10 lis 2006

Naderwane ścięgno - zima na padoku - tylko palnąć sobie w łeb

Jak w tytule. Czarny kuleje nadal i lek wet nie pozostawiła wątpliwości. Dwa miesiące najmarniej, ale to było raczej pocieszenie dla zdołowanego właściciela. Raczej cała zima z głowy. Dwie godziny temu miałam łzy w oczach i co jakiś czas wydawałam z siebie rozpaczliwe okrzyki. Półtorej godziny temu zaczęłam szukać dobrych stron.
1/ Będę ćwiczyć dosiad na Emanie i może rozmaitych koniach szkółkowych w różnych ośrodkach, to ostatnie muszę jeszcze przemyśleć, ale na pewno by mi nie zaszkodziło, i może byłoby nawet fajnie. Jak miałam Emitera pod ręką, to ta opcja raczej mnie nie pociągała, ale teraz...
2/ Skupię się na powolnej, delikatnej pracy z ziemi w stój i stępie, która w obliczu terenowych galopów wydaje się mało interesująca i pociągająca. Wykorzystam wyobraźnię do wypracowania tysiąca interesujących wariantów jeża i friendly. Popracuję nad friendly i rozmaitymi symulacjami z paszczą i językiem.
3/ Powłóczę się trochę po kominach, zobaczę, jak z końmi pracują inni.
4/ Wykorzystam wolny czas na ponowne wnikliwe obejrzenie wszystkim posiadanych materiałów parellistycznych.
5/ Przeczytam to, co właśnie przyszło i jeszcze przyjdzie, czyli m.in. 101 ćwiczeń dla konia skoczka (dlaczego, och, dlaczego nie przeczytałam takich rzeczy ZANIM zabrałam się do skakania?! Dlaczego nie przejęłam się potrzebą powolnego budowania ścięgien i mięśni końskich?!) i jakąś wyczerpującą publikację o końskim zdrowiu.
6/ Poświęcę więcej czasu moim dzieciom, Olowi, krewnym i znajomym Królika.
7/ Przeczytam idące właśnie przez ocean dwie kolejne książki Johna Holta o homeschoolingu oraz sześć tomów dzieł zebranych Charlotte Mason, też w kontekście homeschoolingu. Dobre parę tygodni powinno mi to zabrać. Akurat czytanie to bardzo zimowo-kominkowe zajęcie...
8/ Zajmę się rozpieszczaniem-witaminowaniem-mineralizowaniem-masowaniem oraz pielęgnowaniem-owijaniem-smarowaniem i głaskaniem-oprowadzaniem-spacerowaniem Czarnego, z cichą nadzieją, że ta kilkumiesięczna przerwa od wymagań zastąpionych pielęgnacyjną miłością zaowocuje lepszą współpracą na wiosnę :)

W sumie więc nastroje juz nie najgorsze, może dlatego, że na podorędziu mam jeszcze Emana, mam nadzieję, że Olo nie będzie miał nic przeciwko temu, bym jeździła na nim kilka razy w tygodniu... Bo jednak największe szczęście na świecie na końskim siedzieć grzbiecie, i jakby mi to szczęście tak obcięło na cztery miesiące, to tylko sobie w łeb palnąć :(

1 komentarz:

Malgosia i Mentos pisze...

Jest taka fama, ze kon z zerwanym sciegnem to juz malo do czego sie nadaje i sciegno bedzie co i raz sie odzwywac.

Na cale szczescie to nieprawda. Mentos na wyscigach byl zerwany dwa razy. Odkad jest u mnie jedyny problem ze sciegnem pojawil sie po tym jak rozjechal sie na oblodzonym padoku w zimie(wtedy je na cale szczescie naciagnal a nie naderwal). trzeba pamietac jedynie o rozgrzewce przed - a nie galop prosto z boksu, i wystudzeniu konia po jezdzie - step i zimna woda na nogi. Nic odkrywczego, ale ludzie czesto o tym zapominaja.

Trzymajcie sie oboje z czarnuchem!