______
Rozwijam temat Małgosi, ale niestety moja wersja nie jest taka miękka.
Rozpoczęliśmy z Duszkiem wyjazdy w teren i chłopak zachowywał się super dzielnie. Owszem, były momenty, ze zatrzymywał się i patrzył, a potem albo ruszał do przodu, albo zawracał. Wtedy robiliśmy kilka kroków w kierunku wybranym przez niego, a potem wracaliśmy do pierwotnego kierunku. Byłam bardzo skupiona, pamiętałam, że rozszerzamy jego CZ i że muszę dać mu czas, żeby mógł pokonywać kolejne progi. Bardzo byłam z niego dumna, że tak dzielnie sobie radzi. Praktycznie nie było problemu z oddalaniem się od stajni, mimo że jeździliśmy sami, bez innych koni.
A potem ogarnęło mnie kompletne zaćmienie umysłowe. Jeździliśmy na ujeżdżalni i złudne bezpieczeństwo tego miejsca uśpiło moja czujność. Był tam jeden punkt, gdzie Duszek się czegoś bał. Raz ominęliśmy to miejsce, potem objechaliśmy z przeciwnej strony i ja głupol uznałam, że to już wystarczy. Przy kolejnym kółku zaczęłam go pchać, żeby tamtędy przeszedł. Niestety, jak się okazało, nie wystarczyło, Duszek rzucił się w bok, ja zostałam w miejscu i wylądowałam na nadgarstku. Efekt: złamanie kości promieniowej z przemieszczeniem; najpierw jeden doktor wsadził w gips, ale źle nastawił; drugi doktor zadecydował, ze trzeba poprawić to operacyjnie.
Jestem już po operacji, mam druty wystające z górnej części dłoni oraz nauczkę
- DON’T PUSH
- Nigdy nie ignoruj tego, co koń mówi
- Nie ma takiego miejsca, gdzie powyższe zasady przestają obowiązywać.
Bolesna nauczka, ale przynajmniej wiem, ze będę ją pamiętać. A zdarzyło to się w piątek, 13 ....
2 komentarze:
Aniu szczerze wspołczuje tego co sie stało, szybkowracaj do zdrowia i formy.
Szkoda ze człowiek musi sie na własnych błędach uczyć:(
Niestety ...
A w dodatku nie mam pojęcia, po jaką (za przeproszeniem) cholerę wymyśliłam sobie, że mam go tam pchać.
Strasznie mi się czas dłuży - jeszcze 4 tygodnie! Pan doktor mocno odporny na moje sugestie, żeby tak wcześniej.
Prześlij komentarz