2 lip 2007

W poszukiwaniu stajni idealnej...

...błoto w nowej stajni jest niestety nie do wytrzymania. Po każdym deszczu robi się prawdziwy horror, a konie brodzą. Wszystko wskazuje na to, że trzeba będzie się dalej bawić w Nomadów -- bo jeżeli tak tam wygląda latem, to wiosny/jesieni wolę sobie nie wyobrażać...
Padoczek, na który konie teraz chodzą (raczej symboliczny) jest już doszczętnie wydeptany, nie ma na nim źdźbełka trawy. Żaby można by tam trzymać (na środku jest urocza bagnista kałuża).

A jak wyglada mój koń?
Brudny jak nieszczęście. Grzywa w błotnistych strąkach, błoto na grzbiecie, brzuchu, zadzie, o nogach nie wspomnę. A przecież nie będę codziennie kąpać... Na grzbiecie, mimo wyszczotkowywania błota regularnie, zaczyna jej wyłazić sierść kępkami. Może to coś podobnego do grudy na nogach, tylko że na grzbiecie... no gruda na grzbiecie? lekka przesada, hmmm..? Na dodatek jest POTWORNIE wygłodzona na trawę. Nie oszukuję się, że ona ma do mnie galopujący szacunek, ale jednak podstawowy sygnał do niejedzenia/jedzenia mamy ustalony, do tej pory (poza samymi początkami) nie pamiętam, żeby próbowała sięgać po trawę w kłusie...

No i nie da się sensownie bawić. Od przeprowadzki właściwie nie robimy programu, poza codzienną obsługą. Wszystkie place są nieprawdopodobnie błotniste, nie nadają się do użytku. No i nie ma zabawek, które zgromadziłyśmy w pierwszej stajni. Brakuje mi ich...

Podsumowując... następna stajnia już na oku. Wygląda... lepiej. Nie ma błota. Konie na dworze. Płot mi się nie podoba. Na razie nie ma bieżącej wody ani prądu. Ale ludzie życzliwi -- i tak wygląda lepiej :P Czyli następna przeprowadzka w kolejce...

10 komentarzy:

Paulina i Holda pisze...

Cięzkie jest życie nomada, ja tak przeprowadzałam się i 7 stajnia to ta moja własna dopiero.
Nie czarujmy się, niestety nie ma pensjonatow idealnych:(
Ale zawsze trzeba szukac dalej o ile mamy wątpliwości ze koniowi nie jest dobrze...
Bo ludz zawsze ma wybór, kon jest zdany na naszą decyzję.

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Ładnie to Paulina powiedziała, że my mamy wybór, a koń jest zdany na naszą decyzję. Dodam tylko, że to my odebraliśmy koniowi możliwość wyboru, dlatego tym większa jest nasza odpowiedzialność, żeby mu zapewnić przynajmniej namiastkę tego, do czego został stworzony. Na mojej liśćie wymagań stajennych czołowe miejsce zajmuje założenie: jeśli mam wybierać pomiędzy zielonym pastwiskiem a kryta halą, wybieram tę z pastwiskiem, bo hala dla mnie, a pastwisko dla konia.

Masz rację Kasiu, że jeśli teraz takie błoto, to na jesieni i na wiosnę w ogóle nie da sie tam przejść i pewnie przestaną konie wypuszczać. Powodzenia w poszukiwaniach.

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Jeszcze raz się wczytałam. Jakoś nie wyobrażam sobie stajni bez prądu. Teraz dzień długi to jeszcze da sie, ale już niedługo "ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie". Latarka wystarczy?

dea i Campina pisze...

Moja przeprowadzka to będzie dopiero druga, nie licząc przywiezienia Campi do pierwszej stajni. Ciekawe, czy czeka nas aż tyle... :|
Z odpowiedzialności za dobrostan konia doskonale zdaję sobie sprawę, i właśnie to jest motorem działań przeprowadzkowych. PRzez myśl by mi nie przeszło, żeby poświęcić warunki, w jakich mieszka Campi, dla np. mojej wygody dojazdu...

