11 maj 2007

"Nie pozwól mu!"

Ta fraza, znana wszystkim absolwentom szkółek jeździeckich, męczy mnie i dręczy. Mam wbite do głowy, że jeśli proszę konia o coś i on tego nie zrobi, albo próbuję skorygować coś, co się pojawiło, to muszę doprowadzić do wykonania mojego żądania, wyegzekwować. W jednej z wersji to wałkowane wszechstronnie "zsiadaj, kiedy czujesz, że robi się źle" kontra "nie zsiadaj, on pomyśli, że wygrał!". Ten temat wraca do mnie nieustannie. Czy jeśli wieje wiatr, już grzmi, zaraz lunie, widzę, że Czarny jest coraz bardziej poddenerwowany, w zasadzie ja też chcę się już zbierać - czy zakończenie jazdy w tym momencie nie utrwala jakiegoś złego schematu? Uprzedzę, że zsiadłam, rozsiodłałam, wypuściłam i poszłam sobie, chwilę przed deszczem, Czarny poleciał galopem do Emana i miałam wrażenie, że zrobiłam dobrze, po ludzku i zgodnie z zaleceniem Berniego "open your heart" :). Ale dręczy mnie! :( Wielokrotnie "ustawiam" jakieś zadanie, ale potem widzę, że chciałam za dużo, że muszę wrócić do czegoś, co było wcześniej, i po prostu przerywam, odpuszczam, udaję, że nic sie nie stało i daję na tapetę inne zadanie. Mam wrażenie, że robię dobrze, że nie hoduję żadnych narowów i złych nawyków na przyszłość, ale hasło "nie pozwól mu!" dręczy mnie w tyle głowy...

Brak komentarzy: