9 maj 2007

Efekt uboczny PNH i korzyści z przymusowego stępowania.

Duszek ma zapalenie mięśnia międzykostnego w tylnej nodze. Zostaliśmy ograniczeni w naszych czynnościach i przez najbliższe 10 dni możemy tylko stępować. Zalecenie wetki: „30 – 40 minut stępa dziennie, po liniach prostych, obojętne, czy z ziemi czy z siodła, ale ma to być robione na jak najdłuższej wodzy - tak długiej, na jakiej nie będzie się pani bać”. O czym my tu mówimy – jaki strach, jakie wodze – my jeździmy na sznurku! No i wyszło na to, że PNH to też metoda lecznicza.

Ta sytuacja, mimo że niepożądana, ma jednak swoje dobre strony. Ja niestety zbyt często myślę zadaniowo i wtedy zapominam o szczegółach. A teraz, gdy zadaniem jest tylko stęp, mogę lepiej skupić się na reakcjach konia. Dziś np. zauważyłam, jak parę razy próbował wyciągnąć piłę zza pleców. Z dumą przyznam, że udało mi się w porę powiedzieć „koleś, widzę, co kombinujesz”. Koleś przeżuł, przememłał. Jakby ktoś boku z boku patrzył, to by pomyślał „ot, taki spokojny, zrelaksowany spacerek, w czasie którego nic się nie dzieje”. Tymczasem dla koniska jednak się działo, bo pod koniec tego spaceru uraczył mnie sesją trzech czy czterech potężnych ziewnięć.

Mam też nadzieję, że przez te dzisięć dni poprawi się trochę kondycja Duszka. To chyba Klara gdzieś pisała, że stęp poprawia kondycję. Nie wiem co prawda, w jakich dawkach i po jakim okresie widać jakieś rezultaty, ale może ...

2 komentarze:

Dot pisze...

>>Jakby ktoś boku z boku patrzył, to by pomyślał „ot, taki spokojny, zrelaksowany spacerek, w czasie którego nic się nie dzieje”.<< Ja mam bardzo często takie wrażenie :) Im dłużej z Czarnym, tym bardziej liczy się każde jego spojrzenie, każdy odchylenie ciała, przyzwolenie, bunt, które wyrażają się w drobnych ruchach. Nie to, żeby każda taka informacja mnie uszczęśliwiała, czasem komunikaty sa trudne do zniesienia, ale coraz więcej ich widzę. Uszczęśliwia mnie, jak uda mi się coś odpowiedzieć i on mi na to też coś odpowie. Dialog mnie uszczęśliwia. Uszczęśliwia mnie, jak uda mi się uniknąć otwartej konfrontacji i zalatwić sprawy polubownie.

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Bardzo ładnie to napisałaś. To jest niesamowite uczucie i radość i satysfakcja, jak się coraz więcej widzi, potem udaje się coś od siebie przekazać, a koń to dostrzega, rozumie, akceptuje albo nie, ale rozmawia. Nasze codzienne spacery pełne są rozmów.

Kiedyś bardzo lubiłam psy. A teraz ... Im więcej przebywam z końmi, tym bardziej mi to lubienie przechodzi. Poza innymi cechami, psy w porównaniu z końmi są takie "obvious". (Mam nadzieję, że nie obraziłam wielbicieli tych czworonogów)