...taaak... kryta hala? a co to jeest?.. :)

Ja wymagam TYLKO (aż?):
- pastwiska z trawą i stadem, na całe dnie, pomijając ekstremalne warunki
- ...z bezpiecznym ogrodzeniem (siatka o gigantycznych oczkach nie jest takowym dla mnie :/)
- ...oraz o rozsądnej jakości gruntu (w ramach nowych doświadczeń)
- dostępu do świeżej wody i dobrej jakości jedzenia (prostego, owies i siano, plus trawa w sezonie pastwiskowym, chociaż tyle, żeby mi koń nie dziczał tak jak teraz :|)
- czystości w boksach (stajnia głęboka nie jest opcją -- i już)

Z dziwactw i luksusów marzy mi się utwardzona myjka, na której nie robi się bagno natychmiast jak tylko włączy się wodę (ale na to w "nowej" stajni pewnie poczekaaaamy... o ile w ogóle będzie :|)

Dlaczego tak trudno znaleźć to i wyłącznie to?? Ja już nie mówię zupełnie o warunkach socjalnych... Zapomniałam o krytej hali... wygodnym miejscu na sprzęt... Zapomniałam już nawet o limicie na długość dojazdu -- w tej chwili mam do stajni 50km, a będzie jeszcze dalej.

A co do obecnej stajni, trzeba przyznać, że się starają -- nie mam obsłudze zbyt wiele do zarzucenia. Podobno na wiosnę, mimo że było koszmarnie (wg opowiadań pierwszej pensjonariuszki) konie wychodziły na padok. Ale dobrą wolą błota nie wysuszysz. Ta stajnia jest za nisko w stosunku do rzeki.

Co do braku prądu i wody... W tej stajni doceniłam automatyczne poidła, bo w poprzedniej konie miałyśmy wysuszone na wiór (robiły sypkie kupska zamiast bobów :/). Ruda bardzo szybko nauczyła się korzystać z poidła, nie rzuca się, popija powoli i porcjami. Poideł będzie mi brakować, więc mam nadzieję, że szybko się tam pojawią... i do tego też (hydrofor raczej będzie na prąd) będzie prąd potrzebny. Do tego i do pastuchów (w tej chwili z baterii jadą). Oświetlenie boksów może być, ale nie musi, o oświetleniu padoków również ani mi się śni -- to są luksusy nie na nasze warunki ;)

Paulina i Holda pisze...

Aniu nie strasz z tym pradem;]
Ja nie mam, miec nie bede a z luksusów moze się uda swiatło z akumulatora choc do jesieni zrobić...

Anonimowy pisze...

ja mam malutka prywatna stajenkę, dwa konie... i całkowity brak pradu od samego początku, czyli prawie 4 lat ;) no dobra, nie licząc latarni stojącej kilkadziesiąt metrów od stajni, z której jakies tam przebłyski padają na podwórko przed stajnia...
Da się przeżyć ;) chociaż pewnie byłoby milej ze swiatłem.... I duchy wtedy nie straszą...
W każdym razie nie martw się, Paulina ;) Jak inni daja rade, to ty też dasz ;>

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Ja nie straszę, tylko na mojej liście wymagań prąd nigdy się nie znalazł, bo w ogóle nie przyszło mi do głowy, że go być nie może. W jednej ze zwiedzanych stajni ujeżdżalnia była nieoświetlona, ale właściciele powiedzieli, że jeśli do nich przyjdę, to doprowadzą prąd. W moim wypadku takie oświetlenie to nie luksus, lecz konieczność. Pracuję do 17 i w sezonie jesień/zima jest ciemno, jak wychodzę z pracy.

