______
Jak już wspominałam ok. dwa miesiące temu Duszek zakłuł się i miał poważnie uszkodzoną rogówkę (dopiero teraz wiem, jak poważnie). Przez dwa miesiące zakraplaliśmy trzy razy dziennie różne krople do chorego oka. No i nareszcie dobre wieści: oko jest przezierne (chyba tak to brzmiało fachowo, chociaż może coś przekręciłam), widać już dno oka i w najgorszym wypadku zostanie mała blizna (chociaż nie musi). Natomiast gdyby nie regularne zakraplanie, oko by się pokryło bielmem i by na nie nie widział. Dlatego piszę te notkę: jeśli czyjemuś koniowi to się przytrafi, nie należy zaniedbywać żadnych zaleconych czynności. Wydawać by się mogło, że krople to taki zabieg prawie kosmetyczny, a poważne leczenie kojarzy się z jakimiś operacjami chirurgicznymi, zastrzykami, tabletkami, itp.
Druga przestroga ściągnięta z bloga Klary: przy koniach, a zwłaszcza, jeśli korzysta się ze sznurków, należy zawsze mieć przy sobie nóż. Na własne uszy słyszałam, jak Berni to mówił, na własne oczy widziałam, jak wyciągnął nóż i coś nim przeciął, ale kompletnie to zignorowałam. Dopiero po tym, co przydarzyło się Teo, dotarła do mnie waga tej informacji. Ja już zakupiłam scyzoryk. A Wy?
(Mam nadzieję, że Klara nie będzie miała nic przeciwko temu, że posłużyłam się przykładem Teolinka, ale to dla dobra koni).
1 komentarz:
Aniu,
cieszę się, że z okiem optymistycznie!
A co do noża - tak, tak, tak! Nie bez powodu noszą go w kieszeni wszyscy instruktorzy PNH. I wielu niesznurkowych poważnych koniarzy zresztą też.
Historia w pigułce: mama była na Teo w terenie. Zrobili sobie przerwę na pasiołki (człowiek w siodle). Teo przełozył tylną przez ten wolny koniec liny od naturalnego hackamore, przywiązany do siodła. Chciał się podrapać kopytkiem w głowę. Zaplątał się, przewrócił. Mama na szczęście sobie nic nie zrobiła. Ale nie miała noża. Jakoś się udało konia wyswobodzić, ale z nożem by było duuużo łatwiej. Mniej szarpania, mniej ponaciągania, otarć. Ciach linę i koń wolny... A tak bilans jak następuje - człowiek cały, ale z nauczką pt. "noś nóż w kieszeni" i wyrzutami sumienia. Koń z rozległym obtarciem pęciny + naciągnięciem mięśni zadu, opatrunki, wizyty weterynarza, 6 tygodni pauzowania (a w trakcie codzienne spacery w ręku stępem). Naprawdę - nie polecam.
Nie da się wkleić zdjęcia, więc linkuję "ilustrację":
http://foto.mail.ru/mail/zxfc/pics/i-277.jpg
Prześlij komentarz