Rano padało, więc plany zajęć z siodłem przesunęłam na jutro. Mimo deszczu ujeżdżalnia była zajęta przez trzech jeźdźców, więc poszliśmy do round-pena. Pobawiliśmy się w CG i chody boczne z przeszkodami, a przy okazji oświeciło mnie, dlaczego wczoraj te chody wychodzily nam tak topornie. Po prostu ja, ciemna, masa, zamiast patrzeć tam, dokąd chciałam, żebyśmy szli, wgapiałam się w bok koniska. Jak zmieniłam fokus, od razu było lepiej. Potem jak ujeżdżalnia się zwolniła, poćwiczyliśmy prowadzenie ze strefy 3.
Dziś najważnieszym wydarzeniem było pierwsze padokowe spotkanie Duszka z innymi końmi. Najpierw wpuszczony został z jednym koniem, spokojnym i łagodnym. Duszek nową znajomość zaczął z założeniem “Ja tu będę szefem”. Kwiczał, wspinał się, tupał. Koleś znosił wszystko cierpliwie do czasu. Duszek ignorował wszelkie delikatne wskazówki i w końcu dostał kopa. To trochę ostudziło jego zapał, ale nadal próbował. Tamten parę razy “pogroził” tylną nogą, aż w końcu Duszek załapał i już wystarczyła mina czy uszy. Potem dołączyły jeszcze dwa konie, z jednym Duszek się obwąchał, drugi w ogóle nie włączył się do gry. Natomiast Pierwszy zaczął bronić przed Duszkiem tę nową parę. Z każdym razem, gdy Duszek się zbliżał, tak się ustawiał, żeby znaleźć się pomiędzy Duszkiem a tamtymi. Tak że wszelkie scysje, które jeszcze od czasu do czasu wybuchały, były zawsze pomiędzy Duszkiem a Pierwszym. Ale wszystko się wyciszało, aż w końcu trójka trzymała sie razem, a Duszek odstawiony został na boczny tor.
Dla Duszka była to kompletnie nowa sytuacja życiowa. W swoim pierwszym, rodzinnym stadzie żył od urodzenia, w Orce nie był włączany do stada, więc tu musiał przejść przyspieszony kurs przystosowania. Na szczęście nie zdecydował sie walczyć do krwi ostatniej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz