27 cze 2007

Remanet - różne luźne myśli

______
Wielokrotnie czytałam, jak to niektóre rzeczy same się naprawiają. U nas też coś się samo naprawiło. Po przyjeździe z Orki Duszek przestawał dawać tylne nogi (mimo że tam nie było z tym żadnych problemów). Czego ja nie próbowałam: reką, sznurkiem, jeż samodzileny, jeż wspomagany drivingiem.. Release na najmniejszą jego próbę nie wchodził w rachubę, bo tej próby w ogóle nie było (a przynajmniej ja jej nie widziałam). W końcu odpuściłam, bo nie miałam pomysłu, co jeszcze mogłabym zrobić. Po jakimś czasie spróbowałam, a on po prostu podał nogę. Nie wiem, co się stało, że się zmieniło, po prostu naprawiło się samo.

Wydaje mi sie, że zrobiłam kilka drobnych kroczków na drodze do uzyskania niezależnego dosiadu. Po czym to poznaję? Z lenistwa jeżdżę bez czapsów i nie przeszkadza mi to (a bywało tak, że po jeździe bez czapsów miałam całą wewnętrzną stronę nóg w siniakach). Znaczy, nie ściskam go mocno łydkami.

Gryzie mnie, że jestem mało kreatywna w zabawach. Nie chcę, żeby się ze mną nudził, a obawiam się, że jednak nie potrafię być dla niego wystarczająco rozrywkowa. Ale nie zapominam o undemanding time, zabieram go na spacery z ziemi, moseying jest naszym standardem poruszania się. Może w ten sposób połatam trochę dziury w byciu atrakcyjnym partnerem swego konia.

Ze zdumieniem stwierdziłam, że nie jestem aż takim cykorem, za jakiego się uważałam. Czytam, że tyle osób zaczynających PNH boi się przejścia z wędzidła na halterek. Ja tego nie bałam się ani przez sekundę. Przyjęłam do wiadomości, że tak bezpieczniej i nawet w myślach tego nie kwestionowałam. Owszem, bałam się wsiąść na Duszka, bałam sie zakłusować, ale było to spowodowne tym, że go nie znałam, nie wiedziałam, czego mogę sie po nim spodziewać. Brak wędzidła nie powodowal u mnie jakichkolwiek reakcji, był aksjomatem, a aksjomatów się nie podważa.

A Duszek?
coraz częściej rży na mój widok,
coraz częściej jest piłką a nie krzesłem,
coraz lepiej mu wychodzi follow the rail, chociaż nadal ma punkty zwrotne,
dziś podszedł do mnie na pastwisku, oderwał się od trawy i podszedł (co prawda nie na całą odległość pastwiska, ale jednak podszedł).

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

To ja się tak spytam.... ;> O co dokładnie chodzi z tym moseying?? Wiem, że ma to cos wspólnego z łażeniem, ale nie rozumiem za bardzo całej idei tego czegoś... A lekki nacisk kładą na to w L2 i chciałabym się dowiedzieć, o co w tym naprawdę chodzi ;)

Paulina i Holda pisze...

Ja na razie zrozumialam ze to zadanie "od kępki trawy do kolejnej"
Czyli pasiemy sie ale ja wybieram kolejną kępkę do ktorej podązamy.
Mi się kojarzy z poruszanym kiedys na forum undemanding time na linie

ale moze cos kręcę
w sumie ja dopiero zaczelam oglądac

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Nie zauważyłam, że pojawiło się pytanie.

Chodzi o to, że jak prowadzisz konia z punktu A do B, to nie idziesz po lini A-B tylko np A-D-Z-K-H-O-B. Po drodze robisz przystanki, pozwalasz mu poskubać trawę, jeśli chce to pogapić się i powąchać to i owo. Koń wtedy wie, że jak człowiek go zabiera, to nie znaczy, że popędzicie gdzieś, gdzie będzie na niego czekała praca, ale że człowiek zna fajne miejsca i warto z nim iść. Czyli nie prujecie, a zygzakujecie (ale mi się zrymowało). Poza tym po linii prostej chodzą drapieżniki, konie tak się nie przemieszczają (chyba że uciekają).

Opisane i wyjaśnione jest w L1.

Anonimowy pisze...

to juz chyba rozumiem ;) Jeśli było w L1, to na pewno nie pod nazwą "moseying" ;)
A ja z moją genialną angielszczyzną po prostu nie potrafiłam tego sobie wytłumaczyć tak, jak powinnam ;)
Dziekuję za pomoc ;>

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Było pod taką nazwą (sama bym tego nie wymyśliła!). Nawet SB żartowała, że nie wie, jak to słowo się pisze. Może Ci umknęło, bo nie wszystko od razu się wychwytuje (dlatego ja oglądam wielokrotnie i za każdym razem odkrywam coś nowego). Niestety, nie pamiętam, na której płycie.