8 paź 2007

Hucuł - siła spokoju i moja gorąca walijka ;)

Jak to opinie zmieniają się w zależności od doświadczeń... byłam pewna, że mam konia bardzo zrównoważonego, odważnego, niepłochliwego, pewnego siebie, itp itd. Może dlatego, że porównywałam z arabem ;)

A teraz, po dwóch sesjach z Wiedźminem, zaliczam opad szczęki -- wczoraj stwierdziłam, że gdybym zaczęła zabawy od Wieśka, to Campiny bym się normalnie bała -- rany, toż to jest latawiec płochliwiec! Młodego nie rusza absolutnie NIC! Nowy teren -- zabieramy go do lasu, wchodzi spokojnie, Campina: głowa w górze, furczy, rozgląda się, uskakuje parokrotnie, on trochę "nakręca się od niej", ale objawia się to tym, że nie może ustać w miejscu, kiedy się zatrzymujemy. Łażę z Campi w te i z powrotem (oswajamy las... na początek pierwszy próg: wejście do lasu) - do lasu, z lasu, do lasu, z lasu, czekam na momenty wyciszenia, daję skupiające zadania (spójrz no, moja droga, na tę tu kałużę, świetnie, spróbujmy ją przejść, nie, nie taranuj mnie, dziękuję, wróć na to miejsce, spróbuj jeszcze raz, no nieźle, ale może niekoniecznie skok -- dobrze zrobiłaś, odpoczywamy chwilę, teraz spróbujmy z mniejszą presją, OK, ładnie, przeszłaś, widzisz, nic Cię nie zjadło, teraz spokojnie wychodzimy z lasu, dwa kroki, stój, dwa kroki w tył, trzy kroki, stój, stoiiimy... następne dwa kroki, dziękuję za skupienie :) wow, co za sukces, mam konia z głową nisko, który zatrzymuje się równo ze mną, cofa, rusza, i hmmm... no tylko trochę myślami jest w stronę stajni ;))

W tym czasie siostrzyczka zwątpiła w pójście na spacer i wypasała Wieśka przy drodze do stajni. Poprzednia próba spaceru (Wiedźmin + Brytania) się powiodła - Brytania jest apatyczna, anemiczna i idzie gdzie ją prowadzą, a Wiedźmin nie jest apatyczny i anemiczny, ale się nie przejmuje zbytnio nowym otoczeniem (najwyżej zatrzymanie na chwilę, rozejrzenie się, idziemy dalej).

Drugi motyw: zabawy na terenie stajni, bierzemy Campinę i Wiedźmina, idziemy na placyk. Campina rozgląda się za stadem, skupia się na krótkie chwile, ja pilnuję się, żeby nie "krzyczeć". Chwila zabaw na wolności, skupienie wraca, fajnie, bo przybiegła do mnie kłusem. Dłuuuga przerwa ze skrobaniem po szyi, ech, żeby jej się chciało to zapamiętać i powtarzać ;) Niby draw mamy super, ale to jest draw "stępowe", nie mogę jakoś władować w to większej energii...

Zabawa z Wiedźminem - na poprzedniej sesji pokazałam mu catching game, na tej -- przykleił się do Agaty i łaził za nią krok za krokiem. Nie rżał za Brytanią. Czasami okazywał lekkie zaniepokojenie, unosił głowę albo odchodził dwa kroki, ale szybko wracał i znowu był z nami. Przypominam -- nowi ludzie, nowe stado, nowa stajnia. Catching game użyłyśmy "przypominająco" może ze dwa razy, jak się ruszał przy ściąganiu gzich jajec. Friendly działa, czasami trochę go trzeba upewnić z savvy stringiem tylko. Można macać po uszach, z dotykaniem głowy jest dobrze, ale mogłoby być lepiej. Nic, tylko iść dalej.

Jestem w szoku ;)
I cieszę się, bo myślałam, że przez Campinę będę się bała wrażliwych koni ze skłonnością do RB, ale widzę, że ona jest wrażliwa, a jakoś sobie z tym radzimy :)

No i jeszcze: ile razy pobawię się z jakimś innym koniem, a potem wrócę do mojej Rudej z Gwiazdką, nie mogę się nazachwycać, jaka ona lekka...


Na koniec pytanko zupełnie neutralne naturalsowo - macie jakiś pomysł jak usunąć żywicę z sierści? Campi ma cały pysk w kropkach, na grzbiecie też trochę tego jest, sczesywać się niespecjalnie daje... :/ Ot taki "ficzer" chodzenia po młodniaku sosnowo-brzózkowym ;)

5 komentarzy:

Paulina i Holda pisze...

