Hura - podyskutujmy:)!
“...If you treat your horse for the correct movement, you are training with treats...”
PNH jest coś, co się nazywa pozytywnym w wzmocnieniem. Pierwsze z rzeczy, które przychodzą mi do głowy to zabawa w corners i talerzyki z przysmakami w rogach, czy też jazda przyczepą, gdzie gdy koń umie już do niej wchodzić i stać w spokoju, zaczynamy w niej karmić. Jedzenie jako nagroda jest w PNH, tylko inaczej się nazywa.
„...I firmly believe that the more you rely on something other than the release to mark the correct movement, the less you are concentrating on giving a quality release...”
A dlaczego? Nie jest to na tyle skomplikowane, żebym nie mogła robić dwóch rzeczy na raz. Tym bardziej, że w klikaniu mało jest presji czy to psychicznej, czy to fizycznej, ruch jest po stronie konia, więc nie ma czego „oddawać”.
Kliker ma pewne przewagi nad release. Prosty przykład. Od jakiegoś czasu staram się pracować z M nad jakością chodów. Jedziemy sobie w teren i np. kłusujemy. Do tej pory, kiedy koń proponował mi tą jakość chodu, której szukałam, mówiłam stop i zsiadałam. Co nagradzałam zejściem? Kłusa, przejście do stępa czy też zatrzymanie? Najbardziej zatrzymanie, bo było bezpośrednio przed zejściem. Z klikerem mam marker, który dokładnie powie, co chcę nagrodzić.
„..The best possible release at the right time so that it is meaningful for the horse..”
Timinig, timing I jeszcze raz timing. Z doświadczenia początkującego klikerowca, PNH tak dobrze jak klikanie tego wyczucia czasu niestety nie uczy, bo klik jest krótszy od release.
„...The whole idea of this program is to train the human...”
A po części nie budowanie też relacji z koniem? Jak nudny jest człowiek, który przychodzi, coś chce od konia i jedyną nagrodą jest to, że przestaje w pewnej chwili czegoś chcieć (release). Brrr!
Ale, kiedy zaczęłam drogę PNH, przestałam karmić konia z ręki na ponad rok. To była bardzo mądra decyzja, która polecam wszystkim. Bo najpierw na miejscu musi być nudny respekt i przewidywalne zaufanie, a potem można stawiać wyzwania i być interesującym. I tak jak Nevzorov mówi, że najlepiej zaczynać pracę z koniem jego metodami mając ukończony level 1 w PNH, tak myślę, że tę samą zasadę powinno się zastosować do klikania. Wszystko IMHO, oczywiscie:)
8 komentarzy:
To wszystko bardzo ciekawe, co piszecie. Ja nie klikam, ale widzę, że po prostu nie jestem trendy, jazzy, horsey? :) Piszcie tak dalej, to może się mocniej zainteresuję tematem. A może powinnam zmienić nazwę bloga? :)
Horsey to juz jestes:)
Klikanie to po prostu przejaw otwartego umyslu - tak samo jak zainteresowanie Nevzorovem, czy tez eksperymetowanie z RWYM
Dobra, zaintrygowałyście mnie, zaczęłam szukać informacji. Innym poszukującym podaję link do filmiku, który pomaga załapać w pięć minut, o co tu w ogóle chodzi
http://www.youtube.com/watch?v=yqDKuq4d2Dc
Clicker Training in the Saddle by Karen Pryor ClickerTraining, ok. 5 minut.
Doroto, ja nie wiem, czy chodzi o to, żeby zmieniać nazwę bloga. To jest blog PNH'owy, a klikanie to nie PNH. Piszę to, mimo że klikam - ale to tyko mój własny wybór. U siebie o tym piszę, tutaj nie. To znaczy właśnie z Wami o tym rozmawiam, ale notatek z wrażeń z klikania nie wstawiam :-)
Wklejony wcześniej post z listy parellowej skomentowałam już pod zawierającą go notką. Zresztą to, co napisałam, jest w wielu punktach zbieżne z tym, co tutaj pisze Małgosia. A pisane niezależnie :-)
Ja bym nie miała pewności co do klikania wcześnie, przed poziomem pierwszym powiedzmy - ale nie dlatego, że koń nauczy się żebrać (dobre maniery też można "wyklikać"), tylko dlatego, że koń się może zrobić "task oriented" a nie "owner oriented". Może się mylę.
