4 kwi 2007

Wszystko mi się już pomieszało :)

Czarny docenił chyba zmianę nastawienia i zaczął uprawiać coś w rodzaju czytania w myślach, nie mówiąc o tym, że szalenie się rozgadał i zaczął się wydurniać. Dziś przyszedł, gdy prosiłam, z padoku, dał sobie założyć kantar i wyprowadzić się na pastwisko, na zaproszenie zajął się trawą podając jednocześnie nogi i ciało do czyszczenia, na hasło liberty porobił chwilkę, po czym powiedział, "o nie, co za nuda" i pobiegł spokojnym kłusem do stajni i stanął pod drzwiami. Po chwili wyjrzał i zapytał: "no co, nie idziesz? ach, więc chcesz dalej pracować? Geeee... Niech Ci będzie." Zabrałam, kantar, lina, zadanka - robił wszystko i jeszcze więcej, jakby chciał powiedzieć "dobra, załatwmy to szybko, skoro musisz, i daj mi żyć". Pastwisko jeszcze mokre i marne, zostawiał straszne ślady po swoich galopach, więc zabrałam na round pen. Trochę wolności, pogalopował tu i tam na życzenie, po czym rzekł: "no nie, znów to samo" i wyłamał drewniane ogrodzenie, po czym pokłusował między dwoma pastiskami, wąskim przesmykiem do kurnika. Tam zatrzymał się zadziwiony, po czym zajął się wyjadaniem kurom suchego chleba. Nigdzie nie uciekał, kiedy po niego przyszłam, wydurniał się z chlebem, zabrałam go z pełną mordą. Zabrałam go na teren z przeszkodami, poskakaliśmy wspólnie z ziemi jakieś psie przeszkódki, zrobił grzecznie to, o co prosiłam, trochę pobuzował, po czym z ulgą powrócił do stajni i zajął się sianem. A co ja? A mnie się wszystko pomieszało i zaczęłam traktować mojego konia jak trzeciego syna. Durne ma czasem pomysły, że wytrzymać trudno, ale w sumie jest kochany. Strasznie trzeba nad sobą pracować, żeby nie stłuc na kwaśne jabłko, ale w sumie fajnie gada, więc niech sobie gada. Każdy jest przecież jakiś i ciekawszy taki barwny, prostestujący i humorzasty niż bezbarwny prymus, i ja go nawet rozumiem. No i bardzo jestem ciekawa, czy to doprowadzi mnie do tego, że w ogóle przestanę jeździć, bo moje trzecie dziecko nie wyrazi zgody? :) A może ten nagły przypływ energii i pomysłów u śniętego zazwyczaj Czarnego to po prostu efekt dostawania sporej ilości owsa? (z sianem u nas kiepsko, ostatnia przyczepa luzem i nie mam skąd wziąć więcej, więc całe towarzystwo zajada tyle owsa, co chyba nigdy). Marzę już o kursie. Niech Berni na nas popatrzy, bo nam się już wszystko pomieszało na amen :)

Brak komentarzy: