Zdumiewa mnie jak różne są moje dwa konie – Mentoś to inteligentny indywidualista, zawsze znajdzie dziurę w całym i ma 101 sposobów na wyrolowanie mnie (dopóki ja mam 102 na wyrolowanie jego, trwamy w tak zwanej symbiozie, nazywanej czasem harmonia i miłością), kiedy mówi „wojna!”, to walczy na śmierć i życie. Rita to taki dzieciuch –wszędzie wsadzi ryja, wszystko obejrzy, boi się jeszcze wielu rzeczy, a jak się boi to w odróżnieniu od M wrasta w ziemie (do tej pory nie wiedziałam, że koń może trząść się ze strachu w miejscu), jak się zapiera, to wkłada w to cale swoje 600kg i spokojnie bierze na przeczekanie.
Dzisiaj pierwszy raz wsiadłam na nią po ciemku – było trochę strachów, ale generalnie ok. Schody zaczęły się, gdy ja chciałam w prawo, a ona w lewo. Ja – faza 1,2,3,4, dołożona druga ręka na linie, stopniowo dodaje coraz więcej siły – koń nic – ze stoickim spokojem nadal podróżuje w lewo – łeb nie przesunął się w prawo nawet chyba o milimetr – mi zaczynają mdleć ręce (bo jak powszechnie wiadomo, parellioza powoduje brak mięśni w rękach – narząd nieużywany stopniowo zanika:). Z łydki spychającej rezygnuję, bo powoduje kłusa. Zaparłam się i czekam. Koń nic – nadal idzie w lewo. Gdyby nie słupek od ogrodzenia to pewnie trwałybyśmy tak do rana. Słupek przyszedł z pomocą i zepchnął nos w moją stronę. Skręciłyśmy w prawo. Uff. Po krótkiej wojnie dotyczącej tempa udało się wykonać follow the płot przez cały ring. I to piękne follow the płot – bez żadnej korekty z mojej strony. Czyli jednak można. Krotko zastanawiałam się nad wzięciem carrota, ale że ciągle friendly z ziemi nie jest takie, jakie bym chciała, decyduje się nie zabierać CS na górę. W drugą stronę też upór – ja w lewo, ona w prawo. Nie jestem w stanie przesunąć łba ani o milimetr. Trwam z konsekwencją i czekam. W końcu wychodzi na moje. Follow the płot w lewo. Jeszcze piękniejsze niż to w prawo.
Dziwne jest dla mnie to, że te "wojny" są z jej strony ze stoickim spokojem – żadnego brykania, baranów, rzucania łbem – tylko „nie, bo nie” i sunie w obranym przez siebie kierunku. Jak czołg. Mam nadzieje, że uda mi się z niej kiedyś zrobić motyla…
7 komentarzy:
Cudowny post, uśmiałam się do łez :) Emiter też kiedyś realizował własne koncepcje kierunkowe w terenie, ale jednak dodanie drugiej ręki na wodzy kończyło walkę. Mnie bolą ramiona nawet po krótkim przytrzymaniu na kole konia, który nie chce być na tym kole. Nie wiem, jak ludzie jeżdżą godzinną jazdę na kontakcie na opierającym sie koniu! :)
Miałem kiedyś "przyjemność" jeździć na koniku, który był gabarytem podobny do Rity, a wadą było namiętne oglądanie ziemi z bliska. To było coś w stylu "O! Jaki ładny kamyczek tu leży ! I tu też!" W połowie takiego godzinnego tereniku ręce miałem prawie do ziemi... ale za to ile potem pałeru :-)
OT, ale ten czolg przywołał mi skojarznie, a teraz drążę ten temat: czy w związku z nabyciem czolgu złożyłaś PCC1?
Dot,daj spokoj, mam zakwasy w ramionach;) Nie wiem jak by wygladala teraz moja jazda w stylu klasycznym z ciaglym trzymaniem konia za pysk.
A najlepsze jest to, ze godzine wczesniej jezdzilam na M i robilismy slalom miedzy slupkami na przerzucenie wodzy i focus. Roznica drastyczna.
Ania, PCC nie zaplacilam, ale ciii. Podobno nie wszystkie urzedy stosuja te interpretacje (IMHO nie jest ona do konca wlasciwa, wiec nie zaplacilam celowo:)
Dla mnie ta interpretacja jest więcej niż niewłaściwa, ale odkąd MF wydało swoją, to podobno urzędy się do niej dostosowują. W moim urzędzie usłyszałam całą historię kary administracyjnej (za niezłożenie PCC w terminie) i odsetek - za niezapłacanie w terminie podatku. A jak zapytałam, dlaczego stosuje się akurat stawkę 2% (podatek od sprzedaży rzeczy ruchomej, a nie 1% (podatek od sprzedaży innych praw majątkowych), to odpowiedzi nie otrzymałam. Najbardziej dla mnie zapieniające jest to, że robią z ludzi balona. Bo nawet wybrażam sobie światłego obywatela, który kupuje psa za więcej niż 1000 zł, a ponieważ jest światły, sprawdza ustawę i widzi, że przepisy nic nie mówią o zwierzętach, więc zamyka sprawę. Ilu będzie więcej niż światłych, którzy w tym momencie siegną do ustawy o ochronie zwierząt, a ponieważ nic tam nie ma na temat sprzedaży zwierząt, to taki bystrzak powie "Aha, w takiej sytuacji pies/koń/krowa/kot to rzecz i płacę podatek zgodnie z ustawą o PCC". Cała ta logika jest tak karkołomna, że aż chce się wyć. Wiadomo, że celem jest złupić ludzi gdzie się da, ale dlaczego ustawodawca nie napisze tego wprost, tylko potem człowiek uzależniony jest od kaprysu jakiegoś urzędnika, który decyduje, że koń to rzecz i nagle staje to się obowiązującym prawem.
A więc nie przejmuj się, że Rita nie chce reagować na sygnaly. Przecież to rzecz, to jak ma reagować? I nie chwal Mentonia, że robi slalom na focus - on nie może tego robić, bo jak rzecz ma reagować na focus? Chyba nie próbujesz prowadzić samochodu na focus?
Niech żyją konie ciepłokrwiste!
A na przyszłość rozważ dodanie driving game do jeżowego trzymania wodzy, bo na rytmiczny ruch trudniej naprzeć niż na stały nacisk. Poza carrotem jest choćby savvy string, albo wiatrak z końca liny. Niech jak najmniej magazynuje Wam się doświadczeń "przejścia przez nacisk", bo potem i tak trzeba to będzie odrabiać :-)
Z innych atrakcji wróżę Wam jeszcze stopy z galopu, bo krzaczek był podejrzany :-)))
Niestety wszystko co sie rusza wywoluje jeszcze lekkie przerazenie, stad nie dolozylam drivingu. Z freindly mamy baaardzo duzo do roboty.
I rzeczywiscie, u niej srach=stoj a u M strach=ucieczka. Ech, wiele jeszcze przede mna
Prześlij komentarz