Ehh tak to wlasnie jest ze sie pogląd zmienia na tego pierwszego konia jak się zacznie z innym pracowac;]
Na zywicę polecam terpentynę;]

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

No bo on hucuł! Czytałam o jakimś rajdzie na hucułach w Bieszczadach: jechali i wylazł niedźwiedź. A hucuły nic. Ale z drugiej strony poznałam je jako zwierzęta o bardzo zdecydowanym charakterze. Kiedyś w Puszczy Kampinoskiej była stajnia z hucułami i trochę tam rodzinnie jeździliśmy (mój mąz prawie mógł odpychać się nogami od ziemi, wyglądał przekomicznie; Jasiek zaliczył pierwszą swoją glebę na hucule). Bardzo wygodnie było na nich pod warunkiem, że chciały iść. Kiedyś nawet prowadząca nie dała rady pokonać "siły spokoju". W pewnym momencie stanął i odmówił dalszej wyprawy.

dea i Campina pisze...

Zmienia się... diametralnie :) domyślam się, że doceniłaś spokój i zrównoważenie Holdy?.. ;)
Terpentynę się bierze z apteki..? nigdy tego w łapach nie miałam, kojarzy mi się z przeziębieniami i książeczkami dla dzieci...

A hucuł.. jak to hucuł, jak już pisałam, własne zdanie już zaczyna mieć, ale współpracuje na razie chętnie.
"Moją" hucułkę z rajdu w Bieszczadach wspominam baaardzo pozytywnie. Jeśli on będzie choć w połowie taki jak ona, to będzie doskonałym koniem :) ewentualnie może nie być srokaty ;)
Miło było ostatnio zobaczyć jej zdjęcie na Volcie i widzieć, że dobrze się miewa... a nawet ma źrebola :) I ha, poznałam ją :>

Pamiętam, jak owa kobyłka zatrzymała się raz i nie chciała ruszyć -- pamiętam ten moment bardzo dokładnie... niestety PNHowa to wtedy nie byłam. Trzeba było zrobić wdech, wydech i poczekać (koń mi to zresztą dosadnie i spokojnie powiedział). No ale nawyki szkółkowe :-S -- wzięłam gałązkę wierzbową i usiłowałam ją nieudolnie klepnąć :P Oczywiście po huculsku modelowo mnie olała. Popatrzyła, na co miała popatrzeć, pomyślała, i ruszyła. I znowu była super posłuszna. Gałązkę zachowałam. Zostawiłam trochę liści na końcu, świetnie się nadawała do odganiania much od jej oczu. Niezwykły zwierzak, naprawdę... i do tego przywitała mnie rżeniem, czekając uwiązana na czyszczenie -- myslałam, że chodzi o wodę, ale nie chciała pić, trawę miała pod nogami, do tej pory nie wiem, czy z kimś mnie pomyliła?... ;) ale to bardzo miłe było...

A przywiązałam ją, bo poprzedniego dnia skopała konia i przy okazji koleżankę (wcześniej czyściłam bydlę "bez smyczy", na tę chwilę akurat poszłam po szczotki) -- Jak na szefową przystało, próbowała przesunąć tamtego, a koleżanka go uwiązała, żeby wygodniej było... nie mógł sie odsunąć, wiec zastosowała fazy i hmmm... czwartą do skutku (którego nie było, ludzie musieli wkroczyć), takiego walenia z zadu serią nie widziałam nigdy ani wcześniej ani później...

Przepraszałam kopytną strasznie za to wiązanie... ale sprawiała wrażenie, że rozumie i nie protestowała wcale... Może czuła, że ja rozumiem też, skąd się wzięła ta kopanina i jej nie obwiniam (a większość ludzi mówiła o niej już do końca rajdu - to ta głupia, co kopie...)

to mi się zebrało na wspominki ;)

Paulina i Holda pisze...

Terpentyna do kupienia w kzdej aptece, ja tym rudej usuwałam zywice kiedy to akurat tuz przed zawodami doprwoadziła sie do suuuuper stanu;]
Tak, Holdę. Za to ze w porownaniu z Drebem była bardzo dobrze wychowana, za opanowanie jej i spokoj.

Anonimowy pisze...

Pozwoliłam sobie wejść na wasz blog wcześniej przeglądając blog savvy , szukałam info o PNH. To nie reklama a zaproszenie na nowe końskie Forum które zostało stworzone z myślą o ludziach mających pojęcie o koniach a które to wyróżnia się atmosferą i załogą mam nadzieje zgraną. Dlatego wszystkich serdecznie zapraszam

www.parkur.p2a.pl