcie do pracy, dość mam trochę tej weterynarii... ;)
3 komentarze:
Oj, Kasia, kobyła dba o Twoje szerokie wykształcenie, próbuje pomóc Ci zdobyć drugi zawód kosztem własnego zdrowia, a Ty tak po prostu "dość weterynarii".
A na poważnie to super, że już O.K. Swoją drogą jakie to dziwne, że tak szybko koń powraca do zdrowia.
No to dobrze, że już ok z Campiną! A z ciekawości - wrócił owies z laboratorium? Wiadomo już na pewno, że to on był winny?
Oj, dba kobyła, dba... Całe szczęście na razie wychodzimy z wszystkiego obronnym kopytkiem. Jeśli jeszcze będziemy praktykować, to - oby tak dalej.
Tak, wraca do formy błyskawicznie. Może to faktycznie te kroplówki ją szybko postawiły na nogi? Na razie nie wymagam od niej długich kłusów i ogólnie super kondycji wyczynowej, ale krótkometrażowa kondycja + humor zdecydowanie dopisują. No i przyszła do nas w niedzielę z takiej odległości jak chyba nigdy - jeszcze nie zdążyłam jej "namierzyć", a ona już sunęła w naszym kierunku - bardzo miłe :)
Od wczoraj jest na suchym żarciu - zjadła już trzy porcje i wygląda na to, że wszystko OK. Dzisiaj jeszcze mesz (będzie dostawać co drugi dzień do końca tygodnia, później wracamy do dwóch razy w tygodniu).
Co do owsa - nie, nie wrócił jeszcze z analizy, to potrwa. Pewnie ze 2-3 tygodnie. Też jestem ciekawa. Mnie się ten owies nie podobał od poczatku (sporo piasku, kamyczki/kawałki cementu w każdej miarce, martwe biedronki/pluskwiaki, jakieś ślady żerowania szkodników typu ziarna zlepione przędzą, powygryzane puste ziarna z jakimiś czarnymi dziwnymi rzeczami w środku... a całość ma kolor bardziej szarobury niż złoty).
No i warunki przechowywania - ten owies u dostawcy leży w wielkiej kupie w hali zrobionej ze starego kurnika - przewietrzany to on nie jest w takich warunkach. Wierzę, że mogą rosnąć różne dziwne rzeczy w nim.
Tak więc całe zdarzenie tylko mnie popchnęło do czynów (wyrzucam sobie, że gdybym przeszła na paszę wcześniej, nie byłoby całego problemu...)
Prześlij komentarz