Przemyślenia z niedzielnej wizyty w stajni:
Na początek pozytywne...
Rozbudowa trwa -- wykopany rów pod kable, stoi słup -- będzie prąd! A jak będzie prąd, to i do wody bieżącej bliżej. Rozbudowuje się siodlarnia, łazienka i w ogóle widać "ruch".
Brytania -- pozytywnie :) mama z Agą wzięły Brytanię na popasienie i wyczyszczenie. Już nawet jej sierść wygląda inaczej, regularnie czyszczona. Mała zrobiła się trochę żywsza i radośniejsza. Kiedy wyjeżdżałyśmy, zrobiła mały show na pastwisku -- rundka wokół stada galopikiem a'la konik polny, z ogonkiem do góry, parę razy zatrzymywała się i patrzyła w stronę naszego samochodu. Pierwszy raz widziałam jak robi coś innego niż snucie się -- bardzo miło :) Pańskie oko konia tuczy...
Jednak nie wszystko jest pozytywne... Campina -- wygląda kiepsko :( Schudła -- muszę dokładnie przejrzeć jej żarcie, najwyraźniej mała dawka owsa + sianokiszonka + PAVO Vital nie służą jej tak bardzo rewelacyjnie. Chuda nie jest, powiedziałabym że wreszcie nie jest spasiona, ale dalej już chudnąć nie powinna.
Sierść wygląda kiepsko -- rozumiem, że czas linienia i może nie być wspaniale, ale ona nie linieje równomiernie, tylko plackami łysieje -- mam wrażenie, że rozpędza jej się nabyta w Niestępowie choroba skóry od błocka (już tam jej minimalnie wyłaziła sierść koło słabizny, teraz cały bok ma w "dziurach", a drugi obtarty od upadku na asfalcie, wygląda jak pobojowisko :(). Ciekawe czy to bakteria czy grzyb :/ Skłaniam się raczej ku wersji bakteryjnej, bo grzyb chyba powinien się łuszczyć?.. A te placki są gładkie i łyse. Po prostu przy czesaniu czasem odchodzi płatek naskórka razem z porastającą sierścią. Żadnych sączących się syfów, bąbli, łupieżu.
No ale to jeszcze nic -- w niedzielę zastałam ją leżącą w słońcu, na sianie wyłożonym na padok. Jej nos wyglądał co najmniej dziwnie. Pierwsze skojarzenie -- dostała kopa (albo jakiś inny uraz). Miała dołek nad prawą chrapą, rozdęte chrapki, oddychała z wyraźnym trudem. Nie miała za bardzo ochoty wstać, ale w końcu wstała, poszła za mną, stała gdzie kazałam, na prośbę kłusowała (zero protestów). Po 3 kółkach kłusa -- nie kaszlała, nie próbowała zwalniać -- zatrzymałam ją, oddychała "robiąc bokami". Konkretnie mnie wystraszyła :( Przez nastepną godzinę obmacywałam ją usiłując mierzyć parametry typu oddechy, tętno, temperatura -- plusminus wszystko w normie... Obmacałam pysk -- opuchlizna przy końcu kości nosowej, po obu stronach.
Popasłam ją godzinkę, "dołek" się zmniejszył, oddychanie w miarę wróciło do normy, zachowanie też. O co chodzi? Przy okazji zdziwiłam się, bo okazało się, że stoi w nieswoim boksie (tymczasowe przestawienie) z innym koniem. Hmmm... chciałabym o tym wiedzieć jakoś tak... wcześniej..?
Wczoraj odwiedziłam ją wieczorem -- pysk oświetlony latarką zawsze wygląda nieco inaczej, więc może nie ma się czym stresować. Jadła normalnie. W boksie faktycznie spokój z nowym towarzyszem. Nadal niepokoi mnie, że za dnia sporo leży -- może faktycznie dlatego, że się w nocy nie ma gdzie położyć, bo nie ma gdzie. Oby się już skończyły te remonty i dostała z powrotem swój boks :|
Ogólnie się wystraszyłam i nieco zdołowałam. W końcu to dla niej miał być ten raj, a wygląda na to, że nie jest w najlepszej formie... zaczęłam czarno myśleć o zimie... Oby do wiosny, żeby można było normalną kąpiel zrobić na te skórne paskudztwa... a na razie spróbuję ją "od wewnątrz" wzmocnić, oby choć trochę pomogło...
