11 lut 2007

Fioletowe na czarnym jedzie po białym :)

Czyli Dot ubrana w kalesony, spodnie z podszewką, termobuty, bieliznę oddychającą, dwa polary cienkie, puchową kamizelkę na polarze, jeden polar gruby i wiatrówkę oraz czapkę, kask i rękawiczki jedzie na Czarnym (bez ocieplaczy) po świeżutko zaśnieżonym, absolutnie bajkowym lesie w temperaturze typu -7 :) Było absolutnie bajkowo. Wybraliśmy się razem z Olem na Emanie, co doprowadziło do kilku spięć i jednej katastrofy wynikającej z tego, że Olo bez kasku przeleciał pod nisko wiszącymi gałęziami na Emanie za Czarnym, który właśnie zagalopował z własnej inicjatywy - i dostał nieprzyjemnie w łeb. Innymi słowy, kask noś i przy pogodzie. Poza tym w połowie terenu ujawniły się nasze rozbieżne plany na drugą połowę, więc z Czarnym wrócilismy do domu samotnie, co miało oczywiście, jak wszystko na tym świecie, całą masę dobrych stron. Czarny nie oszalał z niepokoju, trochę się podenerwował rozstaniem, ale potem szedł obok mnie i pode mną w sposób zupełnie subordynowany, nie ciągnąc, nie włażąc na mnie i dostosowując się do mojego tempa. Wcześniej okazał się naprawdę dzielny, przechodząc przez głębokie, zamarznięte kałuże, na których lód łamał się pod jego kopytami. Nie był zachwycony, ale nie uciekał w panice, wybierał sobie drogę, próbował kopytem, potem z własnej inicjatywy trzymał generalny kierunek, ale wybierał najlepsze rozwiązania, obchodząc niektóre większe kałuże. Bardzo przyjemna obserwacja takiego końskiego myślenia. Buzował się do galopu, ale dawał się zatrzymać po kilku skokach, trzymał kłusa, nie wyprzedzał, nie szalał, wszystko to bardzo przyjemne i na luźnej wodzy. Gorzej ze mną, bo dawno nie jeździłam w siodle, dawno nie jeździłam w teren i jakoś potwornie pochylałam się do przodu, ale po pierwszych 30 minutach zrobiło się naprawdę przyjemnie, wróciły lepsze, choć gorzej jeszcze utrwalone, nawyki, w miarę wyprostowana sylwetka, amortyzacja w kolanach i stawach skokowych, siedzenie "na kieszonkach", przyklejone kolana i przytomność umysłu. Natomiast moje siodło przestało mi się po tej jeździe podobać... (dla wyjaśnienia, skokowe Norbert Koof AT) A przecież je kocham, kochałam, uważałam do tej pory, że jest genialne i jedyne! Ale mam teraz wrażenie, że siedzę metr nad koniem i że dzieli mnie od niego jakaś sztywna, skomplikowana konstrukcja... Że nie czuję konia, że strzemiona za krótkie (ale po wydłużeniu kolano znajdzie się w bezsensownym miejscu, ostatecznie jest to siodło skokowe...) To znaczy ok, ono mi się podoba nadal, do skakania jest świetne, ale poważnie zaczęłam sie zastanawiać nad tym, że jednak 3/4 jazd wolałabym odbywać w czymś bliżej konia... I rozmyślam o bezterlicówce westernowej Barefoota :) Tym miłym akcentem na dziś zakończę :)

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Czyli terenowanie ogolnie pozytywne. Bezterlicowki kuszą, to fakt, choc tak jak ty swoją skokówkę tak ja ujezdzeniowkę do ostatniego czasu kochałam wielką miłością;]

Dot pisze...

Zdecydowałam. Zamówiłam u Małgosi Mentosowej siodło bezterlicowe Cheyenne i z braku forsy sprzedałam moją dotychczas ukochaną skokówkę przez pana Pawła Kostrzewę, który zresztą w chwili, gdy zadzwoniłam, miał już na nią klienta, poszukującego tego właśnie siodła od jakiegoś czasu. Także pewnie wyjdę na zero finansowo. Przyjrzałam się jeszcze raz śladom po jeździe na Emiterowych łopatkach (nie odpylam go do zera, więc zawsze widać, jakby go ktoś talkiem posypał, widać, gdzie ten "talk" się zbiera), zaanalizowałam je jeszcze raz, z nowym sceptycyzmem, i przeszłam do grupy bezterlicowców. Co tam, na stronach piszą, że są też bezterlicowe skokówki, jeszcze będziemy latać :) Jak oczywiście zarobię na drugie siodło. Czy ktoś nie potrzebuje tłumacza z angielskiego? (Raporty, materiały reklamowe i produktowe, newsy, publicystyka, książki) :)

Anonimowy pisze...

Dla mnie jedyną w miarę realną szansą na takie siodło jest sprzedaż swego wszechstronnego
Jak się uda będę mysleć intensywniej o bezterlicowym. Dzis postaram się wyszperać krzywik, bo obmierzanie konie drutem to durnego robota:D

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Dorota, ale Ty szybko podejmujesz decyzje! Ja mam wszechstronne z ukierunkowiem na skoki (chociaz skokow poza jakimis klodami panicznie sie boje), do terenow niespecjalnie sie nadaje, ale chyba by mi bulo szkoda tak od razu powiedziec good bye.

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Dorota, wydaje mi sie, ze gdzies wspominalas o westowej bezterlicowce, a widze, ze przerzucials sie na Cheyenne. Mozesz powiedziec dlaczego? Pytam, bo nie bardzo wiem, czy westowe czy Cheyenne, i kazde przemyslenie jest dla mnie cenne. Chociaz jesli stanie na Cheyenne, to sie chyba zaplacze, ze nie ma juz tych niebieskich!!!

Dot pisze...

Bo ja tak naprawdę nie myślałam o westowym, pomyliło mi się, myślałam o angielskim z westowymi puśliskami i strzemionami. A od westowych puślisk odwiodła mnie Małgosia Mentosowa, która twierdzi, że bodaj Kasia Promykowa (kaczka kaczce powiedziała... ;)) w takowych jeździła i mówi, że dla kogoś przyzwyczajonego do angielszczyzny to jednak kosmos. Więc zostałam przy czystej angielszczyźnie. A co do westowych czysto - róg mi nie odpowiada, kosmiczne popręgi i większy ciężar. Po co coś ma być ciężkie, jak może być lekkie?