Gorąco upiornie, więc na randki z Czarnym umawiam się bladym świtem. Dziś zwłóczyłam do 6.00 i już było za ciepło... Niezmordowanie terenujemy samotnie. Wyprowadzam w ręku do lasu obserwując za każdym razem coraz lepszą kondycję emocjonalną, wsiadam i jedziemy :) Dziś pierwszy raz włączyłam dłuższe kłusy, do tej pory były krótkie odcinki kłusa z notorycznym sprawdzaniem, czy na pewno w każdej chwili moje hamulce działają. Zakodowały mi się w głowie te dwa czy trzy poniesienia, które mnie spotkały jeszcze wczesną wiosną... Dziś pozwoliłam Czarnemu lecieć dość długo, stwierdzając z pewnym zdumieniem, że nie ma inklinacji do galopu, choć zasuwa kłusem dorożkarskim: wysokim, szybkim, lotnym. Na tyle, kurka wodna, wysokim i szybkim, że nie umiem tego anglezować :( Nie odnajduję się w Cheyenne w takim szybkim kłusie, więc na razie ten kłus oblatuję półsiadem z trudem łapiąc jaką taką równowagę... Nie mam na czym oprzeć kolan... Ale jednocześnie eksperymentuję, próbuję, ćwiczę, może za tydzień będzie już lepiej.
Swoją drogą, do tej pory nigdy nie regulowałam tempa w ramach danego chodu. Kłus to kłus, od ekonomicznego powłóczenia kopytami do unoszenia się nad ziemią z ponaddźwiękową. Spróbuję nieco poeksperymentować z energią, a może z takimi półparadami z podniesioną wodzą odpuszczanymi na zwolnienie, a nie na kompletne przejście do stępa. Bo chyba zmiany tempa i prędkości to jeszcze nie L2... Na razie zsiadam po ładnych, spokojnych odcinach kłusa, w nagrodę. Dziś też jeździłam po piaskowej drodzę w tę i z powrotem z nadzieją, że bardziej z nią oswojony i przekonany, że wcale nie idzie tam, gdzie sądzi, że idzie, zacznie poruszać się nieco mniej spiesznie. Troszkę może rzeczywiście zwolnił. Ale nie jest to ten kłus z opuszczoną głową, którego w zasadzie bym poszukiwała. Intuicja mi mówi, że nie ma się co na tym za bardzo koncentrować. Za kilka dni i tygodni będę lepiej trzymać się w Cheyenne, on będzie bardziej oswojony z samą ideą samotnych spacerów, moja i jego sprawność fizyczna i emocjonalna naturalnie wzrośnie i zupełnie naturalnie wiele rzeczy ulegnie poprawie.
Nie zmienia to faktu, że Czarny z dnia na dzień, z jazdy na jazdę robi sie coraz bardziej cudownym koniem samotno-terenowym. Byle starczyło mi energii do tego porannego wstawania...
3 komentarze:
Tempa w ramach chodu to L3:) ale za to jakie przydane i satysfakcjonujace
No tak, tempa wewnątrz chodów, to L3 ALE znalezienie stabilnego tempa dla każdego chodu - ani wlokącego, ani spieszonego, ani nerwowego, ani olewczego to jedno z zadań Programów Impulsu. Czyli samo jądro L2 :-)
Dorota:
A może spróbuj przejść do stępa, ilekroć koń za szybko kłusuje? Nie bój się nawet prosić o stęp po dwóch-trzech krokach kłusa. Jak zrobisz na jeździe 100 przejść kłus-stęp, to z pewnością koń się lepiej zrównoważy i stwierdzi, że nie ma się dokąd spieszyć...
Prześlij komentarz