16 komentarzy:
no coz Kasiu ,jak widac na zalaczonym obrazku nie ma raju na ziemi dla koni chociaz by sie tego bardzo chcialo a i optyka zmienia sie wraz z punktem "siedzenia".mysle ze tylko wlasna stajnia tak naprawde rozwiazuje problemy bo wtedy mozna miec zastrzezenia tylko i wylacznie do siebie i nie byc zdanym na czyjas laske lub nielaske.co do karmienia to trzeba zwiekszyc ilosc paszy objetosciowej bo pastwisko juz pewnie wyzarte do cna.pozdrawiam barbaraella
Kasia, ja też w dołku, bo w czwartek Duszek wsadził pyszczydło w jakieś krzaczory i zakłuł się. Informację dostałam, jak tylko to odkryli, przyjechałam z zaparzonym rumiankiem i przez cały wieczór przemywałam oko. Jak on spokojnie stał! Zupełnie jakby wiedział, że mu chcę pomóc. Oka w ogóle nie było widać, takie było spuchnięte. Następnego dnia przed pracą znowu pojechałam z rumiankiem, oko się otworzyło do połowy. Wezwałam weta, okazuje się, że ma uszkodzoną rogówkę(w miejscu uszkodzenia jest taki niebieski cień. Jak dobrze, że nie zwlekałam z wetem. Na początku wpadłam w panikę, potem uświadomiłam sobie, że mi przecież panowie doktorzy majdrowali przy rogówce, jak miałam operację usuwania krótkowzroczności i zagoiła się. To pozwoliło mi trochę jaśniej spojrzeć na sytuację. No teraz i zakraplamy dwa rodzaje kropelek, a pod koniec tygodnia kontrola.
Ajajaj dziewczyny patrze ze jakas zła passa;/
Kasia tak na szybko, w okresie linienia mesz jest super pomyslem, bo tak naprawdę zmiana futra ponoc bardzo obciaza organizm. Ja po swoich rudasach widze ze obrastają bez wiekszych obciązen dla organizmu, mesz 2 razy w tygodniu, od miesiaca bodajże.
Co do łysych plackow - ja bym nie zwlekala, u nas grzyb był kiedys potraktowany jak obtarcie. Zgłos sie do weta po imaverol, zobaczysz czy przechodzi po nim - bedziesz miala odpowiedz czy trafione. Chyba ze wczesniej zdecydujesz sie na zeskrob - ja bym ogolnie nie zwlekała bo jak sie rozniesie po całej stajni bedzie problem.
Co do witamin - moze zastąp je jakąs paszą dodatkową?
i nie dołuj się!!!
Aniu zdrowka dla Duszka!!
Aniu, trzymam kciuki mocno za Duszka. Popisał się jeszcze lepiej niż moja jędza, pchając nos w nieswoje sprawy... Daj znać jak się chłopak czuje.
Rudej nochal wrócił już do normy, nie wiem co to było. Tylko futro nadal wygląda jak wyżarte przez mole. W tym tygodniu wołam weta, żeby pobrać zeskrobinę i będziemy myśleć, jak zatrzymać postęp świństwa przez zimę... Młoda współdzieli teraz boks z Bilonem, bosko nie jest, chłopak ją przestawia po boksie jak tylko jest o co powalczyć -- np. ludzie się pojawiają -- ale nie rani, chociaż tyle -- znają się... Oby Bilon nie załapał tego skórnego syfa od niej jeszcze :/ Mam wrażenie, że jest mniej niewyspana niż po "upojnych nockach" z Popiołkiem.
Paulina: dzięki za przypomnienie o istnieniu meszu, jakoś wyleciała mi z głowy ta możliwość. Biorę się za pichcenie dla młodej od jutra.
Problem jest w tym, że grzyb już jest rozniesiony po stajni (konie "uratowane" miały różne paskudztwa przywleczone z okresu u handlarza). Na wiosnę tak czy inaczej czeka nas megadezynfekcja, z kąpaniem wszystkich i szorowaniem budynków... Teraz byle paskudę utrzymać w ryzach przez zimę...
