28 cze 2007

Waga uprzejmości oraz pierwsze skoki

Przedwczoraj byłam z kolegą w stajni. Kolega początkujący, niewiele miał do czynienia z końmi. Konia nigdy sam nie czyścił, więc postanowiłam mu pokazać a przy tym zrobić mały wykład na temat podstaw obchodzenia się z koniem, czyli jak być asertywnym. Nie agresywnym a asertywnym. Bez krzyków, ryków, walenia po łopatce na każdą niesubordynację konia. Klacz, którą czyściliśmy "straszy" zębami przy czyszczeniu. Kiedyś na niej jeździłam, a więc najpierw czyściłam, ale wtedy byłam zupełnie zielona i mnie oczywiście też straszyła. Po tych paru ładnych miesiącach przerwy weszłam do niej z zupełnie innym podejściem. A więc grzeczne przywitanie się, pogłaskanie, pokazanie szczotek zanim zaczęłam czyścić. Uprzejme odsunięcie pyska gdy zbytnio się zbliżył. Klacz o dziwo nie straszyła!! Za to często przeżuwała - widać było, że jest lekko zdziwiona, że człowiek tak miło się z nią obchodzi. Udało mi się jej nawet włożyć wędzidło do pyska, co kiedyś graniczyło z cudem. Kurcze jak wiele ludzie tracą przez to swoje "klasyczne", podejście, że koń to musi się "trochę człowieka bać", walnij go jak nie chce się przesunąć, krzyknij itp.

Potem zajęłam się Diakonem, padało więc w boksie. Konsekwentnie nie pozwalam mu jeść, kiedy go czyszczę, siodłam, zakładam ochraniacze i ogłowie. Młody jeszcze trochę kombinuje, ale szybko załapuje, że ja nie żartuję i staje ze spuszczoną głową. Ustępuje od najmniejszego nacisku, przestawiam go po całym boksie, zgodnie z zasadą kto kogo rusza a on już prawie wcale się nie buntuje. Mamy kilka umówionych sygnałów, np aby wyczyścić nóżki pokazuję palcem gdzie ma zrobić 2 kroki i koń jak zaczarowany idzie tam.

Osiodłałam, założyłam ogłowie, ale padało, więc sobie tak pobyliśmy razem z głaskaniem i nic-nie-chceniem. Na dobre nam ten deszcz wyszedł, bo po pół godziny stania w boksie w całym uzbrojeniu rozsiodłałam i zdjęłam ogłowie. Dałam mu do myślenia, że nie zawsze założenie tego wszystkiego oznacza pracę, że czasem nic od niego już więcej nie chcę:)

A wczoraj skakaliśmy małą kopertkę, tak naprawdę to pierwszy raz. Zupełnie nie po parellowsku:P Ale Diakon miał z tego radochę! Zagalopowanie przed przeszkodą na samo słowo galop, najazd idealnie na środek. Skakał właściwie sam, bez mojej ingerencji, a ile było po tym radosnego parskania!

Brak komentarzy: