13 lut 2007

Liberty - i proszę, działa.

Popracowałam dziś kwadrans z koniem, fajnie jest pracować w takich krótkich rzutach, może jeszcze uda się wieczorem coś urwać. Tym razem było liberty na padoku, wyszło GENIALNIE. Czarny przychodził od patrzenia na zad i cofania się w odpowiedniej chwili, raz nawet przybiegł kłusem!, cofał się ramię w ramię ze mną, odchodził w jojo na dobre kilka metrów po prostej i szybko podchodził na zaproszenie, przekręcał sie na jeża na przodzie i zatrzymywał na głaskanie. Zaczęłam nawet próbować robić z nim circling, ale to nam jeszcze nie wychodzi, on odchodzi, jakbym go odesłała w siną dalej, choć już wiem chyba, jak osiągnąć sukces - od razu przywołanie po odesłaniu, żeby cały czas zastanawiał się, czy go zaraz nie zawołam i krążył w pobliżu czujnie nadstawiając oczu i uszu. Wszystko bardzo stonowane, na niskie fazy, takie szeptanie do siebie. Na tym samym padoku błąkał się Eman i krowia rodzina. Przez jakiś czas Eman był czynnikiem rozpraszającym, inicjował zagalopowania i odciągał Emitera ode mnie, ale po jakimś czasie Czarny ewidentnie skupił się mnie, a Eman zaczął reagować jak lustrzane odbicie Czarnego. I w ten sposób, gdy w pewnym momencie po raz kolejny przywołałam Czarnego, odwróciłam się po jego odwróceniu sie w moim kierunku i poszłam przed siebie odwrócona do niego plecami, a następnie zatrzymałam się, poczułam po chwili na dwóch ramionach dwa końskie pyski, lekko oparte. To było CUDOWNE! :) Ach, i rano dostałam jeszcze prezent: podeszłam do Czarnego na padoku i od niechcenia poprosiłam o podanie i pokazanie kopyt. Nie odszedł, jak to zwykle on, gdy nie ma niczego na głowie, a ja chcę wyczyścić sierść albo kopyta, tylko cierpliwie podał wszystko, co było do podania nie ruszając się z miejsca, potem stał koło mnie z głową na moim ramieniu, a potem pozwolił mi położyć rękę na swoim nosie i wycofać go jeżem kilka kroków. Normalnie on wie, że w takiej sytuacji - spory padok, zero uwiązania - może sobie odejść ode mnie proszącej go o wykonanie czynności, za którymi nie przepada. Dziś z jakiś powodów postanowił zostać przy mnie. Ucieszyłam się jak dziecko.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Musiało byc faktycznie niesamowicie
Czasem rozczulają z pozoru banalne rzeczy, ale życie składa sie z takich małych cudow...

Anonimowy pisze...

Moje gratulacje:)Faktycznie najbardziej cieszą takie codzienne rzeczy... robione inaczej niż jeszcze niedawno:) Nas ostatnio najbardziej cieszy to, że nasze konie od pewnego czasu inaczej patrzą:)Pewnie też miałaś takie spostrzeżenia, gdy zaczynałaś zabawy z Emiterem:)Z boku patrząc, dla kogoś takie niby nic, a dla mnie takie wielkie COŚ:)Pozdrawiam!