Ruda na razie dostała więcej owsa, jeżówkę, ma być normalne siano oprócz sianokiszonki, zwiększona dawka objętościówki. No i będą miały swoje boksy, podejrzewam, że od przyszłego tygodnia.
Rozważam też wymianę owsa na PAVO Condition eXtra - używałyście tego kiedyś?
A mesz robicie same, czy gotowy?
Jeśli chodzi o wspomaganie zmiany sierści, to może dawaj jeszcze biotynę. Ja dawałam na wiosnę i skutek był rewelacyjny. Dawałam biotynę Sukcesu (za radą Małgoso Mnetosowej), ona jest dużo tańsza niż inne, a okazała sie bardzo skuteczna. Duszek wyglądal jak polany wodą. Nietety, efekt uboczny był taki, że szybciej rosły kopyta, na czym mi nie zależało.
My wciąż leczymy oko. Poprawa jest, ale zadrapanie jest głębokie, więc jeszcze to potrwa. W najgorszym wypadku zostanie blizna - będzie to kreska na rogówce. Ale walczymy. Regularnie trzy razy dziennie ma zakraplane dwa rodzaje kropli. Przy okazji Duszek udowodnił, jakie z niego cierpliwe konisko. Nie sądziłam, że tak spokojnie będzie pozwalal na manipulacje przy swoim oku.
Ale tak myśląc przyszłościowo - jak zapobiec podobnemu zdarzeniu? Wypuszczać w masce? Przeciez tego nie da się przewidzieć, zawsze można czymś się dźgnąć. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej się dziwę, że większość koni ma dwoje oczu!
Kasia, Wy też niestety chyba będziecie miały sporo roboty. Grzyb chyba trudny jest do wyleczenia. Do mycia stajni polecam Karchera - my tak zrobiliśmy i poszło jak burza. Nie wyobrażam sobie szorowania ręcznego.
Ja też się dziwię, że konie jeszcze mają oczy :P Szczególnie po tym, jak ostatnio mnie zmroził zestaw zadrapań na głowie rudej (wtedy jak miała spuchnięty nochal) -- jedno tuż nad okiem (górna powieka), drugie jakieś 4cm pod okiem. Nieźłe trafiła. Strach pomyśleć, co by było, gdyby "lutnęła" w te drzwi stajenne tuż niżej/wyżej :/ brrr...
U nas też jeden konio sobie uszkodził oko, jeszcze jak naszych nie było w stajni -- rozerwał sobie dolną powiekę.
Chyba nie ma sensu nic robić, poza pilnowaniem, żeby żelastwo (i ogóle ostre przedmioty) nie sterczało nigdzie, żeby nie leżały sznurki, w które mogą zaplątać nogi (i -- kolejna ciekawa kontuzja -- podciąć sobie pęcinę). Wypadki chodzą po koniach. Pewnie znasz przypadek Dzikusa, brata Duszka -- trzeba by tu chyba wyciągnąć wniosek, ze każdy koń powinien chodzić osobno na padok, z ogrodzeniem obitym materacami i wyłącznie krótko przystrzyżoną trawką na gładkim podłożu. Konie są zdolne... prawie jak dzieci ;)
Cieszę się, że leczenie u Was przynosi efekty. Dzisiaj po robocie umawiam sie z weterynarzem na pobranie zeskrobiny od młodej i zobaczymy ki grzyb nas toczy...
O myciu stajni pomyślimy na wiosnę dopiero... na razie nie ma warunków zupełnie. Przedłuża się robienie wylewek (schną wolniej niż "w planach") i konie stoją stłoczone, często zmieniają boksy... To nie są doskonałe warunki do leczenia chorób dermatologicznych :/
A właśnie, co do dezynfekcji -- planowałyście kiedyś na forum zakup tego proszku dezynfekcyjnego do podsypywania w boksach -- kupiłyście? Sprawdził się? Coraz poważniej myślę, żeby chociaż tym stajnię na zimę traktować...
Nie kupiłyśmy w końcu - byłyśmy tylko dwie chętne z Beatą, a trzeba było zakupić dużo więcej. W Warszawie nie ma miejsca, gdzie można kupić jeden worek (juz nie pamiętam, Dezosanu czy Stalosanu - jednego w ogóle nie ma, drugi jest w workach gigantach). Natomiast wiem, że Paulina gdzieś kupiła koło siebie. Może trzeba zrobić wyprawę na wschód?