Jeżeli ktoś chce sprawdzić/poćwiczyć refleks, to polecam: http://www.rancho-stokrotka.com/test/
Rancho Stokrotka ma zresztą dział o klikaniu, więc jak ktoś woli poczytać po polsku, to to dobre miejsce. Zresztą treść jest "za Pryor" w dużym stopniu.
Milo, ze poglady zbiezne:)
Ale twoich notek, moja droga, to z lupa trzeba sie naszukac na tym blogu...:)
Z tą zmianą nazwy to ja żartowałam oczywiście, taka mała prowokacja. O klikaniu nic na razie nie powiem, nie mam zdania. Trochę jest tak, że mam wrażenie, że tak strasznie mam dużo do roboty cały czas w temacie PNH, że nie wiem w ogóle, kiedy za to klikanie miałabym się zabrać. Ale poczytać mogę i lubię, bo to ciekawe bardzo, i sprawdzić na jakimś prostym targecie w rodzaju "dotnij nosem końca cs, to dostaniesz ciasteczko" w wolnym czasie mogę, żeby zyskać jakiekolwiek, maleńkie choć doświadczenie. Choć ja jestem typ mało karmiąco-miziający. Marchewki od dwóch lat wrzucam bez żalu do żłobu albo na trawę i koncepcja takich bezpośrednich nagród raczej mało do mnie trafia... Ja chyba wolę takie bardziej ogólne skojarzenie "Pani jest generalnie dobra i sprawiedliwa, wymaga, ale też jeść i pić daje, posprząta, podrapie, na wycieczkę weźmie, tylko nigdy nie wiadomo, które kiedy" niż "dobra, to co mam zrobić, żeby tą marchew dostać?" natomiast interesujące wydaje mi się w tym co innego - to jest jakiś kolejny język umożliwiający "pogadanie" z koniem. I to wydaje się bardzo fajne. Mam wrażenie, że za pomocą klikania można na przykład dość łatwo nauczyć konia tarzania się na zawołanie (Klara?), co mnie na przykład rozbawia i może być czasem użyteczne :)
Ja jako laik w sumie i w Pnh i w klikaniu dodam ze mozna konia kilkając nauczyć wiele pozytecznych rzeczy, ale tez mozna go sprowokować do robienia głupot. I po prostu utrwalic te głupoty. Tak kiedys z Teo rozmawiałysmy ze np klikając na wejscie na podest kon przeważnie w pierwszej fazie grzebie w podescie nogą. Dla mnie osobiscie takie zachowanie jest negatywne, jest "rude" i nie chciałabym utrwalać go. Dlatego klikając trzeba mieć uszy i oczy otwarte.
Ja klikałam zanim sie z L1 ruszyłam. Teraz klikanie poszło w odstawkę, jak bedę gotowa i Holdziasta tez wrocimy do tego. Na razie nie chce namącić w głowie, i to chyba bardziej sobie niż jej.
"Mam wrażenie, że za pomocą klikania można na przykład dość łatwo nauczyć konia tarzania się na zawołanie."
Ja wzmacniam kładzenie się koło mnie. Jak widzę, że się koń zbiera do tarzania (grzebanie nogą, obrót, wiadomo...), to też grzebię nogą (nasz przyszły sygnał). Jak koń leży, to jest C/T - czasem powtórzone (trwanie leżenia wzmacniam). Teo tarzał się koło mnie i wcześniej, więc to nie jakieś wielkie "przekabacanie". Ale nigdy wcześniej się tym specjalnie nie zajmowałam. Teraz zaczęło się zdarzać, że nie tarza się, a tylko kładzie jak baranek wielkanocny, poczeka na C/T. Wstanie, powtórzy manewr... :-)
To nie jest dla mnie jakieś szczególnie istotne zachowanie, traktujemy je w pełni na luzie. Jak się rozwinie w kładzenie na komendę, to ok. Jak nie, to nie.
Prześlij komentarz