Na początku chciałam się przywitać i podziękować za zaproszenie do pisania wspólnego bloga. Jesteśmy bardzo początkujące, więc „cuda i objawienia wszelkie” które z Czenną odkrywamy, już pewnie dla większości z czytających są chlebem zupełnie powszednim. Czenna uczy mnie cierpliwie. No właśnie: Czenna! Szefowa stada, koń dominujący resztę towarzystwa, po rekreacji skrajna minimalistka wychodząca z założenia, że nie ma co się wychylać, bo człowiek w ostatecznym rozliczeniu i tak zawsze da po uszach. Próbowała już w życiu chyba wszystkiego z chodzeniem w bryczce włącznie, w ostatniej stajni robiła za maskotkę, gdyż pewnego pięknego dnia, doszła do wniosku, że nie ma ochoty dłużej „robić za środek transportu” i w większości przypadków (chyba tylko z wyjątkiem trenera i mojego Wojtka) odmawiała współpracy zainteresowanym delikwentom. Względnie spokojnie czekała przy czyszczeniu, pozwoliła założyć sobie siodło, wyprowadzić na plac, wsiąść… i na tym zabawa się kończyła. Od momentu usadowienia czterech liter zainteresowanego w siodle, kopyta Czenny miały cudowną właściwość idealnego wręcz spajania się z podłożem… i kobyła nie robiła ani kroku. Jeśli zdarzenie miało miejsce tam, gdzie dodatkowo rosła trawa - głowa robiła się dziwnie ciężka i opadała w kierunku posiłku. A człowiek szarpał i kopał i cuda wyczyniał…a ona konsekwentnie na przeczekanie. Przeczekiwała tak spokojnie, człowiek zsiadał, tracił nadzieję. Zaraz po utracie ludzkiej nadziei, końskie kopyta traciły cudowną właściwość i Czenna bez oporu pozwalała odprowadzić się do boksu gdzie z powodzeniem kontynuowała przerwane jej przez człowieka poskubywanie siana.
A teraz? A teraz co dzień jest inaczej. Czenna z miną dosyć jednoznaczną oświadcza mi spokojnie: ”Pewnie! Już! Żebym czasem nie zrobiła tego o co mnie prosisz!” , za to następnym razem przychodzi, mizia po rękawie potem wkłada głowę w kantar i patrzy” No choooooodź, no chodź już! Bawić się miałyśmy!” I tak sobie wędrujemy powolutku przez L1. Dobrze jestem zaznajomiona z nastrojami wszelkimi od skrajnej euforii:„Jest wspaniale! Jak nam wszystko super idzie! Koń mnie kocha! Ja o kocham! Żyć, nie umierać!” po kompletną depresję: „Tragedia. Nic z tego nie będzie. Koń mnie olewa, ja go nie rozumiem, nie wiem jak przekazać, dramat. Może lepiej zacznę coś kolekcjonować? Bo ja wiem? Znaczki? Może słonie porcelanowe? Figurki kotów?” . Oddech w tym wszystkim pozwala złapać mi obserwacja dwu naszych innych koni: Iluzji i Cekina….i tego, jak dogaduje się z nimi mój Wojtek. Tak się nam trafiło, że każdy z naszych szanownych kopytnych kolegów, ma kompletnie, ale to skrajnie inny charakter. Miło tak obserwować.
1 komentarz:
Witamy! Swoją drogą, czy zauważyli Państwo, że mamy już 11 współautorów, z których każdy popełnił jakis post co najmniej raz, a niektórzy udzielają się regularnie? Czy ktoś z Państwa sądził, że tak się nam to blogowanie rozpędzi? :) Serce mi rośnie :)
Prześlij komentarz