Nic nie wiem o Dzikusie. Co się stało? Czy ten ten mały półarabek czy jeszcze jakiś inny brat?
No i co z tym meszem. Sama będziesz robić?
Dzikus był rok starszym bratem Duszka, chodziły na pastwisko wszystkie razem (z matką, nie wiem czy jeszcze z jakimś innym). Pewnego razu, ni z tego ni z owego, się pokopały (znały się od urodzenia). Dzikus miał 3 lata, Duszek 2. Duszek tak celnie przykopał Dzikusowi w płuco, że Dzikus padł (krwotok wewnętrzny)... Widzisz? Masz konia-mordercę ;)
Nie da się wszystkiego przewidzieć...
Mesz chcę robić sama, tylko nie wiem, gdzie kupić siemię i otręby w jakichś bardziej "końskich dawkach" -- pewnie trzeba by się gdzieś na wiochę wybrać... Jak nie znajdę do piątku, to kupię gotowy (mamy hurtownię PAVO niedaleko).
O, zaraz mordercę. Wypadek to nie morderstwo. Ale niestety w ten sam sposób poległa młodsza siostra Truskawki. Też od kopa. Nie możemy tego odżałować. Ponieważ była to pełna siostra, wszyscy cieszyliśmy się, że będziemy obserwować, jakie będą. Fajny był zestaw: jedna czarna, druga siwa.
Tez myślałam, żeby robić mesz. Ale ja raczej widziałam problem w zakupie owsa, nie siemienia. Więc tez pewnie kupię gotowy, ale chyba Havena albo Ovatora.
Aniu: nie możesz owsa po prostu pożyczyć ze stajni? Ja wychodzę z założenia, że ponieważ będę posiłek zastępować meszem, to za ten owies płacę i nic nikomu nie ubędzie...
A siostry Campiny też odżałować nie mogę -- siwa wersja mojego rudzielca :|
Słusznie, tylko ja nie wpadłam, żeby zastępować. Myślałam, żeby dawać jako dodatkowy posiłek. Zastępowanie zmienia sytuację.
Ale z zastępowaniem to widzę taki problem: trudno mi by było tak utrafić, żeby dać ten mesz wtedy, kiedy wszystkie dostają owies. A jak wszystkie owies a on wtedy nic, to będzie koński dramat.
Właśnie żeby "trafić" z posiłkiem, chciałam dojeżdżać na śniadanie... w sobotę/niedzielę nie zaszkodzi mi wstać tak, żeby dojechać na 8 (tak teraz dostają), później mogę zostać i pobawić się z rudą. Na wieczór musiałabym specjalnie przyjeżdżać, a z domu mam jednak prawie 35km w jedną stronę....
A w środku tygodnia bardziej realne jest, żebym podjechała rano, przed pracą, niż po pracy (totalnie ciemno i ciężko się przebić przez las... a po zmianie czasu to już w ogóle...)
Za to obiad i dodatkowy posiłek, ze względu na pracę, jest praktycznie nierealny :| Chyba że w weekend będzie dostawać jako osobny posiłek w obiad, a w tygodniu będę jej dowozić rano..?
Tak czy inaczej (nawet przy osobnym posiłku) myślę, że najlepiej się z owsem dogadać w stajni. Przecież dla nich to nie problem (chyba) -- ileż tego owsa zejdzie... dwa razy w tygodniu, 4 tygodnie - 8x na miesiąc, czyli dla rudej byłoby powiedzmy jakieś 6kg. Licząc nawet 750zł/tonę, to będzie niecałe 5zł. Biorąc dużego konia - można się dogadać i dopłacić te 20zł miesięcznie ;)
Kupiłam w końcu siemię i otręby ze zdrowej żywności ;) będzie na pierwszą dawkę na weekend, w sobotę pojeżdżę po targach i poszukam tańszego źródła... Chociaż, prawdę mówiąc, nie bardzo wiem dokąd uderzać ;)
Kasia, ale ja wyczytałam w Swiecie Koni, ze jesli sie podaje otreby, to nalezy robic to codziennie. Podawane jednorazowo (tez w meszu) zaburza prace jelit i powoduje roztroj ukladu pokarmowego. Nie wiem, czy dwa razy w tygodniu cos zmienia. Jest to artykul "Zywieniowe mity" z numeru wrzesniowego. Moze lepiej robic ten mesz bez otrab?
