Niechętnie myślę o jeżdżeniu, w gruncie rzeczy nie mam serca do jeżdżenia na innych koniach niż Czarny, czekam na diagnozę opartą na rtg, którą usłyszę zapewne pod koniec tygodnia. Jeżdżę z Jaśkiem na rowerze po leśnych ścieżkach pokonywanych zwykle konno i optymistycznie wizualizuję sobie przyszłe galopy. Przyglądam się uważnie Czarnemu dopatrując się ustępowania kulawizny. Smaruję mu staw glinką zgodnie z zaleceniami. Czekam.
Na liście parelli-info.waw.pl cisza kompletna. Ciemność, zimno, plucha i nikomu nie chcę się jeździć? Nikt nie ma problemów, wszyscy mają same rozwiązania? Też możliwe, swoją drogą. Zastanawiam się cały czas nad postem Karusindi czy naturals to stosunek do koni, czy techniki? Pewnie i to, i to. Dla mnie naturals to m.in. umiejętność rozwiązywania ze zrozumieniem pojawiających się problemów. Rozumiem, dlaczego tak się dzieje, rozumiem, dlaczego wybieram taką, a nie inną strategię działania, rozumiem, dlaczego poniosłam porażkę, kiedy ją ponoszę, i potrafię wymyślić działanie alternatywne. Rozmawiałyśmy kiedyś z Małgosią Mentosową przez telefon o tym, jak Małgosia skłaniała Mentosa do galopowania w terenie. Ostatecznym rozwiązaniem, które zadziałało, było zsiadanie z Mentosa po szczególnie ładnym odcinku galopu i przeprowadzanie go kawałek stępem w ręku w nagrodę. Zapadło mi w pamięć to, co Małgosia wówczas powiedziała: (sparafrazowane) "Ale ja dokładnie wiedziałam, dlaczego wcześniej robiłam tak, a nie inaczej, wszystko miało swoje uzasadnienie, ostatecznie wiele się nauczyłam". Odbieram to tak samo. Być może niedaleko stąd do "wszystko sama lepiej wie, wszystko sama robić chce", ale to naturalsowe "wychowanie do samodzielności" jest czymś, co szalenie mi odpowiada.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz