Duża zmiana. Emiter dziś pierwszy raz w swoim życiu przyszedł na moje wołanie. Wiem, że rozumiał już wcześniej, o co chodzi, ale pierwszy raz po prostu zdecydował, że przyjdzie.
Znów byliśmy dziś razem w terenie. Śmiesznie, bo zapomniałam kasku, więc cały teren przeszłam na nogach, a Emiter w charakterze osiołka szedł sobie za mną na luźnej linie. Nawet kłusowaliśmy, ja nieco zdyszana, Emiter z miną: „Ludzie.... nigdy ich nie zrozumiem.” Tradycyjni postukaliby się w czoło – biegnie człowiek, koń za nim, po chwili zatrzymują się i koń dostaje marchewkę za płynne zatrzymanie. Obłęd.
Mam wrażenie, że tymi samotnymi wycieczkami w teren autentycznie robię coś DLA konia, a nie koniowi. Co więcej, widzę, że to coś niesamowicie wpływa na naszą relację. Coś BARDZO się zmienia. Nie wiem do końca dlaczego. Oddzielanie od stada? Wspólne przeżywanie czegoś, co jest wymagające emocjonalnie dla nas obojga? On naprawdę zmienia się w oczach. I ma to wpływ na jazdy po pastwisku. Nie widzę sprzeciwów. Jest dużo zgody i posłuszeństwa, choć jest też dialog, ale bez nieufności i agresji.Na koniec akcent humorystyczny: kto do kogo mówił ostatnio „No misiu, proszę Cię, nie obrażaj się!” ............. Rzeczywiście miałam wrażenie, że się obraził! Ja mu marchewkę, a on odwraca głowę ode mnie, patrzy na mnie bokiem od niechcenia i odwraca głowę jeszcze bardziej. Normalnie wepchnęłam mu tą marchewkę do pyszczora! Obłęd.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz