Druga przeprowadzka stała się faktem -- konie od niedzieli są w nowej stajni. Dzisiaj pierwszy dzień wyszły ze swoim nowym, licznym i mocno różnorodnym stadem (oprócz naszych jest... 16 chyba koni, a nie mam kłopotów z rozpoznawaniem ich!). Łączenie ze stadem na razie przebiegło bez kłopotów, sąsiadowały od niedzieli przez płot z rezydentami, były wypuszczane z podgrupkami. Jednak przestrzeń robi swoje, miały gdzie zwiać na początku, jak je stado pogoniło trochę. Jedyny koń, który wyglądał, jakby mógł robić kłopoty, wyjechał na dwa tygodnie. Po powrocie będzie pewnie musiał zadbać o swoją pozycję w ogóle, więc może nie skupi się tak bardzo na naszych.
Dwie panny z miejsca zakochały się w Bilonie, chłopu oczy wyszły z orbit, tak go adorowały. Przestał świat dokoła zauważać. Musiałam go konkretnie strącić na ziemię, żeby zauważył, że mam dla niego witaminy -- a zwykle wystarczy spojrzenie na zad, o ile sam nie przychodzi :D
Ruda tak nie bardzo wie, jak znaleźć się w tej sytuacji. Na razie ucieka z potwornym kwikiem, kiedy ktorykolwiek koń zwróci na nią uwagę, raczej tupie za Bilonem niż narzuca się innym kopytnym, uważnie obserwuje okolicę. No i jeśli ludzie pojawiają się na padoku, to natychmiast do nich drepcze (bo Bilon przestał się nią zajmować... :P).
Mamy więc wreszcie duże pastwisko dostępne cały dzień, ze stadem, wiaty jako schronienie i miejsce zadawania paszy. Błota brak. Drzewka dające cień tu i ówdzie. Konie mogą chodzić bez kantarów, więc żegnajcie, obtarcia. Jest też po prostu miło i ładnie -- aż chce się tam siedzieć :] Cały dzień mija w moment...
Bardzo pozytywne jest to, że stajnia i ,,jej ludzie'' naturalsom (i, przede wszystkim, ich koniom) przyjazna :] No, jeśli teraz nie znalazłyśmy domu, to już nie wiem jak szukać ;)
Jeszcze dwa słowa o postępach parellitycznych: doceniam skupienie małej. Mimo nowego otoczenia i towarzystwa, które wyraźnie ją interesuje, bardzo ładnie odpowiadała na wolności. Dużo od niej nie wymagałam, ale kawałek prowadzenia z 3. strefy w zmiennym tempie, z zatrzymaniami, cofnięciami, tu jakieś kółko circling, tam odangażowanie -- wszystko działa, koń jest lekki, chętny... nic tylko iść dalej, podstawę mamy solidną :]
...a siodła nadal nie mam. Jutro ostatni dzień urlopu... trudno się mówi, będzie trzeba znaleźć czas popołudniami :)
3 komentarze:
Wrzuć jakieś zdjęcia!
Jutro zrobię fotki, do tej pory jakoś głowy do tego nie miałam :]
A siodło dzisiaj przyszło! Będę mieć przymierzanie na urodziny :D
No to czekam niecierpliwie na relacje pt "na Campinie". Działajcie, dziewczyny, bo skoro wymysliłaś rajd naturalsów, to czas przygotowywać rumaka.
Prześlij komentarz