Gdzie kupowac: a nie ma u Was jakies gieldy rolno-ogrodniczej? Taka hurtowa sprzedaz, gdzie zaopatruja sie warzywniaki? Ja ostatnio wlasnie w takim miejscu kupilam ziarna nieluskanego slonecznika za cale zl 1.80 za kg. Nigdzie nie moglam tego znalezc, az ktos podrzucil pomysl tej gieldy i byl to strzal w dziesiatke.
Hej je dziewczyny
patzrzę ze sporo pytan - ja mesz dawałam gotowy - z hoevelera, teraz gotuję sama, otręby i siemię kupuję na "ryneczku" i z tym nie ma problemu.
Co do otrębow codziennie - tez daje do meszu tylko, czytalam ten artykuł, z drugiej strony boje sie otrębow codziennie:(
Aniu jak bardzo wam zalezy moge wam kupic i wysłac
sprobujcie jeszcze zadzwonic do tych dwoch hurtowni warszawskich z tego indeksu
http://www.naturan.com.pl/hurtwet.htm
Teraz pytanie z innej beczki - gdzie cała reszta blogowiczow? Kasia Promykowa, Dorota, Klara, Monika?
Wszystkich wcięło?
No właśnie, ja też się zastanawiam, gdzie reszta blogowiczek. Szkoda, że nie piszą :(
Co do otrąb codziennie -- ja też bym się obawiała :/ Szczególnie jeśli chodzi o suche. A mesz bez otrąb - to jest mesz? Przecież mesz składa się z siemienia, owsa i otrąb właśnie?.. Nigdy nie słyszałam o bezotrębowym meszu.
Hmm... szkoda, że nie mam źródła tego artykułu, można by zarzucić pytanie o to na Voltę... A może któraś z Was mogłaby mi podesłać skan/zdjęcie tego atrykułu?
Z tego co wiem, to wszyscy podający mesz dają właśnie 2 razy w tygodniu, nie wydaje mi się, żeby w pozostałe dni dodawali otręby do owsa...
U nas test meszu w niedzielę wypadł dobrze -- ruda zanurkowała z dziobem do wiaderka i wyglądała na zachwyconą (dostała podstawową wersję + marchewki i jabłka wkrojone). Wylizała wiadro jak pies ;) Jutro druga porcja na śniadanie. Na razie mam ze spożywczaka składników na 3 porcje, jak na złość nie kojarzę żadnej giełdy rolno-ogrodniczej w naszym rejonie :/
A z innej beczki: na niedzielnym spacerze siostrzyczka zaliczyła pierwszy upadek w terenie z Wiedźminem. I to nawet nie z konia, ale obok konia ;) Wszystko zaczęło się od Bryci, która szła na końcu -- coś ją wystraszyło, skoczyła do przodu i... zaliczyła glebę (nie ma jak źrebięca równowaga :P). Wiedźmin pokazał, że nie taki hucuł odważny, jak go malują, spłoszył się i wyrwał galopem. Dobrze, że ruda była z przodu, wyhamował na niej. A ona wraca do normy, znowu jest ostoją spokoju :) Robi swoje miny "nie podchodź za blisko, gówniarzu" i z dumą godną damy prowadza całe towarzystwo jako klacz czołowa ;)
Kasia, wątek o meszu i otrębach juz pojawił sie na Volcie. Skan zrobię jutro. A jeszcze fragment z "Jak osiągnąć mistrzowską formę koni": "Mesz z otrąb powoduje zakłócenia diety konia, kiedy podaje sie go nieregularnie, tzn. raz w tygodniu, a tak stosuje się tradycyjnie! Powoduje to zaburzenia mikroorganizmów w dalszych odcinkach przewodu pokarmowego i nalezy tego unikać". W innym miejscu autorzy piszą, że takie zaburzenia procesu trawienia powodują "w najlepszym wypadku marnotrawstwo paszy, a w najgorszym mogą spowodować biegunkę lub morzysko"
Prześlij komentarz