Z brakiem prądu w stajni to miałam takie zdarzenie. Kiedyś poźnym wieczorewm siedziałam sobie w boksie u Truskawki. Nagle ktoś zgasił światło i wyszedł, zanim zdązyłam kwiknąć. Zrobiło się tak potwornie ciemno, że nie widziałam kompletnie nic. Jakoś macając po ścianach dotarłam do drzwi boksu, nie wiem jak je otworzyłam i zamknęłam, a gdy byłam już w korytarzu uświadomiłam sobie, że tam luzem chodzi kobyła. Oczywiście nie było szans, żeby ją dojrzeć i gdy tak posuwałam się wolniutko przytulona do ścian, w myślach widziałam, jak znajduję się nagle za jej zadkiem a ona, też zaskoczona moja obecnością, obdarza mnie pięknym kopem. Jak wydostałam się na zewnątrz, byłam cała mokra ze strachu. Może dlatego wersja stajni bez prądu nie wydaje mi się zbyt pociągajaca, chociaż oczywiście kobyły luzem chodzące korytarzem stajennym nie są zjawiskiem nagminnym.

A ja znalazłam stajnię, która wyglądała na idealną, tylko odstraszyła mnie odległość - też było oki. 50 km. Stajnie czyściutka, szeroki korytarz, myjka, nawet solarium (czy jak ten bajer się nazywa), konie cały dzień na dworze, pastwiska dostosowane do lata i zimy - tzn. z wodą do picia i zacienieniem na lato i stanowiskami na paszę w zimę, żeby nie musiały wracać do boksów na jedzonko. I nawet kryta ujeżdżalnia. I o rzut beretem od stajni tereny leśne. I cena jak na okolice Warszawy całkiem rozsądna. Może kiedys tam zawitam.

Anonimowy pisze...

Aniu a gdzie ta stajnia? Rzęszyce?

dea i Campina pisze...

Aniu:
A przy tej kobyle nie wystarczyło po prostu pogadać, albo zachowywać się w miarę głośno (nie skradać się)? Ogólnie koń kopie zaskoczony, gdybyś zachowywała się "otwarcie" to miałby szansę odwrócić się przodem, gdyby miał ochotę. No, chyba że to jakiś zwyrol znany z kopania z byle powodu ;)

Co do stajni idealnych:
Tak, widziałam taką jedną, jest tuż obok naszego błotnego królestwa. Ładna, widna stajnia, nowy budynek, szeroki korytarz, duże, czyste boksy, ogromne pastwiska, konie faktycznie wychodzą, siodlarnia, pokój "socjalny" z łazienką, utwardzona myjka, ogrodzona ujeżdżalnia -- generalnie miód i same plusy :)

Ta znajoma, do której się chcemy przenieść, trzymała tam przez ponad rok konie (a może dwa lata?). W każdym razie w ciagu ostatniego roku udało się zaźrebić przypadkowo dwie kobyły (właściciel nie dał sobie wytłumaczyć, że nie należy puszczać klaczy razem z ogierkami), gruda u kilku i kontuzje nóg u dwóch koni (bardzo strome zbocze na pastwisku, przepędzanie tabunu "na dziko" na wybieg).
Stajnia ta jest prowadzona przez rolnika, który się dorobił. Z zewnątrz wygląda naprawdę super, ale ja bym tam konia nie postawiła. Wybrałam świadomie "błotniak".

Tak więc może jeszcze jeden warunek:
- kopytnymi musi zajmować się koniarz, osoba odpowiedzialna, znająca specyfikę i wrażliwe strony tego zwierzaka, oraz zawiadamiająca właściciela, jeśli cokolwiek się z koniem dzieje... nie ma jak przyjechać i:
* zobaczyć, że koń kuleje a nogę ma ostro spuchniętą, nikt nic nie zauważył
* dowiedzieć się, że był stan kolkowaty i został wezwany wet. jakiśtam i cośtam dał i tylko mieć rachunek do zapłacenia (nie mój przypadek ale ...)
*któregoś pięknego dnia stwierdzić, że kobyła jest źrebna po cholerawieczym
* ....

Kompetentna obsługa jest bardzo ważna...

dea i Campina pisze...

...a dzisiaj znowu pada... :(