5 lut 2007

Friendly, more friendly i cofanie przez bramkę

Wróciłam z tygodniowym wakacji i dziś wreszcie udało mi się spędzić dwie godziny z Czarnym. Czarny niestety przez ten tydzień został zaniedbany, strzałki mu pogniły, no ale nic, będziemy naprawiać. Kowal i tak nie widział go ze trzy miesiące, no bo jak tu mu robić kopyta, jak go bolało i nie chciał podawać nogi, czemu trudno się dziwić? W każdym razie dziś sporo z ziemi, choć wcale nie zamierzałam - tak wyszło, jak to w PNH, plany zazwyczaj szlag trafia, bo nowe tematy wyłażą na wierzch w zupełnie nieoczekiwanych miejscach. Duuuużo sukcesów, zupełnie niespodziewanych. Po pierwsze, postępy w temacie friendly z paszczą. Dobrze nam robi, kiedy ja skupiam sie na jakimś zadania w rodzaju "Czarny, to nie chodzi o mizianie, po prostu chcę zobaczyć kamień na Twoich zębach i kolor żyłek na dziąsłach, żeby upewnić się, żeś zdrów". Nie wiem dlaczego, ale to działa. Czarny dziś dał sobie odwinąć i górną, i dolną wargę, oraz szczegółowo zaprezentował kamień na wszystkich swoich zębach i dał sobie obmasować dziąsła. Na razie od zewnątrz. Otwieranie paszczy i oglądanie kamienia od środka oraz wyciąganie jęzora przed nami. Ale postęp jest zauważalny i bezsprzeczny. Po drugie, postępy w temacie ekstremalne friendly z latającym savvy stringiem i waleniem cs i ss o ziemię obok konia. Naprawdę się dziś zmęczyłam tym waleniem z impetem, aż mnie bark rozbolał, a koń przyjął to całkiem nieźle. Waliłam zgodnie z filozofią aproach and retreat, czyli raz bliżej konia, raz dalej, raz bliżej, raz dalej, cały czas odwrócona do niego tyłem lub bokiem i nie patrząc mu w oczy. Po trzecie, wreszcie nam wyszła zmiana kierunku w kłusie w circling game bez przechodzenia do stępa! Co jest absolutną sensacją, bo do tej pory mimo usilnych wysiłków moich Czarny przechodził do stępa. Mam wrażenie, że sukces zawdzięczam dwóm zmianom: 1/ Kiedy jeszcze Czarny jest na kole zaczynam przebierać, początkowo w miejscu, nogami w takt jego kłusa i potem utrzymuję ten rytm, 2/ Nie robię, jak poprzednio, "Odstaw zad, przyjdź do mnie kłusem, zmień kierunek", co nie przynosiło spodziewanych efektów, lecz "Zacznij zbliżać się do mnie z koła po spirali, a teraz łagodnie zmień kierunek i odejdź z powrotem na koło". Innymi słowy, nie tyle odstawiam mu zad, ile przyciągam przód; oraz nie tyle pochylam się w jego kierunku (patrząc na zad), ile odchylam się do tyłu (przyciągając głowę). Może z czasem włączę do tego znów odstawianie zadu, żeby przyjście do mnie było bardziej precyzyjne, ale na razie nie chcę zniszczyć tego, co mam. To było pięknę, to łagodne zakołowanie przede mną w kłusie! Po czwarte, pracowaliśmy nad cofaniem przez przejście. Cofanie, squeeze jako takie mam, oczywiście, ale nie jestem w stanie w większości przejść (bo w sumie nad tym jeszcze nie pracowałam) przestawić go noga po nodze i cofnąć noga po nodze w dowolnym momencie. Dochodzi do przejście nosem, może jeszcze jeden krok, a potem przechodzi cały. Nie jestem w stanie zatrzymać go w połowie - pół konia przed przejściem, pół konia za, nie mówiąc już o stosunku w rodzaju 3/4 - 1/4. Myślę, że to kwestia 1/ przyzwyczajenia do przechodzenia w całości, 2/ pewnej obawy przed przejściami jako takimi. Także pracujemy, głównie ja nad sobą, żeby nie urżnąć mu głowy, bo te lęki wydają się takie wydumane... Także staram się nie krytykować go za bardzo i dawać mu zadania bliskie tego, co sam chce mi dać, stopniowo rozciągając jego granice. Dziś doszliśmy do tego, że jest w stanie spokojnie stanąć z głową po jednej stronie przejścia i resztą ciała po drugiej stronie, po czym wycofać, przodem do mnie i bokiem. Od czegoś trzeba zacząć :)

4 komentarze:

Malgosia i Mentos pisze...

IMHO, odstawianie zadu w zmianie kierunku w CG nie, bo to jest game over!

Klara od Teo pisze...

Odstawianie zadu w zmianie kierunku też mówię nie!

Nie wiem, co i jak robiłaś do tej pory. Nie wiem, czy cofasz się, podczas zmiany? Jeżeli nie, to samo odchylenie się do tyłu może być na początek za mało dla konia. Ani nie dość miejsca, ani dość przyciągania. Może przechodzić do stępa, bo się nie mieści. Albo bo magnes za słaby. Kiedyś to będzie samo odchylenie się, ale nie od razu :-)

No i zmiana kierunku jest ćwiczeniem, które się nabudowuje na dobrym przywołaniu. Jak tam przywołanie w kłusie (z Tobą idącą/biegnącą do tyłu na początek)? Jak to jest ok, to tylko zmiana narzędzi w łapach, przywołanie, jak masz obydwoje oczu - odesłanie (i powrót ludzia do starego środka koła).

Nie wiem, czy potrzebnie to piszę :-)
Może to wszystko wiesz!

Klara od Teo pisze...

Jeszcze coś mi się pomyślało. Piszesz: "Mam wrażenie, że sukces zawdzięczam dwóm zmianom: 1/ Kiedy jeszcze Czarny jest na kole zaczynam przebierać, początkowo w miejscu, nogami w takt jego kłusa i potem utrzymuję ten rytm". Jak coś działa, to dobrze. Tylko uważaj, żeby nie było tak, że ty robisz coraz więcej, a koń coraz mniej.

Rozważ sekwencję: life up - neutral (nie flak, ale ani dodawanie powera, ani spowalnianie) - life down. Możesz się tym bawić niezależnie od zmian kierunku.

Dot pisze...

Z tym przywołaniem: do tej pory nie było dobre, tzn. stęp do mnie tak, ale kłus do mnie - raczej średnio. Ta zmiana kierunku i przywołanie zmieniły się równoczesnie... Dawno tego nie robiłam, nie pracowałam nad tym. Po wielu miesiącach nie dotykania tematu sprawdziłam - i zadziałało, zarówno zmiana, jak i przywołanie. Przywołanie w kłusie, podążanie za mną w kłusie, wszystko jest teraz o wiele lepsze. Klasyczny przypadek konia, który przez kilka miesięcy miał czas pomyśleć i od którego w tym czasie nie wymagałam. Wydaje mi się też, że ja w ogóle lepiej zaczełam posługiwać się ciałem i narzędziami. Nie wkładam w to wiele wysiłku, to się jakoś tak dzieje, a on reaguje dokładnie tak, jak ma reagować. No jasne, nie zawsze, ale często. Precyzja nam wzrosła, fazy nam spadły. Mam wrażenie, że trochę jest tak, że nie wszystko jest efektem poprawnego i jeszcze bardziej poprawnego wykonywania ćwiczeń - niektóre rzeczy po prostu zaczynają się dziać w wyniku przebywania ze sobą i jakiejś pracy umysłowej, która odbywa się w międzyczasie.